Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Autograf na piersiach Baśki

Jacek Cieślak 01-01-2018, ostatnia aktualizacja 01-01-2018 00:44

Książka o 200 rockowych szlagierach zaprzecza prawdzie inżyniera Mamonia, że lubimy tylko te piosenki, które znamy. Znać je będziemy dopiero po lekturze.

Robert Gawliński i jego żona, o której w „Baśce” śpiewa „Monika była OK”.
autor: Piotr Grzybowski
źródło: EAST NEWS
Robert Gawliński i jego żona, o której w „Baśce” śpiewa „Monika była OK”.
Anna Wojtowicz – prześliczna wiolonczelistka z piosenki Wojciecha Młynarskiego i Skaldów.
źródło: materiały wydawnictwa
Anna Wojtowicz – prześliczna wiolonczelistka z piosenki Wojciecha Młynarskiego i Skaldów.
Kazik Staszewski i jego żona Ania, do której jeździł do Torunia przez Kutno.
autor: Mieczysław Włodarski
źródło: reporter
Kazik Staszewski i jego żona Ania, do której jeździł do Torunia przez Kutno.

Herbata stygnie, zapada zmrok,/ A pod piórem ciągle nic/ Obowiązek obowiązkiem jest,/ Piosenka musi posiadać tekst/ Gdyby chociaż mucha zjawiła się,/ Mogłabym ją zabić/ A później to opisać..." – napisała Katarzyna Nosowska w piosence „Teksański" z debiutanckiej płyty Hey, zdradzając kulisy męki twórczej, ale też poświęcając uwagę kulisom powstawania tekstu. Właśnie z tego przeboju Jan Skaradziński i Konrad Wojciechowski zaczerpnęli tytuł książki „Piosenka musi posiadać tekst. I muzykę też. 200 najważniejszych utworów polskiego rocka". Przez ich pryzmat postanowili opowiedzieć historię naszej muzyki rozrywkowej ostatnich pięciu dekad.

Pomysł to znakomity, ponieważ przyjmowane z początku bezmyślnie przez nastolatków teksty – czasami dlatego, że dla młodego odbiorcy ważniejsza jest muzyka – dojrzewających fanów zaczynają dręczyć pytaniami o ukryte sensy i konteksty, bez których nie da się piosenki zrozumieć. Przykładem może być „McCartneya but" z „Niewiele ci mogę dać" Perfectu, będący odwołaniem do okładki „Abbey Road" The Beatles, na której Paul kroczy boso.

Te czy inne przykłady podważają zarzuty prostactwa, jakie formowano wobec rockowej muzyki i ich autorów. Ranga rockowych songów znalazła zresztą potwierdzenie w postaci literackiego Nobla dla Boba Dylana, który w swoich tekstach czerpie garściami z Biblii i Szekspira. Tym bardziej warto wiedzieć, o co chodzi w rodzimych piosenkach.

Oczywiście, pomysł na napisanie książki, choć znakomity, nie jest nowy. W internecie działa portal „Songfacts", który jest kopalnią informacji na temat piosenek i źródeł ich powstania. Kolekcjonuje newsy oraz cytuje wszelkie możliwe źródła, w tym wypowiedzi autorów. W ceniących się rockowych magazynach również dokonywany jest rozbiór szlagierów na czynniki pierwsze. W roli dociekliwych analityków występują redaktorzy polskiego miesięcznika „Teraz Rock". Jego redaktor naczelny Wiesław Weiss m.in. w dwóch monumentalnych książkach zebrał plon rozmów z Kazikiem Staszewskim jako autorem przebojów Kultu, ale i solowych płyt. Wyjaśnia słowo po słowie, żebyśmy wiedzieli, kim jest bohaterka piosenki „Do Ani" (żoną!), czy kulisy powstania „Panie Waldku, pan się nie boi" albo „Łysy jedzie do Moskwy" o premierach III RP Waldemarze Pawlaku i Józefie Oleksym.

Zdarzały się podobne analizy również piszącemu te słowa, m.in. w publikacji na łamach „Plusa Minusa" – „Dlaczego Ewka płakała?". Bohdan Olewicz wyczerpująco opisywał genezę szlagierów Perfectu, w tym „Autobiografii", m.in. kwestię, kim było trzech dżentelmenów, o których Grzegorz Markowski śpiewa „było nas trzech, w każdym z nas inna krew". Chodzi o Zbigniewa Hołdysa, lidera Perfectu, Bohdana Olewicza i Andrzeja Mogielnickiego, tekściarza Lady Pank – skądinąd autora deszyfrowanej wielokrotnie frazy „Mniej niż zero" kojarzonej ze śmiercią Grzegorza Przemyka, zakatowanego przez MO.

Wielu dziś mogłoby przechwalać się próbami ujawniania kwestii, kim była dziewczyna, która miała „Poli Raksy twarz", ale to Jan Skaradziński i Konrad Wojciechowski podjęli się trudu rozwikłania sekretów 200 piosenek i trzeba im oddać tę zasługę, zaś fanom polecić, by sięgnęli po opasłe tomiszcze, liczące ponad 700 stron.

Trzy Anie

Książkę można czytać na wiele sposobów. Tak jak została napisana, czyli chronologicznie, ale też używając klucza wykonawców lub tematów. Ponieważ rockandrollowa twórczość u zarania gatunku, zanim wykonawcy nie stali się dinozaurami, przypadała na okres dojrzewania lub niedługo potem, autorzy zapisywali swoje pierwsze i największe uniesienia. Przykładów na to w książce jest wiele, dlatego przy lekturze proponuję klucz miłosny.

Tom otwiera „Anna" Bogdana Loebla w 1966 roku, czyli największy przebój Blackoutu, pierwszego słynnego zespołu Tadeusza Nalepy. Śpiewał o ukochanej swojego nadwornego tekściarza, opiewanej przez niego podczas przerw w śniadaniu. Na deser otrzymujemy zdjęcie pani Ani oraz reprodukcję pocztówki dźwiękowej, z której w zamierzchłych, przedcyfrowych czasach, polscy fani słuchali muzyki.

Mamy też kolejną Annę – „Annę Marię" Czerwonych Gitar, której swoje imiona zawdzięcza Anna Maria Jopek oraz inne panie podnoszące w tej chwili rękę do góry.

Nie da się pominąć kwestii, że kompozytor Seweryn Krajewski z Czerwonych Gitar, zwanych polskimi The Beatles, uważany był za polskie wcielenie Paula McCartneya, zarówno ze względu na urodę, jak i skłonność do liryzmu. Idąc tropem tych porównań trzeba przypomnieć skojarzenia „Anny Marii" z „Yesterday". O ile jednak Paul obudził się pewnego poranka ze smutną melodią i dziwnym tekstem o jajecznicy, o tyle Krajewskiemu od początku nie dawała spokoju myśl o tytułowej dziewczynie. Mówi autor tekstu Krzysztof Dzikowski: „Któregoś razu (Seweryn) przyniósł mi muzykę, zastrzegając, że refren powinien się zaczynać od słów „Anna Maria". A zwrotki jak chcesz. Muszą tylko być te imiona, no i ma mówić o dziewczynie. Odpowiedni wydał mi się gatunek, który nazywam – za przeproszeniem wszystkich – kurwilamentem. Jako absolwent łódzkiej filmówki myślę obrazami, a myślałem tak... Mało o niej wiemy. Jaka jest? Tajemnicza i smutna".

Niewinność piosenki podkreśla śpiew chóru dziecięcego. A co mówi sam kompozytor? Miałem osobiście okazję zadręczać Seweryna Krajewskiego pytaniem, kim jest bohaterka jego szlagieru, ale pan Seweryn konsekwentnie unikał konkretnej odpowiedzi, poprzestając na jednej dla wszystkich wypowiedzi: „Chodzi o dziewczynę, która musiała wyjechać z Polski, już na zawsze. I dla niej, i dla mnie był to wówczas dramat. To była przecież pierwsza miłość, czysta, piękna, niepowtarzalna". Autorzy książki łączą datę powstania utworu – 1968 roku – z antysemicką nagonką rozpętaną przez PZPR, której skutkiem była emigracja tysięcy Polaków żydowskiego pochodzenia.

Skaldowie opiewali natomiast „Prześliczną wiolonczelistkę". Prześliczna wiolonczelistka – Anna Wojtowicz to szwagierka kompozytora Jana Kantego Pawluśkiewicza, wówczas członkini Anawy Marka Grechuty. Słowa napisał Wojciech Młynarski. Wspominała bohaterka: „Po próbie siedzieliśmy w kilka osób, wśród nich Młynarski, który w pewnym momencie nachylił się do mnie i powiedział: «Napisałem o pani piosenkę». (...). Wcześniej właściwie go nie znałam, tym bardziej nie było między nami żadnego romansu. Miałam narzeczonego, za którego właśnie w 1969 roku wyszłam za mąż. Nie był zazdrosny. Piosenka mu się podobała, bo jest sympatyczna". A tak mówił Wojciech Młynarski: „Inspiracją nie było zauroczenie panią wiolonczelistką z zespołu Marka Grechuty. Inspiracją była kompozycja Zielińskiego, która zawierała takie sekwencje, że się prosiło o solo wiolonczelowe, więc wyszedłem od takiego pomysłu i obudowałem go słowami". Czego nie powiedział pan Wojciech, dopowiem ja: wiolonczelistka jest prześliczna. Można ją podziwiać na stronie 66.

Autobus Arabów

Przebój „Jolka, Jolka pamiętasz" Budki Suflera to jedna z tekściarskich perełek, które zapisały czas karnawału „Solidarności" w takich frazach, jak „Żebrząc wciąż o benzynę gnałem przez noc,/ Silnik rzęził ostatkiem sił,/ Aby być znowu w Tobie, śmiać się i kląć,/ Wszystko było tak proste w te dni".

Na ścianie miejskiego domu kultury w Bytomiu powinna zawisnąć tablica o treści: „Tu, przed jednym z koncertów, wybitny polski kompozytor Romuald Lipko skomponował... itd. itd.". Piosenka nie była na początku wzruszającą balladą, tylko utrzymaną w średnich tempach kompozycją w stylu The Beatles. Druga tablica powinna zostać ufundowana na ścianie poznańskiego Poloneza o treści: „Tu, recepcjonistka naszego hotelu, we wzruszający sposób interpretując tekst Marka Dutkiewicza, przekonała kompozytora Romualda Lipko, że piosenka powinna być balladą". Co ciekawe, piosenka miała premierę na antenie radiowej, gdy Budka Suflera zakończyła współpracę z wokalistą Felicjanem Andrzejczakiem i zrezygnowała z wydania nagranej z nim płyty!

W tej piosence jest zapis wielu autentycznych sytuacji. „Plażą szły zakonnice" – to obraz z Karwi, gdzie mieści się ośrodek wypoczynkowy sióstr elżbietanek. Fraza „Z autobusem Arabów zdradziła go" to owoc wyznań znajomej autora, która opowiadała o zdradzaniu męża. Warszawa była wtedy pełna arabskich turystów, biznesmenów, studentów. Mężczyzna, który stał się rogaczem, chodził potem po Warszawie i tłumaczył, że nie chodziło wcale o autobus Arabów, tylko o mikrobus. Zawsze to jakaś pociecha, choć za wyjazd do Anglii, gdzie pracował na budowie, zapłacił wysoką cenę rozbitego małżeństwa. „Wziąłem od Jolki ustną, ale formalną zgodę na opisanie tych zdarzeń. Nie wiem tylko, czy spodziewała się, że powstanie opowieść zerojedynkowa, tak dokumentalnie wiarygodna" – wspominał Dutkiewicz.

W czasach narkotykowych dilerów i sklepów „Alkohol 24 h" domaga się wyjaśnienia fraza: „Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas/ Meta była dwa kroki stąd". Nielegalny punkt sprzedaży wódki znajdował się na dzisiejszym Zbawiksie, czyli placu Zbawiciela w Warszawie, gdzie i dziś działają kwiaciarnie na wolnym powietrzu. W stanie wojennym kwiaciarki ukrywały butelki „Żytniej" między bukietami, w wodzie, w metalowych wiadrach. Co bardziej szczegółowe i mniej rozrzutne potrafiły niedobór kwoty, a przecież inflacja galopowała, powetować sobie – pociągając głębszy łyk gorzałki ze sprzedanej już butelki.

Pomnik wystawiła peerelowskiemu budownictwu Martyna Jakubowicz i jej mąż Andrzej Jakubowicz balladą „W domach z betonu nie ma wolnej miłości". Jakubowiczowie w połowie lat 70. wyprowadzili się z warszawskiego Mokotowa do nowego blokowiska na Stegnach: dokładny adres ulica Portofino 6 m. 74. Piosenka, która miała premierę w 1982 roku, stała się symbolem nie tylko obyczajowości, ale i szarości doby stanu wojennego. Część tekstu ma źródło w rzeczywistości, zwłaszcza fraza: „Najpierw zdjęłam koszulę, potem trochę tańczyłam/ I przez chwilę się czułam jak dziewczyny w „Świerszczykach". Jakubowicz widział podobną sytuację przez okno, bloki stały bowiem blisko siebie. „Świerszczykami" nie nazywano tygodnika dla dzieci, lecz przemycane z Zachodu magazyny porno.

„Kryzysową narzeczoną" Lady Pank Andrzej Mogielnicki stworzył w zarysie, wracając lekko chwiejnym krokiem z warszawskiego klubu Park do mieszkania na Muranowie. Napisał o polskim facecie, wyrzekającym na dziewczynę, która nie chciała z nim „przebiedować", tylko wybrała emigrację jako jedna z miliona. „Spotykałem potem, zwłaszcza w Nowym Jorku, dziewczyny, które wyjechały, zostawiając Polskę – wspomina autor. – Właśnie takie kryzysowe narzeczone. Skąd ja je znałem? – pytały". Piosenka nafaszerowana jest aluzjami do rzeczywistości stanu wojennego. „Przy zgłuszonym odbiorniku" nawiązuje rzecz jasna do zagłuszanej przez reżim stacji Radia Wolna Europa.

Tylko wina brak

Bodaj najmniej wzniosłą pieśnią o miłości, ze zdecydowanym akcentem na jej aspekt fizyczny, jest „Och, Ziuta" Shakin' Dudiego. Irek Dudek, lider zespołu, z myślą o nagraniu pastiszowej płyty, postanowił odróżnić się od lansowanego w peerelowskich mediach „plastikowego rockandrollowca" Shakin' Stevensa i nagrać coś zadziornego. Dariusz Dusza, autor słów: „Ja wiem, że nie ma brzydkich kobiet/ Tylko wina czasem brak", napisał tekst w 20 minut. Przelał na papier doświadczenia zebrane na ówczesnych prywatkach.

Powstanie „Do Ani" Kultu zainspirowało „Fever" Elvisa Presleya i nikt nie może mieć co do tego wątpliwości. W samym tekście nie znajdziemy już jednak odwołań do Ameryki, tylko obrazy z pociągów relacji Warszawa–Toruń, gdzie mieszkała ówczesna ukochana Staszewskiego. Dawne warunki podróżowania mają swój ślad we frazie: „Umieram, patrząc w okno na korytarzu".

„Ja nie mogłem bez Ani oddychać – wspominał Kazik Staszewski. – Wszystko, co działo się poza byciem z nią, było tak bez sensu, tak głupie". Pani Ani, której współczesne zdjęcie można podziwiać na stronie 401 książki, zawdzięczamy też fragment rockowego antyhymnu „Polska" Kultu, poświęcony stacji przesiadkowej Kazika. „Czy byłeś kiedyś w Kutnie na dworcu w nocy/ Jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy".

„Baśka" Wilków przypominała na początku „Beast Of Burden" The Rolling Stones. Stała się wspomnieniem wymienianych z imienia dziewcząt. Opowiada Robert Gawliński: „Odzywały się takie, które błędnie myślały, że to je miałem na myśli. Odezwały się też koleżanki z różnych szkół, do których chodziłem. „Czy ty mnie masz na myśli? Może się spotkamy?" (...) Ten utwór tak działa na wyobraźnię, że do tej pory przychodzą dziewczyny i faceci. Niedawno mówi do mnie jeden: „To jest Baśka, moja żona, zobacz, jakie ma fajne piersi". Czasami jest dziwnie, często krępująco. Było tak, że dwie „Baśki" pokazywały goły biust, skacząc w oknie w garderobie. No i podpisy na biuście też się zdarzały".

Piosenka nasiąka bowiem treścią jak gąbka. W przypadku tytułowej bohaterki nie ma jednak żadnego konkretnego odwołania. Gawliński opisał za to znajomą Anię – ładną, choć między nimi nic nie było. Zośka była bardzo fajna – dobrze się z nią gadało i piło. W tej kolejności. Ela przyszła na własny ślub pijana. Karolina mieszka w Los Angeles. Iza dała kosza i kazała wracać do Beaty, pierwszej narzeczonej. Paradoks pierwszej wersji piosenki polegał na tym, że w tekście nie znalazła się Monika, żona Gawlińskiego i menedżerka Wilków. Mogła się poczuć urażona. Ostatecznie Gawliński wpisał ją do tekstu, namówiony przez Jana Kidawę. Monika Gawlińska tłumaczy, że koncertowe wykonanie przeboju jest zawsze papierkiem lakmusowym ich relacji. Jeśli Robert śpiewa „Monika jest zawsze okej" – znaczy to, że w małżeństwie się układa. Jeśli padają słowa „Monika była okej" – żona otrzymuje zdecydowane potwierdzenie rodzinnych animozji.

Derby kraju

Pośród wielu anegdot w książce jest i taka, że do zaśpiewania „Bema pamięci rapsodu żałobnego" namówił Czesława Niemena Wojciech Młynarski. A także o tym, że Lech Janerka, nazywany polskim Stingiem, nie lubił reggae i wcale nie chciał nagrywać w tym stylu „Konstytucji". A narkomani z piosenki Dżemu nazywają się „Niewinni", ponieważ syna pewnego katowickiego prokuratora zawsze zwalniano jako niewinnego – bez postawienia zarzutów o używanie zabronionych substancji.

Książkę kończy „Prędko, prędzej". Autorzy zdążyli napisać o ostatnim wielkim przeboju Hey, zanim grupa zdążyła zawiesić działalność. Niestety, nie ma końca politycznej ustawce, o której napisała Katarzyna Nosowska w słowach: „Derby kraju, derby co dzień". Czy do premiery drugiego tomu coś się zmieni?

"Rzeczpospolita"