Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Ile zobaczy Wielki Brat?

Grazyna Zawadzka 09-05-2018, ostatnia aktualizacja 09-05-2018 10:37

Eksperci krytykują furtkę w prawie, która pozwala instalować kamery m.in. w szkolnych toaletach.

Kamery są obecne w kilkunastu tysiącach polskich szkół.
źródło: Shutterstock
Kamery są obecne w kilkunastu tysiącach polskich szkół.

Reforma ochrony danych osobowych wchodząca 25 maja w UE, pociągnie za sobą zmiany także w prawie oświatowym, które mają uregulować stosowanie monitoringu w szkołach. Dotąd panowała w tym zakresie wolnoamerykanka. Problem w tym, że nowy projekt, obok dobrych rozwiązań, zawiera przepisy stwarzające pokusę do nadużyć. – Nowe przepisy nie ukrócą praktyki instalowania kamer w toaletach czy przebieralniach, gdzie najbardziej naruszają prywatność uczniów – uważa Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon.

W oku kamery

Kamery są obecne w kilkunastu tysiącach szkół (w 2015 r. – w 11 tys.). Opinie rodziców i ekspertów o ich przydatności są podzielone – od zwolenników uważających, że monitoring poprawia bezpieczeństwo po przeciwników twierdzących, że to „inwigilacja".

Projekt regulujący obecność kamer w szkołach przygotowało Ministerstwo Cyfryzacji i MEN. – Dobrym rozwiązaniem jest określenie czasu przechowywania nagrań i tego, kto ma do nich dostęp. Decyzje o instalacji kamer mają uwzględniać głos doradczy rad pedagogicznych, samorządu uczniów i rodziców – podkreśla Klicki.

Nagrania będą przechowywane do 30 dni, a „podglądane" miejsca muszą być oznaczone. Monitoring nie obejmie m.in. sal do zajęć, pomieszczeń, w których uczniowie korzystają z pomocy np. psychologa i pedagoga, czy przebieralni. Jest jednak furtka, która pozwala zakładać kamery, gdy jest to „niezbędne ze względu na istniejące zagrożenie".

– Dyrektor szkoły wciąż więc będzie mógł podjąć arbitralną decyzję o instalacji kamer, np. w przebieralni szkolnego basenu, jeśli uzna, że jest to potrzebne dla zapewnienia bezpieczeństwa – mówi Klicki.

Zastrzeżenie w projekcie, że kamery nie mogą naruszać godności uczniów, na niewiele się zdadzą, bo obecność kamer w toalecie zawsze wiąże się z naruszeniem godności korzystających z niej osób.

– Dlatego niektóre miejsca powinny być w pełni wolne od kamer, zwłaszcza że nie wierzymy w skuteczność techniki uniemożliwiającej rozpoznanie ucznia – zaznacza ekspert Panoptykonu. Dodaje, że nawet prywatność więźniów korzystających z sanitariatów jest lepiej chroniona, bo kamery zamazują ich intymną część ciała. Fundacja przesłała swoje uwagi do resortu cyfryzacji.

Obawy ekspertów są realne. Raport NIK z 2017 r. wspomina o gimnazjum w Puławach, gdzie kamery w męskiej toalecie zawieszono nad pisuarami.

Czy autorzy projektu są skłonni bezwzględnie zakazać kamer, np. w toaletach? Z odpowiedzi MEN to nie wynika. „Należy pamiętać, że stosowanie monitoringu, powinno być uzasadnione, niezbędne oraz nie powinno naruszać godności oraz innych dóbr osobistych uczniów, pracowników i innych osób, w szczególności poprzez zastosowanie technik uniemożliwiających rozpoznanie przebywających w tych pomieszczeniach osób" – twierdzi Łukasz Trawiński z MEN.

Konieczny złoty środek

– Prawo wszystkiego nie załatwi. Trzeba szukać złotego środka, kierować się rozsądkiem, a kamery zakładać tam, gdzie służą bezpieczeństwu dzieci – uważa Sławomir Kłosowski, były wiceminister edukacji, z zawodu nauczyciel, dziś europoseł. – Rodzice z reguły są zadowoleni z kamer w szkołach. Są przydatne przed szkołą, gdzie mogą „urzędować" dilerzy narkotyków, przy szkolnych sklepikach i przed wejściem do sali gimnastycznej. – Kamery w toaletach zdarzają się incydentalnie – ocenia poseł Kłosowski.

Rzeczniczka GIODO Agnieszka Świątek-Druś podkreśla, że monitoringiem powinny być objęte tylko miejsca, w których „dochodzi do incydentów albo istnieje realne zagrożenie bezpieczeństwa", a nie można ich objąć innymi formami nadzoru. – Mniej ingerującymi w prywatność, jak np. dyżury nauczycieli czy innych pracowników szkoły – mówi rzeczniczka. GIODO zawsze uznawał, że nie wolno stosować kamer w przebieralniach czy toaletach. – Zapis dopuszczający kamery m.in, w tych miejscach może budzić wątpliwości. – Będzie on przez GIODO wnikliwie przeanalizowany – mówi rzeczniczka. Dodaje, że w pierwotnej wersji projektu go nie było.

Znak czasów

Monitoring jest dzisiaj wszechobecny – miasta są „naszpikowane" kamerami, działają programy rozpoznające rejestracje samochodów, używa się biometrii do kontroli pracowników. Instytucje publiczne, zyskują o nas potężną wiedzę. Zdarzają się nadużycia, gdy np. kamery w przebieralniach sklepów podglądają klientów.

Jednak dr Cezary Tatarczuk, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa z Uczelni Kwiatkowskiego w Gdyni, uważa, że – wyłączając nadużycia – musimy się na nie godzić. – Niektóre środki ograniczają naszą swobodę i poczucie wolności, ale zapewniają nam wyższy poziom bezpieczeństwa – komentuje.

"Rzeczpospolita"