Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Szlachetni miłośnicy sztuki

Małgorzata Piwowar 26-02-2017, ostatnia aktualizacja 26-02-2017 00:00

Stowarzyszenie Przyjaciele Muzeum Narodowego w Warszawie świętuje stulecie swego powstania.

Wystawa „Spragnieni piękna”
źródło: MNW
Wystawa „Spragnieni piękna”
źródło: Stowarzyszenia „Przyjaciele MNW”
Paweł Kastory i Małgorzata Wandzel –  prezes i wiceprezes Stowarzyszenia „Przyjaciele MNW”
źródło: Rzeczpospolita
Paweł Kastory i Małgorzata Wandzel – prezes i wiceprezes Stowarzyszenia „Przyjaciele MNW”

Jego historia rozpoczęła się w 1916 roku, kiedy to z inicjatywy księżnej Maryi Zdzisławowej Lubomirskiej, Czesława Baczyńskiego, Bronisława Gembarzewskiego, Jana Krywulta, Jana Lewińskiego oraz Tadeusza Rychtera powstało Towarzystwo Przyjaciół MNW.

– Mimo trwającej wojny grono ludzi uznało, że są wartości nie mniej istotne niż życie – przypomina Paweł Kastory, prezes Stowarzyszenia Przyjaciele MNW. – Wśród darczyńców Muzeum Narodowego byli wszyscy, czyli przedstawiciele różnych grup społecznych – wojskowi, księża, arystokraci, prawnicy, profesorowie. I wcale nie byli to jedynie majętni ludzie. Istnienie Stowarzyszenia nie było wówczas proste, bo nie byliśmy wolni. Za każdym razem Stowarzyszenie musiało dostawać zgodę policmajstra warszawskiego, by móc się zebrać. A kiedy przyszedł rok 1918 i nastała niepodległość, to paradoksalnie – działalność Stowarzyszenia upadła. Nowo powstałe państwo polskie wzięło na siebie obowiązki związane z gromadzeniem kolekcji.

Klub Młodych

– Dopiero w latach 60. ubiegłego wieku – kontynuuje opowieść Paweł Kastory – dyrektor Muzeum Narodowego Stanisław Lorentz postanowił reaktywować działalność Stowarzyszenia, powołując Klub Młodych Przyjaciół Muzeum Narodowego. Działał przez 20 lat, dość aktywnie zresztą. Odbywały się wycieczki po kraju do różnych istotnych kulturowo miejsc, było wiele wykładów, spotkań, obiady czwartkowe stylizowane na te pamiętne wydawane przez Stanisława Augusta, bo trzeba pamiętać, że wtedy jeszcze Łazienki Królewskie były częścią Muzeum Narodowego. A potem było kolejne zawirowanie historyczne, czyli początek lat 80. i znowu przerwa w działalności. Dopiero w latach 90. grupa pracowników MN postanowiła reaktywować Stowarzyszenie, a my jesteśmy bezpośrednio jego kontynuatorami. Zawsze potrzebni są tacy, którzy myślą o czymś więcej niż codzienne życie i wartości niematerialne, a takimi są przecież kultura i sztuka. Od 1989 roku Polacy mimo narzekania na tyle zrealizowali podstawowe potrzeby, że teraz przyszedł czas dzielenia się nadwyżkami.

Przełomowym momentem w reaktywacji Stowarzyszenia było pojawienie się w Muzeum Narodowym mecenasa w osobie Wojciecha Pawłowskiego, który ufundował nową odsłonę Galerii Faras w Muzeum Narodowym w Warszawie. W kwietniu 2015 formalnie ukonstytuował się nowy zarząd Stowarzyszenia w czasie walnego zgromadzenia, i wtedy też zostały zapisane w statucie jego nowe reguły.

– Wzorujemy się na anglo-saskim modelu stowarzyszenia, który przyporządkowuje miłośników do różnych grup, oferując im różnego rodzaju intensywność doznań w zależności od ich zaangażowania finansowego – wyjaśnia Paweł Kastory. – Jest grupa tzw. założycieli, którzy byli już wcześniej w Stowarzyszeniu. Ci, podobnie jak studenci, emeryci i renciści, płacą najniższą składkę – 100 złotych rocznie. Normalna składka wynosi 150 złotych, kolejne związane są z przybywaniem przywilejów – możliwością wchodzenia bez kolejki do MN nawet w Noc Muzeów czy też, na przykład, udziałem w imprezach zamkniętych organizowanych tylko dla zaproszonych gości. Przywilejem Patronów z kolei jest możliwość kreowania wydarzeń, zgłaszania próśb do Muzeum – z możliwością ich realizacji. Największy finansowo jest wkład grupy Darczyńców, którzy wpłacają do skarbonki 10 tysięcy złotych rocznie. Zobowiązaliśmy się, że każdego roku połowa zebranych składek będzie przeznaczana na sfinansowanie jednego z trzech zaproponowanych przez muzeum przedsięwzięć. Pierwszym zrealizowanym był zakup obrazu Alicji Halickiej przedstawiający martwą naturę za 30 tysięcy złotych. Drugą strukturą, która w przyszłości ma wspomagać finansowanie Muzeum Narodowego, jest fundacja, którą założyliśmy w USA, bo zaczęli się pojawiać darczyńcy z USA i Kanady – i to wcale niekoniecznie polonusi – gotowi przeznaczyć pieniądze na nasze muzeum. Wtedy pomyśleliśmy, żeby taką instytucję – fundację Friends of Muzeum Narodowe – powołać. Ale to dopiero początek, teraz trzeba wytworzyć wokół tej fundacji zainteresowanie.

Kobieta z milionami

Przykłady pokazują, że w każdej relacji najkorzystniejsza jest wzajemność.

– Opowiedział mi w nowojorskim Metropolitan człowiek odpowiedzialny za zbieranie pieniędzy dla tego giganta o kobiecie, która pewnego razu przyszła z pierścionkiem, by podarować go muzeum – wspomina Paweł Kastory. – Kiedy podeszła do pani w szatni, pytając, co ma zrobić w tej sytuacji, ta skierowała ją uprzejmie do właściwej osoby. Została świetnie potraktowana, a po kilku latach przekazała kilka milionów dolarów na Metropolitan. Nie zawsze zresztą chodzi o to, żeby wyłożyć pieniądze. Jeden z przedsiębiorców z Łodzi, Jacek Szwejcowski, właściciel nowoczesnego szpitala pod Łodzią, udostępnił sprzęt, dzięki któremu zostały prześwietlone obrazy Gierymskiego. Można je było potem oglądać na wystawie. On miał satysfakcję, a muzeum znaczące oszczędności, czyli korzyść dla obu stron.

100-lecie Stowarzyszenia Przyjaciół Muzeum Narodowego w Warszawie jest hucznie świętowane, nie tylko, by zebrać kolejne fundusze, ale i przyciągnąć nowych sympatyków. Serię wydarzeń rozpoczęła wystawa prezentująca sztukę międzywojenną „Spragnieni piękna" w jednej z sal Muzeum Narodowego, którego kuratorką jest Renata Higersberger.

– Sfinansowaliśmy w całości ten pokaz sztuki, a wśród znajdujących się na niej około 80 eksponatów są też obiekty, które nasi członkowie udostępnili ze swoich kolekcji – Adam Leja – kostiumy, buty i akcesoria, a Agnieszka i Marek Roeflerowie – rzeźby i obrazy – wylicza Kastory. – Drugim, choć pozamuzealnym wydarzeniem był pokaz sukien balowych, który odbył się w restauracji Belvedere. Dziesięciu zaproszonych do współpracy projektantów mody polskiej zaprezentowało suknie zainspirowane wystawą „Spragnieni piękna".

Dochody z balu

Część sukien trafiła już do właścicielek, które wystąpią w nich na I Balu Dobroczynnym, który odbędzie się 27 lutego.

– I wtedy też będzie miało miejsce wydarzenie być może najważniejsze dla muzeum – aukcja, na której zlicytowanych zostanie 12 dóbr – mówi Kastory. – Dochód z ich sprzedaży zasili skarbonę Stowarzyszenia, a tym samym – Muzeum Narodowego. Zaoferujemy osiem stolików projektu Doroty Koziary, które według swojej wizji przerabiają tacy artyści jak Edward Dwurnik, Jan Dobkowski czy Maurycy Gomulicki. Dla zainteresowanych będą też torby polskiej firmy, które zostały pomalowane przez Elżbietę Radziwiłłową. Nowego właściciela będzie mieć także, mam nadzieję, rzeźba Marii Papy Rostkowskiej, którą dostaliśmy od spadkobiercy artystki. Po raz pierwszy będzie też możliwość zaadoptowania obrazu, co jest popularną formą sponsoringu np. w wiedeńskim Kunsthitorishesmuseum. Zaproponujemy obraz „Babie lato" Józefa Chełmońskiego. Mam nadzieję, że z czasem będą i kolejne adopcje i dzięki temu zwiększy się pula środków na takie cele jak konserwacja, z czym zawsze jest kłopot. Ostatnim, także niematerialnym obiektem licytowanym na aukcji będzie mecenat nad pierwszą salą sztuki XX i XXI wieku. I to jest moje marzenie, żeby z tych ludzi w Polsce, którzy mają więcej trochę, jakieś nadwyżki czy rezerwy, powstała grupa, która będzie dawała przykład kolejnym. Że będzie jak przed stu laty, gdy „wyzwolona ofiarność publiczna na cele narodowe znalazła niehamowane ujście w zasilaniu tworzących się zbiorów".

"Rzeczpospolita"