r e k l a m a

Krzysztof Varga „Aleja Niepodległości” * * * * *

Maciej Robert 25-03-2010, ostatnia aktualizacja 25-03-2010 20:25

W swojej najnowszej powieści Krzysztof Varga z podszytą czarnym humorem melancholią żegna się z pokoleniem dzisiejszych 40-latków, które weszło w dorosłość wraz z przemianami ustrojowymi w Polsce.

źródło: materiały prasowe

Bo krótkiej (choć najprawdopodobniej nie jednorazowej) wycieczce literackiej na Węgry, czyli książce „Gulasz z turula”, Krzysztof Varga powraca do tematyki, która go ukształtowała i która jest sednem jego twórczości. Varga pisze bowiem – czego absolutnie nie należy poczytywać za zarzut, wręcz przeciwnie! – cały czas jedną i tę samą książkę. Melancholijna opowieść o życiu rozumianym jako nieustanne zmaganie z przemijalnością przybiera u tego pisarza różne formy – raz jest ironiczna, raz elegijno-nostalgiczna. „Aleja Niepodległości” z pewnością należy do tego drugiego nurtu, chociaż amatorzy pesymistycznej zgryźliwości również będą lekturą powieści ukontentowani.

Tym razem Varga, przyjmując rolę krytyka współczesności analizującego przemiany społeczne ostatnich kilku dekad, sięgnął po atrakcyjny literacko motyw żywotów równoległych. Krystian Apostata i Jakub Fidelis, główni bohaterowie powieści, którzy „dzieciństwo i nastolactwo spędzili jeszcze w PRL-u, dowody osobiste otrzymali w chwili, gdy ustrój chwiał się jak pijany chłopo-robotnik po wypłacie, a chwilę później okazało się, że są dwudziestoletnimi obywatelami III Rzeczpospolitej”, to byty bliźniacze. Pochodzą z jednego rocznika (1968), razem wychowywali się na Mokotowie, razem uczęszczali do szkoły nr 69, a później do męskiego liceum im. św. Augustyna. Razem kochali się w tych samych dziewczynach, razem wkraczali w dorosłość. Razem witali nową Polskę i razem, w czerwcu 1989 roku, skreślali z list wyborczych komunistów. Później życie każdego z nich potoczyło się inaczej.

Fidelis (jak przystało na posiadacza tak dumnego nazwiska) stał się wierny życiu, które przyniosło nagle nowe możliwości – doskonale odczytał społeczne nastroje i został celebrytą, tancerzem, telewizyjną gwiazdką, idolem mas. Apostata (również zgodnie ze swoim nazwiskiem) został „niewiernym”, odszczepieńcem, buntownikiem. Jako niespełniony artysta Krystian upadał coraz niżej, pogrążając się w apatii i nieróbstwie.

Varga stawia pytanie, który z nich lepiej wybrał drogę życiową – nieszczery Jakub, oddający się błogiej egzystencji, czy pozostający w zgodzie ze swoim sumieniem Krystian (nawet jeśli bycie sobą oznacza w tym przypadku najwyższą formę inercji)? Autor „Alei Niepodległości” nie daje oczywistych odpowiedzi, choć jego sympatie są łatwo wyczuwalne. Ostatecznie jednak obaj bohaterowie osiągają ten sam bilans – jest nim śmiertelny remis.

Krzysztof Varga przedstawił w„Alei Niepodległości” jeszcze jeden, niemniej ciekawy problem, tym razem nie tyle moralny, co stricte społeczny. Zaczyna się ironicznie: "Krystian obliczył, że w ciągu dziesięciu lat, gdy przez łamy prasowe przetoczyły się fale dyskusji generacyjnych, bo wydawcy uważali, że to sposób przyciągnięcia młodych czytelników, powołano do życia siedemnaście pokoleń".

Jednak sprawa jest poważna – Varga sugeruje, że przedstawiciele urodzonego w końcu lat 60. „pokolenia 89” byli ostatnimi prawdziwymi członkami grupy społecznej, którą można nazwać generacją. To ostatnie pokolenie, które zespolone jest więzią społeczno-polityczną, ostatnie, którego udziałem był przełom historyczny. Uśmiercając swoich bohaterów, Varga symbolicznie zapala świeczkę ostatniemu prawdziwemu pokoleniu współczesnej Polski. Po nich przyjdą następni, urodzeni już w III RP, komercyjni, masowi, nieciekawi. Ci, którym szlak przetarł Jakub Fidelis. Ale o nich pisać będą (i już piszą) zupełnie inni autorzy.

Krzysztof Varga

„Aleja Niepodległości”

Czarne, Wołowiec 2010

Życie Warszawy