Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Sprawiedliwość po kibolsku

Tomasz Wacławek 03-10-2017, ostatnia aktualizacja 03-10-2017 09:28

Piłkarze Legii pobici przez własnych kibiców. Trener Romeo Jozak krytykuje zawodników po porażce z Lechem.

autor: Nowak Piotr
źródło: Fotorzepa

Do zdarzenia miało dojść w nocy z niedzieli na poniedziałek na parkingu stadionu przy Łazienkowskiej. Na autokar z drużyną czekała około 50-osobowa grupa chuliganów, niezadowolonych z postawy zawodników.

Jak pisze portal Weszlo.com, na wyzwiskach i przepychankach się nie skończyło, a sytuacja wyglądała znacznie poważniej niż 19 lat temu, kiedy po równie wysokiej porażce z Lechem (0:3) w Warszawie także użyto siły. Wówczas poszkodowanych zostało tylko trzech piłkarzy, teraz – jak informuje Weszlo.com – tych, którzy nie ucierpieli, „można policzyć na palcach jednej ręki".

Zastrzeżeń kibice nie mieli do Michała Kucharczyka i Arkadiusza Malarza, zdecydowanie najlepszego gracza Legii. Pozostali mieli być bici uderzeniami w tył głowy i w twarz. Usłyszeli, że po kolejnej porażce czeka ich powtórka.

Najbardziej oberwało się obcokrajowcom, zarabiającym niewspółmiernie do umiejętności i – zdaniem fanów mistrza Polski – spędzających za dużo czasu na mieście. W zamieszaniu przez przypadek ucierpiał nawet asystent trenera Aleksandar Vuković, za co został podobno później przeproszony. Wszystkiemu miał się przyglądać z boku nowy szkoleniowiec Romeo Jozak.

Klub w wydanym w poniedziałkowe popołudnie oświadczeniu zapewnia, że dokładnie analizuje zajście.

„Pierwsze ustalania wskazują, że grupa osób weszła na teren stadionu zgodnie z przyjętą praktyką po meczach wyjazdowych, co nie dawało ochronie obiektu podstaw do niepokoju. Niestety po wjeździe autokaru na parking doszło do ostrej wymiany zdań i szarpaniny z udziałem zawodników oraz członków sztabu, które łącznie trwały ok. 8 minut" – informuje Legia.

Dalej można przeczytać, że „klub ma świadomość silnych emocji związanych z niepowodzeniem sportowym drużyny, ale jednoznacznie potępia wyrażanie ich w sposób odbiegający od przyjętych norm", a także że „nie będzie tolerował przekraczania normalnie obowiązujących granic" i „podejmie wszelkie możliwe działania, aby zapewnić zawodnikom i wszystkim pracownikom klubu pełne bezpieczeństwo".

Według „Przeglądu Sportowego" niektórzy piłkarze biorą pod uwagę możliwość rozwiązania kontraktu z winy pracodawcy ze względu na brak zapewnienia im należytej ochrony.

Tak wygląda krajobraz przy Łazienkowskiej, zaledwie rok po wielkim sukcesie, jakim była gra w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Legia zawodzi od początku sezonu. Nie była w stanie awansować nawet do Ligi Europejskiej, w ekstraklasie przegrała tyle samo meczów, co wygrała – pięć, po 11 kolejkach zajmuje dopiero ósme miejsce. Porażka z Lechem przelała czarę goryczy.

– Wstyd mi nazwać dziś siebie trenerem – nie ukrywał rozczarowania Romeo Jozak. – Czuję się zdradzony, bo wszystko, co obiecywali mi piłkarze, wyparowało. Widziałem dziewczyny grające lepiej niż mój zespół. Musimy przeanalizować, którzy zawodnicy mają psychikę i morale, by rywalizować na odpowiednim poziomie.

Czasu na analizę jest sporo. Dwutygodniowa przerwa na eliminacje mundialu bardzo się przyda. Nie tylko by poprawić grę drużyny, ale i zastanowić się, jak zareagować na nocne zajście.

"Rzeczpospolita"