Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Autentyk jak kiepska podróbka

Janusz Miliszkiewicz 09-02-2017, ostatnia aktualizacja 09-02-2017 08:19

O orzeczeniu sądu zadecydowała opinia jednego eksperta, choć trzech innych twierdziło inaczej.

Srebrna cukiernica Karola Malcza
źródło: Antykwariat Atena
Srebrna cukiernica Karola Malcza
Klaudia Świątczak-Pjanka namalowała obraz „Powidoki”
źródło: Sopocki Dom Aukcyjny
Klaudia Świątczak-Pjanka namalowała obraz „Powidoki”
„Pierwsze ofiary Koloseum” Siemiradzkiego prezentuje Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego
źródło: Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego
„Pierwsze ofiary Koloseum” Siemiradzkiego prezentuje Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego

Antykwariusze świętują sądowe zwycięstwo kolegi z branży. Rafał Nowakowski ze stołecznego antykwariatu Atena w 2011 r. sprzedał za 8,5 tys. zł srebrną cukiernicę z warsztatu Karola Malcza.

Klient uznał jednak, że cukiernica jest falsyfikatem i domagał się zwrotu pieniędzy. Antykwariusz obstawał przy swoim. W marcu 2011 r. sprawa trafiła do sądu. Teraz sąd pierwszej instancji oddalił powództwo klienta. Uznał, że cukiernica jest oryginałem.

Brakuje ekspertów

Bez względu na dalszy rozwój wypadków sprawa powinna zainteresować klientów oraz antykwariuszy. Po lekturze bogatej dokumentacji procesu można odnieść wrażenie, że w naszym kraju brakuje specjalistów od antyków, zwłaszcza takich, których oceny mają moc opinii ostatecznej, nie budzą wątpliwości i są niepodważalne.

Najpierw sąd powołał jako biegłą historyczkę sztuki, Joannę Tarnawską. Biegła sądowa orzekła, że cukiernica jest falsyfikatem. Jako świadek klienta zeznawał ekspert rynku sztuki, Adam Konopacki. On także stwierdził, że sporny przedmiot jest fałszywy. Nabywca dysponował poza tym pisemną analizą antykwariusza i kolekcjonera Marka Mielniczuka, który uznał cukiernicę za podróbkę.

Wreszcie sąd jako biegłego powołał Ryszarda Bobrowa, kuratora zbiorów sztuki zdobniczej w Muzeum Narodowym w Warszawie. Ryszard Bobrow uznał cukiernicę za autentyk i na tej podstawie sąd oddalił powództwo klienta.

Od lat piszę o falsyfikatach na krajowym rynku sztuki. Zgromadziłem na półce metr bieżący segregatorów z dokumentami z podobnych spraw. Zawsze pojawia problem braku urzędowego eksperta. Sędziowie są bezradni, podobnie jak poszkodowani klienci.

Elementarz dla klientów

Z dokumentacji dotyczącej tej sprawy wynika, że sąd miał problemy ze znalezieniem odpowiedniego biegłego. Kolejne instytucje odmawiały pomocy. Sędzia uzasadniał, mówiąc w koniecznym skrócie, że opinia na temat przedmiotu powinna mieć charakter instytucjonalny, powinno ją wydać Muzeum Narodowe. Ostatecznie przygotował ją pracownik muzeum uznany w sprawie za biegłego.

Klienci i antykwariusze w celach edukacyjnych obowiązkowo powinni poznać szczegóły ocen wydanych w tej sprawie. Zacytuję zdanie z ekspertyzy Ryszarda Bobrowa: „Nie można mitologizować firmy Malcza, owszem – o dużych możliwościach technicznych i artystycznych, ale wykonującej przede wszystkim to co najlepiej sprzedawało się klienteli o różnych możliwościach finansowych. A srebro zawsze sprzedaje się na wagę".

Ryszard Bobrow polemizuje w ten sposób z opiniami Joanny Tarnawskiej i Adama Konopackiego, że cukiernica wykonana jest topornie, by nie powiedzieć tandetnie i dlatego m.in. nie może być wyrobem arcymistrza Karola Malcza.

Po 1989 r. w sądach i w codziennej praktyce rynkowej wraca problem braku prawnej definicji zawodu eksperta rynku sztuki. Nie wiadomo, kto może być ekspertem i w jakim zakresie. Nie sprecyzowano kryteriów, jak powinno przebiegać badanie autentyczności, jakie treści bezwzględnie musi zawierać ekspertyza.

Prawnicy w monografiach tematu alarmują, że ekspertami często są przypadkowe osoby, zwykle historycy sztuki. Klienci nie wiedzą, że ekspertyzę autentyczności w wielu przypadkach powinien wydawać historyk sztuki i obowiązkowo konserwator.

W sporze o cukiernicę Malcza opinia jednego eksperta przesądziła o wyroku, choć trzech fachowców wydało negatywne oceny. Takie rozstrzygnięcie może budzić emocje. Czy da się zoptymalizować pracę ekspertów w sądach? Jak to zrobić?

Zapytałem o to Leszka Wąsa, historyka sztuki, antykwariusza, działacza Stowarzyszenia Antykwariuszy i Marszandów Polskich. Leszek Wąs uważa, że opinie na temat autentyczności dzieł sztuki lub rzemiosła artystycznego powinny zapadać kolegialnie. Grupa fachowców bada przedmiot i ogłasza ocenę po głosowaniu.

Faktem jest, że nie tylko rynek malarstwa, ale także rzemiosła artystycznego jest zalany falsyfikatami. Zdumiewa, że nikt nie wznawia elementarza dla klientów i antykwariuszy, jakim jest poradnik Władysława Ślesińskiego „Fałszerstwa rzemiosła artystycznego". Książkę wydano w 1994 r. i jest praktycznie niedostępna. Co gorsza – pozostaje nieznana!

Nieznane są również ważne wyroki, jakie zapadły po 1989 r. w sprawie rynku sztuki. Niektóre uzasadnienia wyroków to gotowe instrukcje postępowania dla klientów, antykwariuszy i ekspertów.

Ministerstwo Kultury od lat ogłasza swoją listę rzeczoznawców dóbr kultury. Niestety, dominują na niej specjaliści od zabytków nieruchomych. Lista specjalistów jest doskonalona. Pozytywnym sygnałem jest to, że w 2016 r. minister prof. Piotr Gliński usunął z listy rzeczoznawców ekspertkę od malarstwa, która w opinii środowiska antykwariuszy wykonywała obowiązki niefachowo.

Kolekcja Henryka Sienkiewicza

Na falsyfikaty nie natkniemy się na aukcjach najmłodszej sztuki. Tu wszystko jest autentyczne, prace pochodzą bezpośrednio od autorów.

18 lutego odbędzie się Aukcja Sztuki XXI wieku organizowana przez Sopocki Dom Aukcyjny (www.sda.pl). Wyróżnia się obraz Klaudii Świątczak-Pjanki. Tytuł „Powidoki" nawiązuje zapewne do najnowszego filmu Andrzeja Wajdy o Władysławie Strzemińskim.

Kolekcjonerzy i miłośnicy sztuki powinni obejrzeć obrazy ze zbiorów Henryka Sienkiewicza, jakie pokazano w Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego w Pałacu Tyszkiewiczów (www.muzeum.uw.edu.pl). Po raz pierwszy w stolicy zostały zaprezentowane 22 obrazy Piotra Stachiewicza inspirowane „Quo vadis". Pochodzą z muzeum pisarza w Oblęgorku. Jest też dzieło Henryka Siemiradzkiego „Pierwsze ofiary Koloseum", z Seminarium Archidiecezjalnego w Warszawie. Wystawa potrwa tylko do 10 lutego.

"Rzeczpospolita"