Odcinek 3.: Szalony projekt chińskiego brutala
Co my wiemy o egoizmie władzy? Chińczycy mają w swojej historii faceta, który czuł się tak wyjątkowy, że po śmierci zapewnił sobie święty spokój i wszelkie rozrywki. Zachciankę okupił śmiercią setek tysięcy poddanych.
Xi'an leży w północnych Chinach i jest stolicą prowincji Shanxi, którą zamieszkuje ponad 37 milionów ludzi. Jest kulturowym tyglem - to tu miał swój początek Jedwabny Szlak handlowy. Do Chang'an (bo taka nazwę nosiło dawniej miasto) przybywali kupcy, mnisi i artyści z całych Indochin. Pamiątką po rozmaitych religiach, które spotykały się w Xi'an, jest dzisiejsza kwatera chińskich muzułmanów. Niesamowite jest współistnienie tych dwóch społeczności - tradycyjnie chińskich Han oraz islamskich Hui.
Wielki mały farmer
Szczęście nie opuściło miasta, gdy przynoszący bogactwo Jedwabny Szlak stracił na znaczeniu. Pewnego słonecznego dnia 1974 roku farmer z Xi'an włożył swoją bambusową czapkę i poszedł w pole. Tego dnia miał wykopać studnie. Źródła nie donoszą, czy zadanie wykonał, wykopał za to głowę i fragmenty ludzkiego ciała - wszystko naturalnych rozmiarów, wykonane z twardej, pokrytej wielobarwną farbą gliny.
Farmera można dziś spotkać w Muzeum Terakotowej Armii. Raz po raz wychyla się zza wielkiego wachlarza, by podpisać książkę o swoim odkryciu. Nie jestem pewna, czy Chińczyk sprzedający autografy to ten sam farmer, ani czy 10 juanów za podpis w książce, której jako analfabeta nie mógł napisać, nie jest zbyt wygórowaną ceną. To wszystko jednak tylko turystyczna otoczka odkrycia, które wstrząsnęło światem archeologii. Fragmenty odkopane przez farmera dały bowiem początek wielkim pracom odkrywkowym, które przyniosły wiedzę o pomysłowym cesarzu, który panował 2 tys. lat temu.
Qinshi Huangdi był jednym z najbrutalniejszych władców, jakich znał świat. Oprócz szeregu okropności, wykonał jednak wielką i trudną robotę - zjednoczył rozsiane po terytorium dzisiejszych Chin państewka, ujednolicił system miar i wag, wprowadził wspólną dla całego imperium monetę oraz jeden język. Komu się te zmiany nie podobały, ten kończył marnie.
Po śmierci cesarz zechciał zamieszkać w grobowcu strzeżonym przez niezniszczalna armie. I postanowił nigdy się w nim nie nudzić. Jeśli pomysł okazał się zbyt szalony nawet jak na tamte czasy, to chyba nie było w imperium śmiałka, który odważyłby się dać temu wyraz.
Gliniane członki wykopane ponad 30 lat temu były zapowiedzią terakotowej armii 8 tysięcy wojowników, która miała strzec dostępu do cesarskiego grobowca. Milczące zastępy wojowników stoją w bojowym szyku zwróconym na wschód, skąd mogło nadejść niebezpieczeństwo.
Prawdopodobnie budowniczowie wzorowali swe posągi na modelach. Każdy z nich jest inny, ale wszystkie są wzrostu przeciętnego Chińczyka i świadczą o zaskakującym jak na tamte czasy majstersztyku twórców.
Skryta pod ziemią armia wojowników była już odkryciem niezwykłym. Jakie więc musiało być zdziwienie archeologów, gdy kilka lat później okazało się, że armia to nie tylko wojownicza piechota, ale również strzegące grobowca kawalkady koni, rydwany, kawalerzyści, kusznicy, łucznicy, rycerze uzbrojeni w piki i miecze. Obok bojowych zastępów znaleźli się też gliniani cyrkowcy, kuglarze i wszyscy ci, którzy mogli zapewnić cesarzowi pośmiertną rozrywkę.
Szybko pod ziemię
Zwiedzający muzeum mogą dziś podziwiać cztery pawilony, odpowiadające czterem etapom archeologicznych odkryć. Zawiedzie się jednak ten, kto zechce zobaczyć całą terakotową armię w pełnej gotowości. Kiedy bowiem archeolodzy wydobyli pierwsze posągi z głębokości 3-7 metrów, kolorowe barwy wojowników zaczęły znikać. Ogromną część armii pozostawiono pod ziemią. Tam poczeka na technologię, która uchroni rycerzy przed płowieniem.
Sam grobowiec cesarza nie jest wielce imponujący. Jest to 76-metrowy kopiec. Entuzjaści odkrycia twierdzą jednak, że to, co wiemy o nekropolii cesarza Qinshi Huangdi, jest kroplą w morzu jego pomysłowości. Źródła historyczne dowodzą, że ziemia skrywa o wiele więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Najstarsze zapiski wspominają o kompleksie pałaców z sufitami zdobionymi perłami, zlotem i srebrem, pomiędzy którymi cesarz kazał zaprojektować system rtęciowych rzek i skomplikowanych pułapek. Trudno rozstrzygnąć, co zakładał szalony cesarski plan. Nie sposób szukać prawdy w legendach opowiadanych przez miejscową ludność. Cesarz zadbał o swój pośmiertny spokój, rozkazując zabicie wszystkich robotników, którzy pracowali przy budowie grobowca. Pozostaje więc kopać i mieć nadzieję, że śmierć uspokoiła mścicielskie zapędy cesarza.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
