r e k l a m a

Slayer "World Painted Blood" **

Wojciech Lada 19-11-2009, ostatnia aktualizacja 01-12-2009 19:52

Od co najmniej dekady wiadomo, że nadzwyczajnych zaskoczeń Slayer nam już nie zaserwuje. Klasycy thrashu i prekursorzy deathu schowali do kieszeni pokusę przecierania nowych tropów i skupili się na kopiowaniu pomysłów, które gdzieś w głębokich latach 80. zapewniły im popularność.

źródło: materiały prasowe

Nie była to postawa nazbyt twórcza, ale trudno byłoby zaprzeczyć, że takie albumy jak "God Hates Us All" czy "Christ Illusion" miały swoją siłę rażenia, w dużym stopniu rekompensującą autoplagiatorski posmak utworów. Na "World Painted Blood" tej właśnie siły zabrakło.

Irytuje przede wszystkim archaiczność tematów i brzmienia. Tytułowy "World Painted Blood" do spółki z "Hate Worldwide" bez większych problemów mogłyby spełniać rolę bonusa do "Hell Awaits", a taki choćby "Unit 731" byłby w stanie promować "Reign In Blood". Nie są to złe utwory. Są jednak do takiego stopnia wypełnione zapożyczeniami ze starszych nagran zespołu, że zlewają się z nimi w jedną, nierozpoznawalną muzyczną magmę. Czy zespół świadomie cofnął się do własnej przeszłości czy po prostu nie był w stanie wysilić się na cokolwiek nowego? W każdym przypadku efektem jest najgorsza płyta od czasu "Divine Intervention" z 1994 roku. Jest to także - jeśli wierzyć muzykom - ostatnia płyta w dyskografii tej legendy metalu. Zważywszy na jej jakość, nieistnienie Slayera nie będzie jednak dla metalu specjalną stratą.

Życie Warszawy