Anna Wieczorkiewicz, „Monstuarium” * * * *
Dziwolągi, monstra, wybryki natury – od zawsze budziły odrazę, a jednocześnie fascynowały swoją odmiennością. Anna Wieczorkiewicz w „Monstruarium” opisuje wielowiekową historię postrzegania dotkniętych fizyczną ułomnością jednostek przez społeczeństwo.
Anna Wieczorkiewicz, „Monstuarium” * * * *
W „Historii szaleństwa w dobie klasycyzmu” francuski filozof Michel Foucault opisywał „statek szaleńców”, na pokładzie którego wykluczeni ze społeczeństwa psychicznie chorzy odmieńcy wysyłani byli w nie kończącą się podróż morską. Jej celem było odizolowanie „innego” od normalnych, zdrowych obywateli.
Co ciekawe – na takim statku znajdowali się wyłącznie chorzy psychicznie, natomiast jednostki zdeformowane fizycznie, które wzbudzały od wieków o wiele większy strach i odrazę, nie były skazywane na aż tak drastyczne traktowanie. Dlaczego? Na to pytanie zajmującej odpowiedzi udziela w „Monstruarium” Anna Wieczorkiewicz, przypatrując się sposobowi, w jaki na przestrzeni wieków zmieniał się stosunek społeczeństwa do „monstrów” lub „potworów”, jak określano fizycznych odmieńców.
Swój przegląd Wieczorkiewicz zaczyna od średniowiecza, choć sięga także po źródła starożytne (Arystoteles, Pliniusz, Galen), które w znaczny sposób wpływały na późniejsze myślenie o odmieńcach. Dodajmy – myślenie niezwykle oderwane od rzeczywistości. Pierwsze opisy monstrów miały bowiem niewiele wspólnego z medycyną. Był to raczej katalog przesądów i zabobonów, które w narodzinach odmieńców kazały upatrywać przejawów boskiego gniewu, czarnoksięskich sztuczek lub diabelskich interwencji. Opisy zdeformowanych osobników w starożytnych i średniowiecznych kronikach były wyolbrzymione do granic absurdu.
Przykładem takiej hiperbolizacji może być choćby charakterystyka „monstrum z Rawenny”: „Dziwne niemowlę, które przyszło na świat w Rawennie w roku 1513, było skrzydlate i rogate. Miało tylko jedną nogę, pokrytą łuską, opatrzoną okiem w miejscu kolana i zakończoną kurzym pazurem. Na jego torsie widniał krzyż i litera Y. Stwór miał hermafrodytyczną naturę – nad dziwaczną nogą znajdowały się zarówno męskie, jak i żeńskie narządy płciowe”. Choć biologia nie zna takich przypadków, opisy ówczesnych monstrów (zadziwiająco licznych), utrzymane sa w podobnym tonie, ponieważ ich celem nie było odwzorowanie rzeczywistości, tylko traktowanie ludzkich potworów jako exemplum. Każdy podobny przypadek wykorzystywano bowiem jako narzędzie manipulacji. Monstrum stawało się kozłem ofiarnym, na którego zrzucano grzechy całej społeczności.
Odraza, jaką budziły monstra, była nierozerwalnie związane z zainteresowaniem odmiennością, co doprowadziło w konsekwencji do tego, że w późniejszych wiekach osobnicy ci stali się podstawą przemysłu widowiskowego (stąd określenie „monstrum”, pochodzące od łacińskiego słowa „monstrare”, czyli pokazywać, demonstrować). Upodleni, skazani na pogardę i wyklęci, stali się jednocześnie gwiazdami cyrków i podrzędnych freakshows (w zajmujący sposób opowiadają o tym okresie filmy Toda Browninga „Dziwolągi” oraz Davida Lyncha „Człowiek-słoń”).
Autorka „Monstruarium” doprowadza historię fizycznych odmieńców do współczesności, zauważając, że kategoria dziwolągów (freaks) uległa znacznemu przeobrażeniu. Obecnie słowo freak odnosi się do odmienności psychicznej, a nie fizycznej. Jeśli zaś chodzi o cielesność, dzisiejsza medycyna, a zwłaszcza genetyka, dają człowiekowi nieograniczone możliwości w kreowaniu wynikających z eksperymentów odmienności.
Monstrum XXI wieku jest więc związane z postępem medycyny. Organizm ludzki, poddany przeszczepom, mutacjom, sztucznym transformacjom, staje się cyborgiem. To, co dawniej było wybrykiem natury, ma szanse zostać wyeliminowane kosztem sterowanych przez człowieka operacji. W ten oto sposób piętnowany przez stulecia dziwoląg ma okazję dostąpić nobilitacji i w najbliższej przyszłości stać się – jak celnie zauważa Wieczorkiewicz – codziennością.
Anna Wieczorkiewicz
„Monstruarium”
słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2010
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook