r e k l a m a

Gorillaz "Plastic beach" ***

Dominika Węcławek 11-03-2010, ostatnia aktualizacja 11-03-2010 21:12

Patetyczna melodia zaprasza nas do plastikowego świata, na sztuczną wyspę. To jednak co zapowiadało się pięknie z perspektywy bocianiego gniazda, po zejściu z pokładu mocno rozczarowuje. Gdyby Gorillaz mieli ogony, właśnie teraz by je zjadali.

Gorillaz
źródło: materiały prasowe
Gorillaz "Plastic beach"

Jedna z najciekawszych wirtualnych grup XXI wieku nie dotrzymała słowa i po kilku latach milczenia postanowiła wydać nowy krążek. A zapowiadało się bardzo obiecująco. Album konceputalny, pełen ciekawych gości. Czy może być coś lepszego? Gorillaz zapisali się w pamięci fanów muzyki jako ci, którzy pogodzili mainstream z alternatywą i tanecznym krokiem wchodzili na nowe, słabo jeszcze wydeptane ścieżki. Rysunkowi bohaterowie tworzyli tak soczystą mieszankę rocka, rapu i muzyki klubowej, że niejeden krytyk przecierał oczy ze zdumienia. Tymczasem krążek "Plastic Beach", który właśnie ujrzał światło dzienne przy pierwszym kontakcie mocno rozczarowuje. Niby mnóstwo tutaj niesztampowych próbek muzycznych sklejonych w jedną wielka morską epopeję, a jednak nie zagryza to tak, jak powinno. Po przesłuchaniu żadna z piosenek nie wybija się na tyle, by wbić słuchacza w fotel, albo... z tego fotela poderwać na parkiet.

Goście są jak piraci z całego świata, którzy spotkali się na plaży, by wspólnie snuć opowieśći. Niby każdy ma swoją bajkę, a jednak coś ich łączy. Coś więcej niż zaproszenie nawiedzonego lidera Gorillaz, psychotycznego Murdocha. Słuchacza wita więc Snoop Dogg, zawsze wyluzowany artysta, który już dawno porzucił rapowe szufladki. Chwilę później poznajemy parę brytyjskich reprezentantów nurtu grime- Kano i Bashy`ego. Towarzyszy nam m.in. legenda r`n`b i soulu Bobby Womack konwersujący z raperem Mos Defem. Na swoim smoku przyfrunęła też najbardziej japońska wokalistka w całej Szwecji, czyli Yukimi Nagano z formacji Little Dragon. Jesli ten tłumek nie robi na was wrażenia, to dodam jeszcze, że swojego drinka z palemką sączy sam Lou Reed... O dziwo jednak twórczego fermentu zupełnie brak, szybko zaś pojawia się znużenie. I dopiero kolejne powroty do stłoczonych artystów owocują przychylniejszym spojrzeniem na całą, cudaczną (plastikowa wyspa nie zdarza się codzień) z założenia konstrukcję. Piosenki takie jak "Superfast Jellyfish" z udziałem De La Soul nabieraja rumieńców, z kolei karaibsko brzmiąca, ironiczna kompozycja "To Binge" zaskakuje klimatem, w którym wspomniana Nagano jakimś cudem potrafi się odnaleźć.

Zamykające krążek, miło zgrzytające elektroniką "Pirate Jet" to jak jedwabna chustka rzucona słuchaczom na otarcie łez. Bo pomimo odkrywania kolejnych małych przyjemności, pozostaje nieprzyjemne wrażenie pustki skrywającej sie pod cienką warstwą tworzywa sztucznego. To już nie jest dziewiczy rejs na podbój nieznanych wód. Gorillaz płyną znanym wszystkim, nazbyt prosto obranym szlakiem zwanym "odkrywamy czar tandetnych, syntetycznych brzmień". A nie za odtwórczość chcielibyśmy dziś ich kochać...

Gorillaz "Plastic beach" EMI cena: 39,99 zł premiera: Marzec 2010

zyciewarszawy.pl