Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wojna wkroczy do centrum miasta

Marcin Kube 24-12-2017, ostatnia aktualizacja 24-12-2017 00:00

Tak jak „Ojciec chrzestny" był nie tylko historią o mafii, ale przede wszystkim o dwudziestowiecznej Ameryce, tak serial „Gomorra" odzwierciedla nie tyle neapolitańską kamorrę, ile współczesną Europę.

Ciro Di Marzio (Marco D'Amore) na tle ponurego wieżowca Vele di Scampia
źródło: materiały prasowe
Ciro Di Marzio (Marco D'Amore) na tle ponurego wieżowca Vele di Scampia
Salvatore Conte (Marco Palvetti, z prawej) – pobożny i okrutny boss kamorry
źródło: materiały prasowe
Salvatore Conte (Marco Palvetti, z prawej) – pobożny i okrutny boss kamorry

Na magazynowej hali robotnicy wyciągają z ciężarówki gipsowe figury Matki Boskiej. Jeden z nich bierze młot i rozbija głowę statuetki, po czym wyciąga ze środka paczkę kokainy przeszmuglowanej do Neapolu. Ta scena dobrze oddaje charakter opowieści, w której katolickie sacrum miesza się z narkotykowym profanum. Nastoletni dilerzy sprzedają towar, wystając na ulicach pod figurami ojca Pio. Na piersiach noszą krzyżyki, a na ciele tatuują sobie gangsterskie emblematy. Za to starsi, postawieni wyżej w hierarchii kamorry, wracają wieczorami po egzekucjach lub podpaleniach do swoich mieszkań i tulą do snu dzieci, na które spoglądają ze ścian neapolitańscy święci.

Te dwa porządki mieszają się w Scampii i Secondigliano, dwóch najniebezpieczniejszych dzielnicach Neapolu, które są miejscem akcji „Gomorry". Nad dzielnicami górują masywne bloki, przypominające z wyglądu żagiel (stąd nazwa Vele di Scampia), ale mogą się też kojarzyć z piramidami lub wznoszącym się nieopodal Wezuwiuszem. Siedem modernistycznych bloków o wysokości 15 pięter zbudowano na przełomie lat 60. i 70. XX wieku.

Zgodnie z projektem rozpisanym na wzór utopijnych idei Le Corbusiera miały służyć jako nowoczesne przedmieścia z infrastrukturą przyjazną ludziom i sprzyjającą integracji, być sypialnią Neapolu dla niezamożnych, którzy dojeżdżają do pracy w centrum. Tymczasem zamieszkała tam głównie biedota. Zwłaszcza po trzęsieniu ziemi w 1980 roku, kiedy przesiedlono tam pozbawionych dachu nad głową mieszkańców Kampanii. Z czasem okazało się, że zamiast rozwiązywać problemy społeczne, projekt urbanistyczny tylko sprzyjał ich pogłębianiu. Architektura bloków idealnie pasowała do handlu narkotykami, który stał się ponurym znakiem rozpoznawczym Scampii. Setki zakamarków, garaży, ślepych uliczek, klatek schodowych i zsypów pozwoliły dilerom być nieuchwytnymi dla bezradnej, a często też skorumpowanej policji. Czujki na dachach z daleka widzą przecież, czy nie zbliża się nalot karabinierów.

Bieda i przestępczość zrobiły swoje. Dzisiaj masywne bloki przypominają osiedle widmo. W dodatku całkowicie kontrolowane przez kamorrę. To największy rynek zbytu narkotyków w Europie. Bezrobocie w dzielnicy szacuje się na 60 procent. Władze Neapolu nigdy nie przejawiały szczególnej inicjatywy, by coś zmienić w tym getcie. Ostatnio postanowiono o wyburzeniu ostatnich czterech bloków, co ma nastąpić w najbliższych miesiącach.

W takiej scenografii rozgrywa się mafijny dramat, który z każdym odcinkiem urasta do wymiaru uniwersalnej opowieści o władzy, rodzinie i zbrodni.

Autor musi się ukrywać

Gomorra" to telewizyjny fenomen z Włoch. Prawa do emisji serii rozpoczętej w 2014 roku sprzedano już do 160 krajów. Serial podbił serca telewidzów w Europie, ale przede wszystkim w Ameryce. Dwa sezony zebrały znakomite recenzje w międzynarodowej prasie. We Włoszech i USA właśnie zakończono emisję trzeciego sezonu. Wkrótce i w Polsce będzie można go obejrzeć. Potem będzie czwarty, trwają ostatnie prace nad scenariuszem.

To wydarzenie bez precedensu, bo prawie się nie zdarza, żeby widzowie w USA interesowali się nieanglojęzycznymi produkcjami, tym bardziej w telewizji. Wyjątki w ostatnim czasie były dwa. Pierwszy to serial „Narcos" o kolumbijskim narkobaronie Pablo Escobarze, wyprodukowany przez Netflix po hiszpańsku. Drugim jest właśnie „Gomorra". O jej popularności świadczy też fakt, że Netflix zapragnął stworzyć własny włoski serial i zatrudnił reżysera „Gomorry" Stefano Sollimę, by nakręcił serial o przestępczości w Rzymie. W taki sposób powstała udana „Suburra". 51-letni Sollima przeżywa najświetniejszy okres w karierze. Obecnie kończy zdjęcia do hollywoodzkiej produkcji „Soldado", kontynuacji głośnego „Sicario" z 2015 r. o CIA prowadzącej wojnę z meksykańskimi kartelami narkotykowymi.

Wszystko zaczęło się jednak wcześniej, kiedy w 2006 roku włoski reporter Roberto Saviano (miał wówczas 27 lat) opublikował książkę noszącą tytuł łączący w sobie biblijną Gomorę z neapolitańską kamorrą. Doskonale znając mechanizmy działania mafii, rozłożył jej strukturę na części pierwsze. Wydawało się to niemożliwe z uwagi na splątanie światka przestępczego z codziennym życiem, bo w Neapolu korupcja przeżarła niemal każdą dziedzinę życia. Od polityki i przetargów biznesowych aż po turystykę, import, nieruchomości.

Nie jest to wyłącznie neapolitańska specyfika, całe Włochy od dekad borykają się z przestępczością zorganizowaną i korupcją. W ostatnim czasie to jednak Neapol stał się najwyrazistszym przykładem degeneracji, co przenikliwie opisał Saviano. Po premierze książki pojawiły się zagraniczne tłumaczenia, autor stał się gwiazdą literatury faktu. Powstała filmowa ekranizacja, która zdobyła Grand Prix na festiwalu w Cannes. Popularność książki Saviano nie uszła uwadze kamorry, która lubi ciszę w interesach. Bossowie wyznaczyli cenę za głowę pisarza i od tamtej pory musi on prowadzić anonimowe życie i zmieniać miejsce zamieszkania. A przede wszystkim unikać wizyt w Kampanii.

Producenci telewizyjni uznali jednak, że temat wciąż pozostaje niewyczerpany, i zatrudnili pisarza, by stworzył scenariusz serialu, który będzie wychodził poza głośną książkę oraz film Matteo Garrone z 2008 roku.

Początek wojny klanów

Otwarcie pierwszego odcinka nie zapowiada, że mamy do czynienia z jednym z najważniejszych seriali kryminalnych od lat, a na pewno najlepszym w Europie. Przedmieściami Neapolu jedzie dwóch niepozornych przestępców. Młodszy to Ciro Di Marzio (Marco D'Amore). Szczupły, ogolony na łyso 30-latek z kolczykiem w uchu, który podśpiewuje w aucie do popowego przeboju. Starszy to siwowłosy Attillo (Antonio Milo). Patrzy na niego z politowaniem i chce, żeby przełączył stację. Drażnią się ze sobą i widać, że mimo różnicy wieku są bliskimi przyjaciółmi. Rozmawiają o swoich dzieciach, zastanawiając się, czy to, co wrzucają ich pociechy na Facebooka, może jakoś zagrozić „interesowi".

Podobna scena mogłaby otwierać komedię kryminalną w duchu „Pulp Fiction" Quentina Tarantino. Uśmiech zamiera na twarzy, kiedy okazuje się, że przestępcy jadą podpalić mieszkanie matki rywala swojego szefa, w którym ten je z nią kolację. Podpalenie rozpocznie konflikt mafijny, który zmieni się w wojnę z trupami na ulicach. Policja w tym serialu praktycznie nie występuje, ale to nie konwencja, tylko rzeczywistość, bo do Scampii karabinierzy przyjeżdżają głównie po to, by zbierać trupy. Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, władze preferują proste rozwiązania: wysyłają patrole wojska na ulice.

Bossem Cira i Attilla jest Pietro Savastano (Fortunato Cerlino). Psychopatyczny kamorrysta, obsesyjnie podejrzliwy i wrażliwy na oddawany mu szacunek. Rządy sprawuje od lat, a na następcę wychowuje 20-letniego syna Gennara (Salvatore Esposito). Rozpieszczonego lekkoducha, o którym wszyscy wiedzą, że nie nadaje się na gangstera, a tym bardziej bossa. Najlepiej wychodzi mu jazda na motocyklu i przepuszczanie pieniędzy.

Wszystko zmienia wojna klanów, którą rozpętuje Pietro Savastano, podpalając mieszkanie matki Salvatore Contego (Marco Palvetti). Pietro trafia do więzienia, Conte wyjeżdża do Barcelony, gdzie prowadzi katalońską odnogę włoskiej ośmiornicy. Wtedy to Ciro Di Marzio wyczuwa, że nadszedł jego czas. Żołnierz średniego szczebla zaczyna szybko się piąć po mafijnej drabinie dzięki przyjaźni z Gennarem, dla którego jest jak przyjaciel i nauczyciel. Plany Cira pokrzyżuje matka Gennara – Imma Savastani. Ona z kolei czuje, że nadszedł moment, by bossem w Secondigliano została kobieta. Musi tylko okazać się równie stanowcza i bezwzględna jak mąż.

Akcja rozgrywa się współcześnie. Mafiosi jeżdżą najnowszymi autami, powszechny jest Facebook i smartfony. Można też odnaleźć wiele prawdziwych zdarzeń z historii kamorry. Scenarzyści z Robertem Saviano na czele opierają się głównie na wojnie klanów w Scampii z lat 2004–2005, w której zginęło 70 ludzi.

Piekielna przestrzeń

W serialu Stefano Sollimy uderza forma filmowa. Blokowiska na przedmieściach Neapolu przypominają labirynt, żywy organizm połączony setkami przejść i tuneli. Porzucone magazyny, gdzie zza brudnych szyb wsącza się światło, ciasne mieszkania, odrapane klatki schodowe i śmietniska pod wiaduktami potęgują wrażenie zamknięcia i odosobnienia. To przestrzeń piekielna, z której nie ma ucieczki. Klimatu dodaje hipnotyczna muzyka zespołu Mokadelic. Ogląda się ten serial jak najlepsze kino europejskie.

Wiele scen rozgrywa się nocą, a reżyser wraz z operatorem Paolo Carnerą z upodobaniem oświetlają wnętrza jaskrawą żółcią i zielenią, przełamując je niekiedy czerwienią i niebieskościami. Barwna paleta znika w scenach dziennych, jakby życie kamorrystów nabierało kolorów dopiero po zmroku i w zacienionych pomieszczeniach. Ta stylistyka, którą można nazwać neo-noir, powoli staje się znakiem rozpoznawczym włoskiego kryminału, bo w podobnym kluczu wizualnym utrzymany jest też netflixowy serial „Suburra".

Scenarzyści nakreślili portrety trzech pokoleń neapolitańskich przestępców. Najstarszą generację reprezentuje Pietro Savastano i wierna mu starszyzna. Twardogłowi gangsterzy, którzy problemy rozwiązują siłowo. Przeciwników zabijają, sprzymierzeńców dominują. Są wierni dawnemu kodeksowi: śmierć za śmierć i zemsta ponad wszystko. Kobiet nie traktują jak równoprawnych partnerów, a tym bardziej imigrantów z Afryki. Dawne zwyczaje prowadzą jednak starszyznę i bossa do porażek. Świat się zmienia, a oni nie chcą się do niego nagiąć.

Dostrzega to natomiast średnie pokolenie, m.in. Ciro Di Marzio, Conte Salvatore oraz Principe (Antonio Folletto). Po uwięzieniu Pietra i przetrzebieniu starszyzny to oni będą rządzić w Scampii i Secondigliano. Wiedzą, że w nowych czasach trzeba przede wszystkim zarabiać. Odrzucają kodeks honorowy i konserwatywne wzorce. Są w stanie nawet dogadać się z zabójcami swych krewnych. Nie chcą prowadzić krwawych wojen. Jednak i oni popełniają błędy, głównie z powodu pychy. Otaczają się luksusem kłującym ludzi w oczy. Średnie pokolenie spiera się o pieniądze i wpływy, ale wszystko załatwia we wspólnym gronie. Oni też wyginą skłóceni przez powracającego w siłę Pietra Savastano.

Najmłodsze pokolenie kamorrystów przedstawione jest jako grupa bezmyślnych, śmiertelnie niebezpiecznych dzieciaków. Podgryzają zarówno średnich, jak i starych. Są wygłodniali jak młode drapieżniki. Ich stosunek do świata oddaje scena, w której jeden z chłopaków krzyczy swemu stryjowi w twarz: „Jesteście jak stare samochody. Nadajecie się na złom". To pokolenie wyrządzi wiele strat, ale samo nic nie zbuduje. Zginie w wojnie, którą rozpętało, bo starzy im nie zapomną braku szacunku.

Opowieść niemal antyczna

Przez zewnętrzny świat neapolitańczycy traktowani są jak podklasa. Klany z centrum miasta nazywają ich małpami. Z kolei dla Rzymian mafia z południa to chamy i dresiarze. Twórcy nie wyssali sobie tych różnic z palca. Włosi z południa różnią się od tych z północy ciemniejszą karnacją oraz dialektem. W wielu regionach „Gomorrę" emitowano z włoskimi napisami, bo dialogi nie zawsze były zrozumiałe dla mieszkańców północy.

W centrum fabuły pozostają Gennare Savastano i Ciro Di Marzio. Obaj przechodzą niezwykłą przemianę. Gennare z pucułowatego niezdary pod wpływem podróży do Ameryki Południowej zmieni się w drapieżnego szefa z irokezem na głowie. Tę rolę zagrał 27-letni wówczas Salvatore Esposito, filmowy amator, syn neapolitańskiego fryzjera, którego reżyser wypatrzył wśród obsługi castingu. Zaintrygowany poprosił, by i on stanął przed kamerą. Stefano Sollima dostrzegł w nim coś niezwykłego i zaryzykował, proponując główną rolę chłopakowi bez doświadczenia. W połowie zdjęć aktor musiał szybko zmienić się fizycznie, schudł 20 kg i zmężniał na siłowni. Efekt jest piorunujący, a Salvatore Esposito stał się włoską gwiazdą. Na meczach drużyny Napoli jego wizerunek ozdabia transparenty kibiców, bo aktor słynie z miłości do lokalnego klubu piłkarskiego i stał się niejako jego ambasadorem.

Z kolei Ciro Di Marzio to jeden z najciekawszych antybohaterów w historii telewizji. Popełnia czyny, których widz nie powinien mu wybaczyć, a jednak z zapartym tchem śledzimy, jak wychodzi cało z najgorszych opresji. Nie na darmo nosi pseudonim Nieśmiertelny (l'Immortale). To sierota, jego rodzina zginęła w trzęsieniu ziemi. Z początku Ciro jest ambitnym gangsterem, a jednocześnie złym duchem rozsiewającym wojnę. Potrafi urobić największych wrogów, to mistrz intrygi. I on z czasem przechodzi przemianę, staje się przestępcą z misją. „Żadnych panów" – mówi na pierwszym spotkaniu stworzonego przez siebie Przymierza, przedziwnej grupy mafijnej rządzącej się prawami demokracji. Ciro chce dać ludziom możliwość decydowania. Usuwa z drogi wszystkich despotów niczym strażnik rewolucji.

„Gomorra" nie byłaby tak ważnym i wpływowym serialem, gdyby opowiadała wyłącznie lokalną historyjkę mafijną. To przede wszystkim opowieść o archetypach na wzór antyczny czy szekspirowski. Syn, który próbuje wejść w buty ojca. Nauczyciel skłócony z uczniem. Ambitna matka, która stara się odsunąć na bok niezdolnego syna. Młody władca, którego gubi pycha. Wszystko jest splątane więzami rodzinno-przyjacielskimi. Trudno kogoś lubić, wszyscy są bezwzględni. Podeptane zostaną wszelkie wartości.

Ale „Gomorra" to także opowieść o modelach sprawowania władzy i metafora historii Europy. Mamy więc dawne czasy naznaczone tyranią. Okres krwawych wojen, a po nim czas współpracy. Rozkwit i kryzys republiki. Potem próby demokratyzacji. Na końcu konflikt i chaos. Każde pokolenie podchodzi inaczej do rządzenia. Pietro Savastano utożsamia jednowładztwo i rządy twardej ręki. Uważa życie mieszkańców dzielnicy za swoją własność. Ciro chce mafijnej federacji. Usiłuje minimalizować przemoc, dość już narozlewał krwi. Zamiast siły używa politycznej intrygi. Salvatore Conte przypomina oświeconego króla, który jest łaskawy, ale tylko dla posłusznych. Młodzi mówią o wolności, ale są nieobliczalni. Z kolei Przymierza trudno nie skojarzyć z Unią Europejską, choćby w scenie, gdy najinteligentniejszy i najlepiej zarabiający boss w grupie – Principe – przynosi pod koniec miesiąca najwięcej pieniędzy. Zgodnie z paktem wszyscy dzielą się nimi po równo.

To właśnie od ambicji Principe zacznie się rozpad Przymierza. Demokratyczny projekt Cira skończy się klęską. „Chciałem przemeblować świat, ale mi się nie udało" – powie zdruzgotany. Naiwnie wierzył, że system zbudowany na przemocy i niesprawiedliwości można przeistoczyć w cywilizowany biznes. Co mu zostaje? Kolejna wojna, ale przeniesiona do centrum Neapolu, o czym opowiada trzeci sezon „Gomorry". Akcja przenosi się do zaułków portowej Forcelli. Wracamy do punktu wyjścia i Ciro znowu staje się grającym na dwa fronty doradcą. Uczy życia młodego Hrabiego, ale nie do końca wiadomo, czy go wspiera, czy tylko wykorzystuje. Historia zatacza koło. Giną kolejni bohaterowie, na wierzchu utrzymują się tylko najsprawniejsi pływacy. Słabość lub łatwowierność oznacza śmierć.

Do ostatniego odcinka trzeciej serii nie wiemy, co siedzi w duszy Ciro. Dlaczego po powrocie z zagranicy nie przyjechał na przedmieścia, tylko do Forcelli w centrum miasta? Czy po klęsce Przymierza stał się nihilistą, czy jednak wciąż wierzy we wspólnotę? Podpowiedź daje sam Roberto Saviano, który pomysł na trzecią serię „Gomorry" skomentował następująco: odrodzenie Neapolu rozpocznie się od jego centrum albo wcale.

"Rzeczpospolita"