r e k l a m a

Mary Roach „Sztywniak”, „Duch” *****

Maciej Robert 04-02-2010, ostatnia aktualizacja 04-02-2010 10:12

Mary Roach, pisząc o trupach i wędrówkach dusz, sięga po tematy rodem z horrorów. Jej celem nie jest jednak wywołanie strachu. Próbuje raczej ze sporą dozą humoru naukowo wytłumaczyć, co dzieje się z naszymi ciałami i duszami po śmierci.

Mary Roach
źródło: materiały prasowe
Mary Roach "Sztywniak"
May Roach
źródło: materiały prasowe
May Roach "Duch"

Śmierć, obok miłości – jest podstawowym motywem nie tylko w literaturze (i – szerzej – kulturze), ale również w naszej codziennej egzystencji. To właśnie śmierć, jako nieodwołalny kres istnienia, zaprzątała umysły filozofów, teologów, artystów oraz każdego człowieka z osobna. Od wieków zastanawiano się jak przebiega proces umierania i co, jeżeli w ogóle cokolwiek, dzieje się po śmierci. Problem w tym, że efekt procesu umierania (jeżeli można nazwać tak nieboszczyka), już nie jest tak interesujący. Poniekąd dlatego, że został obłożony obyczajowym tabu, zgodnie z którym nauczyliśmy się traktować zwłoki z należnym szacunkiem. Tymczasem Mary Roach proponuje przyjrzeć się bliżej martwemu ciału, twierdząc z przekonaniem, że śmierć nie musi być nudna.

I rzeczywiście – w jej ujęciu z pewnością nudna nie jest. Czasami jest zwyczajna, czasami śmieszna. Do stylu Roach trzeba się przyzwyczaić już od samego początku książki: „Moim zdaniem bycie martwym nie różni się zbytnio od rejsu statkiem wycieczkowym. Większość czasu spędza się w pozycji leżącej. Mózg wyłączony. Ciało flaczeje. Nic nowego się nie dzieje i nikt się po tobie niczego nie spodziewa”. Na tym właśnie polega zniewalająca siła książki Roach – autorka łączy popularnonaukowe dziennikarstwo i poważny temat z rubasznością. Czasami może wydawać się to niesmaczne (choćby porównywanie toczących zwłoki bakterii do Rice Kriespies), ale w tym szaleństwie jest metoda. Dopóki traktujemy zwłoki jako coś ludzkiego, nie nauczymy się podchodzić do śmierci w sposób naukowy – twierdzi Roach. Takie podejście pozwala jej z pasją przyglądać się najbardziej niesamowitym aspektom śmiertelności.

A tych jest co niemiara. Roach zajmuje się przydatnością zwłok – w anatomii, kryminalistyce oraz… przemyśle samochodowym. Bada historię naukowego obcowania z martwym ciałem, od egipskich mumifikacji przez kłopoty z sekcjami zwłok aż po balsamowanie szczątków Lenina. Pochyla się z ciekawością nad eksperymentami wynikłymi ze zwyczaju gilotynowania (okazuje się, że odcięta głowa „żyje” jeszcze przez jakiś czas po dekapitacji, co dało naukowcom asumpt do stwierdzenia, że to mózg, a nie serce, jest ośrodkiem życia i skłoniło ich do prób przeszczepów głów u zwierząt). Niekiedy rewelacje przytaczane przez Roach są ciężkostrawne, jak choćby opis parku na terenie uniwersytetu w Tennessee, gdzie swobodnie leżą zwłoki w różnym stopniu rozkładu lub przywołanie dawnych azjatyckich obyczajów, według których zwłoki zmelifikowane (czyli poddane stuletniej kąpieli w miodzie) były następnie krojone na malutkie części i jako „miodowe cukierki” służyły za najbardziej pożądany medykament na wszelkie schorzenia. Choć trudna w lekturze, książka Roach jest niezwykle fascynująca i – jakkolwiek obrazoburczo by to nie zabrzmiało – niezwykle lekka i śmieszna.

Równolegle ze „Sztywniakiem” ukazuje się „Duch”, w którym Roach przygląda się nieco bardziej metafizycznej stronie śmierci i stara się zbadać nieuchwytność ludzkiej duszy. Nie podchodzi jednak do tego zagadnienia od strony teologii, lecz technologii i fizyki. Nie zabrakło przy tym oczywiście tonu dezynwoltury, gdy autorka rozprawia o ważeniu duszy, ektoplazmie, telekomunikacji ze zmarłymi oraz tajemniczym budziku, który rozdzwonił się w momencie śmierci papieża Pawła VI. Całość przypomina „Sztywniaka” – jest równie frapująca, niebanalna i wzbudza ogromne czytelnicze emocje.

Mary Roach, „Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków”, tłum. Maciek Sekerdej, Znak, Kraków 2010

Mary Roach, „Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego”, tłum. Maciek Sekerdej, Znak, Kraków 2010

Ocena 5/5

zyciewarszawy.pl