Auta na prąd zwalniają
Nie ma punktów do ładowania samochodów elektrycznych, producenci aut narzekają na brak rządowych zachęt dla klientów, a pojazdy łatwiej zobaczyć na pokazach niż na drodze.
Wlistopadzie minie rok od momentu, gdy w stolicy stanął pierwszy punkt do ładowania samochodów elektrycznych. Konsorcjum Green Stream zapewniało, że do końca 2009 roku powstanie ich jeszcze 30, a do czerwca 2010 r. kolejnych 100. Takie same deklaracje słyszeliśmy od przedstawicieli RWE Stoen Operator. W czerwcu Green Stream zapewniał, że punkty do ładowania aut pojawią się do końca roku. Przez ten czas stolicy nie przybył żaden słupek. Dlaczego?
Wirtualna przyszłość prądu
– Przez biurokrację. By postawić jeden słupek, potrzeba niemal tylu pozwoleń, co na budowę domu – mówi Tadeusz Walasek, prezes Green Stream. Tymczasem konsorcjum robi kolejną pokazówkę aut elektrycznych, które mają być przyszłością motoryzacji: od wczoraj do 25 września auta z napędem elektrycznym można oglądać w... Muzeum Techniki.
– Już 100 lat temu auta elektryczne zaczęły podbijać rynek, ale skończyły w muzeum. Teraz, poprzez prezentację właśnie w Muzeum Techniki chcemy odczarować rynek – mówił prezes Green Stream.
Walasek, który od trzech lat jeździ autem na prąd, wyliczał zalety takich pojazdów. – Silniki elektryczne są o wiele bardziej wydajne niż spalinowe i tańsze w eksploatacji. W zależności od taryfy dostawcy prądu na przejechanie 100 km trzeba wydać od 5 do 10 zł – mówi Walasek. – Auta są też ekologiczne: nie emitują spalin ani hałasu, a do tego w 100 proc. poddają się recyklingowi.
Jakie są więc przeszkody przed tym, by auta na prąd zawładnęły rynkiem? – Przede wszystkim mentalne – odpowiada Walasek.
Tymczasem opóźnienie w budowie punktów do ładowania nie przyczyni się do likwidacji tych barier. – Co to za filozofia: gniazdko w mieście postawić. Przecież sieć punktów do ładowania wzmaga poczucie bezpieczeństwa i mogłaby zachęcić niezdecydowanych kierowców do przesiadki do auta z napędem elektrycznym – uważa Mariusz Wnukiewicz z fabryki Impact Automotive Technologies w Pruszkowie, która produkuje m.in. elektryczne auta Revolt. Bo choć auto na prąd można naładować nawet w domowym gniazdku, to jego zasięg wynosi od 70 – 100 km.
Bez zachęt ani rusz
Jednak nie tylko brak odpowiedniej infrastruktury, ale przede wszystkim cena aut na prąd (ok. 60 tys. zł) powoduje, że do tej pory tylko kilkanaście samochodów z pruszkowskiej fabryki sprzedało się w Polsce. W Europie Reveolt jest tańszy od konkurentów o 8 tys. euro. – Głównymi naszymi rynkami są szwajcarski i niemiecki. Coraz więcej aut sprzedajemy też do Francji i Włoch. To się nie zmieni, dopóki nie będzie zachęt dla klientów. Jesteśmy jedynym krajem, w którym nie ma rządowego programu dotowania kupna aut z napędem elektrycznym – mówi Wnukiewicz. Podkreśla, że w Irlandii i we Francji kupując samochód elektryczny, państwo dokłada 5 tys. euro, w Luksemburgu nawet 9 tys. euro – Za to w Holandii są tak korzystne ulgi podatkowe, że po ich odliczeniu kierowcy zostaje w kieszeni 60 proc. wartości auta – dodaje Wnukiewicz.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook