Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Sokrates, czyli antyczny Hamlet

Jacek Cieślak 13-02-2018, ostatnia aktualizacja 13-02-2018 09:42

W „Uczcie" Krzysztofa Garbaczewskiego wolności, piękna i miłości bronią role Cieleckiej, Poniedziałka i Smagały. Ale początek spektaklu jest nieudany.

Magdalena Cielecka i Paweł Smagała w „Uczcie”
autor: Magda Hueckel
źródło: Nowy Teatr
Magdalena Cielecka i Paweł Smagała w „Uczcie”

W 1999 r. nagi Hamlet Jacka Poniedziałka w spektaklu Rozmaitości wyreżyserowanym przez Krzysztofa Warlikowskiego wywołał falę oburzenia, ale i dokonał przełomu. Odkrywał powikłane, będące tabu relacje młodych ludzi, skrywane dotąd pod zbroją patriotyzmu i gorsetem katolicyzmu. Hamlet był gejem, miał fatalne relacje z rodzicami, odrzucił miłość Ofelii i perspektywę rodzinnego szczęścia. Manifestował odmienność, tragiczne rozdarcie oraz nowy rodzaj obyczajowej wolności.

Mamy rok 2018 i oglądamy nagiego Poniedziałka grającego Sokratesa. Filozofa, wolnomyśliciela, biseksualistę, wolącego od żony Ksantypy młodych oblubieńców, skazanego na śmierć za demoralizowanie młodzieży i podważanie wiary w bogów.

Wszystko zaczyna się tak jak w Platońskiej „Uczcie": młody Alcybiades (Bartosz Gelner) uwodzi Sokratesa podczas gimnastyki, potem leżą na łożu. Nadzy. Pewnie niełatwa to rola dla obu aktorów, ale przecież nie będą grać antyku w szekspirowskich rajtuzach lub purytańskich nocnych koszulach.

Ponad kwestię nagości wybija się zresztą monolog Sokratesa–Poniedziałka w obronie wolności pochodzący z Platońskiego „Fedona". Aktor pyta, kto faktycznie demoralizuje młodzież, niszczy wiarę w prawdę, wartości i bogów. Piętnuje hipokryzję, tych, którzy biją na alarm w obronie ideałów, doprowadzając do upadku zasad i niszcząc społeczeństwo. To hamletowskie „być albo nie być" demokracji.

Skazany na śmierć Sokrates mówi o najważniejszych sprawach, ale zachowuje godność i z uśmiechem prezentuje dionizyjskie poczucie humoru. Puentując wielominutowy monolog, prosi o truciznę, a gdy zamiast cykuty wypija współczesny napój energetyzujący, na widowni wybuchają salwy śmiechu. Pogrzeb filozofa ma formę hipsterskiej, wegetariańskiej uczty – ciało Poniedziałka pokryte jest bitą śmietaną i warzywami. Do braw aktor wychodzi, chowając przyrodzenie za liśćmi sałaty.

Sekwencję Poniedziałka i Gelnera poprzedza znakomita scena miłosna w łożu kapłanki Deotymy (Magdalena Cielecka) i Sokratesa, granego tym razem przez Pawła Smagałę. Cielecka, która w finale sceny wchodzi na szczyt kubistyczno-sklejkowej scenografii Justyny Wasilkowskiej, wydobywa spektakl Garbaczewskiego z poziomu artystycznej depresji.

Ubrana w suknię, będącą jednocześnie pościelą łoża, dialoguje ze Smagałą, wykonując wyrafinowane figury splatające ich ciała. Erotyka łączy się z najwyższą próbą intelektu. Deotyma poucza, że Eros jest demonem, ale miłość do pięknego ciała nie musi wynikać z brzydoty. Wszystko kończy się uwielbieniem dla spraw ducha, którego dzieła mają największą trwałość. Smagała znakomicie parodiuje dzisiejsze sceny łóżkowe, proponując Deotymie przeintelektualizowanym głosem... zieloną herbatę.

Nie wiem, czy zamiarem Garbaczewskiego była podróż z dzisiejszego teatru do jego korzeni sprzed dwóch dekad, jednak siła kreacji Poniedziałka i Cieleckiej, a także waga spraw, o których mówią, sprawia, że są w spektaklu najważniejsi.

Początek na premierze w tłusty czwartek był zaś cieniutki. Monologi wzmocnione wizualizacjami z udziałem aktorskich awatarów robiły wrażenie szkolnych żartów. Dobrą skądinąd parodię rozedrganego starca mówiącego z kresowym akcentem w roli Pauzaniasza pokazał Bartosz Bielenia. Ale ucztę Garbaczewskiego na poziom Parnasu wynoszą dopiero Cielecka, Poniedziałek i Smagała.

"Rzeczpospolita"