r e k l a m a

Deskarzy konflikt o pieniądze

Piotr Szeleszczuk 17-11-2008, ostatnia aktualizacja 17-11-2008 20:47

Dwóch najlepszych polskich zawodników, bracia Mateusz i Mariusz Ligoccy, zostało wykluczonych z kadry. Powód? Nie chcieli podpisać regulaminu.

– Przed zgrupowaniem podłożono nam do podpisania oświadczenie, którego częścią był regulamin praw i obowiązków kadrowicza. Było tam zapisane, że zrzekamy się praw do naszego wizerunku na rzecz Polskiego Związku Snowboardowego. Nie zgodziliśmy się na to, dlatego wykluczono nas z kadry – mówi Mateusz Ligocki.

Innego zdania jest prezes PZS Jan Król.

– Zawodnicy nie podpisali regulaminu, ale są też inne powody ich wykluczenia. Jakie? Mateusz nie ma licencji, na dodatek zmienił klub bez zgody PZS, a jako kadrowicz musi ją mieć – ripostuje Król.

Kością niezgody jest zapis o prawie do wykorzystania wizerunku zawodników przez PZS, bo za tym idą realne pieniądze od sponsorów.

– Snowboard to nie tylko kadra, ale też zawody komercyjne, pokazy, sesje zdjęciowe. Boję się, że PZS mógłby zażądać od nas, żebyśmy wystąpili gdzieś np. w stroju bobasa lub baletnicy. To oczywiście żart, ale naszym zdaniem ustawa mówi jasno, że związek ma prawo do naszego wizerunku tylko w stroju reprezentacji – przekonuje Mateusz.

– Nasi prawnicy mówią, że regulamin jest zgodny z prawem. Skorzystaliśmy z gotowego wzorca, który stosuje Polski Związek Narciarski. Taki regulamin podpisał m.in. Adam Małysz. Pozostali kadrowicze zaakceptowali naszą propozycję bez zastrzeżeń, także Paulina Ligocka – mówi Król.
– Mam trochę żalu do mojej kuzynki, ale rozumiem jej sytuację, bo wraca po kontuzji i chce startować. Pozostali zawodnicy nie mają takiego statusu sportowego, by oficjalnie zaprotestować – uważa jednak Ligocki.
Od kilku dni sprawę badają urzędnicy Ministerstwa Sportu.

– Konflikt trzeba rozwiązać. Sportowo nie ma żadnych przeszkód, żeby bracia wrócili do kadry – przekonuje prezes Król.

– Przez ostatni miesiąc prezes grał na zwłokę. Liczę, że interwencja urzędników coś zmieni. Cała sprawa szkodzi nie tylko nam, ale też wizerunkowi dyscypliny. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych kilku dni uda nam się spotkać i rozwiązać problem – kończy Ligocki.

Życie Warszawy