Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Taniec wokół arcydzieła

Marek Kozubal 29-11-2017, ostatnia aktualizacja 29-11-2017 10:03

Udało się zablokować sprzedaż na aukcji opisywanego przez nas obrazu Henryka Siemiradzkiego.

Obraz Henryka Siemiradzkiego miał być sprzedany w domu aukcyjnym Sotheby’s w Londynie.
autor: Jason Alden
źródło: Bloomberg News
Obraz Henryka Siemiradzkiego miał być sprzedany w domu aukcyjnym Sotheby’s w Londynie.

– Ostatnie konsultacje odbyły się o piątej rano. Okoliczności były dość niecodzienne, dom aukcyjny ostatecznie zachował się w sposób profesjonalny i uległ naszym argumentom prawnym – tak wicepremier prof. Piotr Gliński podsumował walkę o usunięcie z aukcji w Londynie obrazu Henryka Siemiradzkiego „Taniec wśród mieczów".

Prywatny kolekcjoner z Niemiec chciał go sprzedać za 80–120 tys. funtów. Z enigmatycznej informacji wynika, że obraz został nabyty przez „rodziców obecnego właściciela około 1960 roku".

O tym, że sprzedaż tego arcydzieła została zatrzymana, zdecydowała przekazana do Londynu informacja, że warszawska prokuratura rozpoczęła w poniedziałek śledztwo dotyczące podejrzenia nielegalnego wywozu tego zabytku z Polski.

Gdyby dom aukcyjny Sotheby's nie zdjął obrazu z aukcji, przygotowany był drugi wariant. W trakcie licytacji przedstawiciel Ambasady RP w Londynie miał odczytać oświadczenie wskazujące na istotne wady prawne towarzyszące próbie sprzedaży dzieła. Nacisk na dom aukcyjny wspierali też liczni internauci, m.in. wpisami na Twitterze.

O tym, że zaliczany do polskich strat wojennych obraz Siemiradzkiego pojawił się na aukcji w Londynie, jako pierwsza – na początku listopada – informowała „Rzeczpospolita". W poniedziałek ujawniliśmy z kolei, że dom aukcyjny odrzucił trzy wnioski resortu kultury o wstrzymanie sprzedaży.

– Złożyliśmy wniosek o zabezpieczenie obrazu Siemiradzkiego, czekamy na decyzję angielskiego sądu. Będziemy domagali się powrotu obrazu do Polski i wyegzekwowania go na rzecz Skarbu Państwa – zapowiedział wicepremier Gliński. Śledztwo, które rozpoczęła w poniedziałek prokuratura, toczy się z zawiadomienia Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów. Dotyczy „podejrzenia popełniania przestępstwa polegającego na wywozie, bez wymaganego zezwolenia poza granice RP zabytku". Śledczy już przesłuchał jako świadka pracownika NIMiOZ.

W oświadczeniu, które „Rzeczpospolita" otrzymała z domu aukcyjnego w Londynie, wynika, że wprawdzie obraz został wycofany z aukcji, ale instytucja ta nie uznaje, że „zgłoszone roszczenia mają jakąkolwiek podstawę".

„Polskie ministerstwo nie twierdzi już, że jest to polska strata wojenna. Zamiast tego sugeruje możliwy nielegalny wywóz dzieła przez rodziców obecnego właściciela. Roszczenie to nie zostało udowodnione i nie przedstawiono żadnych dowodów w celu takiego uzasadnienia wniosku" – tłumaczy nam Rosie Chester z londyńskiego domu aukcyjnego.

Jej zdaniem nie ma takich dowodów, a „właściciel i jego rodzina wyemigrowali zgodnie z prawem".

Wicepremier Gliński bagatelizuje sprawę i określa takie działania jako „przepychanki na oświadczenia".

I choć obraz wciąż widnieje w bazie dzieł zaginionych w czasie II wojny światowej, to dziś wiadomo, że wtedy nie zaginął. Urzędnikom udało się odnaleźć kilka istotnych w tej sprawie dokumentów.

Arcydzieło wyszło spod pędzla Siemiradzkiego w latach 1879–1880. Obraz ten był pokazywany w warszawskiej Zachęcie w 1939 r. Jego właścicielką była Anna Szretter, nieznana w środowisku kolekcjonerów.

Po wybuchu wojny obraz wraz z innymi dziełami sztuki został przewieziony przez Niemców do Muzeum Narodowego w Warszawie, w którym zorganizowany został magazyn dzieł sztuki zrabowanych z różnych placówek.

W wyniku kwerend archiwalnych teraz udało się ustalić, że 18 listopada 1939 r. został on odebrany za zgodą władz niemieckich z Muzeum Narodowego w Warszawie właśnie przez Annę Szretter. Po wojnie na pewno był w rękach polskiej rodziny. Skąd to wiadomo? 24 marca 1953 r. osoba prywatna zarejestrowała obiekt w rejestrze zabytków ruchomych.

„Zgodnie z tym zapisem obraz ten nie mógł zostać wywieziony poza granicę Polski. Co ważne, przy tym obiekcie nie ma naniesionych jakichkolwiek uwag mogących świadczyć o zmianie właściciela bądź wykreśleniu obiektu z Rejestru Zabytków Ruchomych" – wyjaśnili nam pracownicy resortu kultury.

Obraz został jednak wywieziony. Chociaż ciągle nie wiadomo dokładnie kiedy. Bez kontaktu z jego obecnym właścicielem ustalenie tego będzie bardzo trudne. Dom aukcyjny nie zdradza jednak jego tożsamości. Ale o takie informacje będzie mogła pytać polska prokuratura, która najpewniej skieruje do swojego brytyjskiego odpowiednika wniosek o pomoc prawną.

To nie ostatni sukces resortu kultury w ostatnich dniach. W środę FBI przekaże wicepremierowi Glińskiemu pejzaż utracony w czasie wojny i nielegalnie wywieziony do USA. Resort kultury wraz z policją odzyskał też inne dzieło dotychczas uchodzące za zniszczone w czasie wojny.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: m.kozubal@rp.pl

"Rzeczpospolita"