Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Kult gra bez retuszu

Jacek Cieślak 16-09-2017, ostatnia aktualizacja 16-09-2017 10:22

„Made in Poland" to trzeci album koncertowy zespołu. Od wydanego siedem lat temu „MTV Unplugged" różni się repertuarem i energią.

Kult, Made in Poland, SP Records, 2 CD, 2017
źródło: Rzeczpospolita
Kult, Made in Poland, SP Records, 2 CD, 2017

Kult to bodaj jedyny albo jeden z kilku polskich zespołów, które mogą zapełnić publicznością katowicki Spodek. Koncertowych powodów do satysfakcji grupa Kazika Staszewskiego ma jednak więcej.

Święto Niepodległości obchodzić będzie w londyńskim O2 Forum, gdzie kilka dni wcześniej wystąpią Prophets of Rage, czyli supergrupa złożona z muzyków Rage Against the Machine, Public Enemy i The Cypress Hill. A już za tydzień Kult gościć będzie w manchesterskim The Ritz oraz Academy w Dublinie.

Nagrania bez poprawek

Dobrą zapowiedzią tych zagranicznych koncertów jest premiera najnowszego albumu live „Made in Poland". Dobrą i uczciwą, ponieważ Kazik Staszewski i jego koledzy nie idą drogą wielu gwiazd, które poprawiają nagrania koncertowe w studiu albo ulepszają brzmienie sztuczkami komputerowymi nawet podczas występu.

O charakterze nagrań najlepiej mówi informacja zawarta w książeczce: „Materiał nagrany całkowicie na koncertach, bez poprawek, dostrajania i edycji".

Mamy więc Kult bez pudru. To nie tylko efekt odważnej decyzji, ale i świadectwo wielkiej pracy, jakiej dokonał zespół przez 35 lat. Fani grupy pamiętają bowiem dobrze, że Kazik i jego koledzy byli niezwykle wstrzemięźliwi w nagrywaniu płyt koncertowych, na co wpływ miał uraz po premierze albumu „Tan" z 1989 roku.

Kiedy taki zespół jak Kult podsumowuje i świętuje swoje 35-lecie, musi czuć ból głowy związany z wyborem repertuaru. Problem ten pomogła rozwiązać decyzja o publikacji podwójnego albumu, który pomieścił 36 piosenek.

To, co najlepsze

Osobiście cieszę się, że w przeciwieństwie do wielu utytułowanych gwiazd, które wydają nowe płyty, a i tak prezentują „zestaw obowiązkowy", bo fanom podoba się on najbardziej – Kult ceni swoje najnowsze osiągnięcia.

Dlatego album zaczyna się od „Jeśli będziesz tam" z zeszłorocznej płyty studyjnej „Wstyd". A jest jeszcze znakomita kompozycja tytułowa o patologiach publikacji w internecie, mocno obyczajowy „Madryt" i „Dwururka" oraz „Apokalipsa". O tym, że Kult był zadowolony nie tylko z tych nagrań, świadczy fakt, że niedługo po premierze „Wstydu" ukazał się związany z nim „Suplement".

Również poprzednia płyta studyjna ma godną reprezentację w postaci „Układu zamkniętego" wspierającego niegdyś promocję głośnego filmu Ryszarda Bugajskiego i „Prosto". Dla bardziej konserwatywnych fanów najważniejsze są oczywiście tak zwane największe przeboje. Nie zabrakło „Lewe Lewe Loff", „Arahji", „Na całym świecie źle się dzieje, koledzy", czyli popularnej „Wódki", a także „Mieszkam w Polsce", „Do Ani mojej żony" czy „Krwi Boga".

Warto podkreślić, że ze szczególną atencją Kazik odniósł się do tych piosenek ojca Stanisława Staszewskiego, które napisał on do wierszy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Dlatego poza „Barankiem" i „Celiną" Staszewski junior zaśpiewał „Śmierć poety" i „Wróci wiosna, baronowo". Zwłaszcza ta ostatnia zapowiedź brzmi kojąco.

W najnowszym „Plusie Minusie" rozmowa z Kazikiem Staszewskim.

Uwaga, Czytelnicy konkurs

10 pierwszych osób, które na adres konkurs@rzeczpospolita.pl przyślą tytuł najnowszego albumu Kultu, otrzyma płytę.

"Rzeczpospolita"