Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wiedźmin jedzie do Emiratów

Marcin Kube 24-04-2018, ostatnia aktualizacja 24-04-2018 10:14

W środę w Abu Zabi ruszają największe targi książki w świecie arabskim. Polska jest ich gościem.

Jakub Małecki, przedstawiciel młodej prozy.
autor: Tomasz Pluta
źródło: SQN
Jakub Małecki, przedstawiciel młodej prozy.
Antoni Libera, gość targów w Abu Zabi.
autor: Darek Golik
źródło: Rzeczpospolita
Antoni Libera, gość targów w Abu Zabi.

Abu Zabi, zwane też Abu Dhabi, stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich, to półtoramilionowe miasto położone nad wodami Zatoki Perskiej. Milionowe także w znaczeniu zamożności, bo to stolica kraju złożonego z siedmiu emiratów zarządzanych monarchicznie, które od dekad swoją pozycję umacnia za sprawą wydobycia ropy naftowej. Jadąc od stolicy 150 kilometrów na wschód, dotrzemy do Dubaju, drugiej wielkiej metropolii w Emiratach. Z kolei 600 km na zachód leży już odrębny Katar.

Wobec wojny i upadku cywilizacyjnego w Iraku oraz Syrii to właśnie miasta portowe znad Zatoki Perskiej coraz silniej reprezentują kulturę arabską.

Na targi książki do Abu Zabi Polacy latają mniej więcej od 2015 roku, ale dotychczas zajmowała się tym ambasada w Emiratach lub były to inicjatywy biznesowe samych wydawców. Dyrektor Instytutu Książki Dariusz Jaworski poznał specyfikę tego wydarzenia rok temu, gdy pojechał zorientować się, co polska dyplomacja kulturalna i nasi literaci mogą zdziałać w tak egzotycznym miejscu.

– Liczby bezwzględne są imponujące – mówi „Rzeczpospolitej". – Spójrzmy na ubiegły rok: 65 krajów, ponad 130 wystawców i 300 tys. osób, które się przewinęły, w tym nadzwyczaj dużo młodzieży. Jednak obecność polskiej kultury w krajach arabskich jest znikoma.

Jak tłumaczy Dariusz Jaworski, są dwie szkoły umacniania obecności kulturalnej za granicą poprzez obecność na targach. Pierwsza mówi, że targi, a zwłaszcza status gościa honorowego, czyli przywilej, za który trzeba zapłacić, powinny być zwieńczeniem kilkuletniej pracy translatorskiej, wydawniczej oraz instytucjonalnej w danym regionie. Natomiast druga szkoła zakłada, że obecność na targach stanowić ma punkt wyjścia do przebicia się w lokalnej świadomości i rozpoczęcia systematycznej pracy. To jest właśnie przypadek Abu Zabi.

Mrożek po arabsku

Czasu na przygotowania nie było zbyt wiele, co wynikało z dyplomatycznych zawirowań i zmian w ambasadzie. Koszty ze strony resortu kultury, rozłożone pomiędzy Instytut Książki, Bibliotekę Narodową oraz Instytut Adama Mickiewicza, oszacowano na 900 tys. zł, co stanowi sumę skromną wobec Targów Książki w Londynie z marca 2017 roku (niemal 3 mln zł). Zadanie jest ciekawe. Stracić nie można zbyt wiele, zyskać natomiast bardzo dużo, o ile oczywiście nie skończy się na jednym wydarzeniu pozbawionym kontynuacji i dalszej strategii.

Całe przedsięwzięcie to eksploracja dziewiczych terenów dla polskiej dyplomacji kulturalnej i działalności wydawniczej. Co prawda kilku wydawców (m.in. Media Rodzina, Bosz) od paru lat jeździło do Emiratów na targi przy wsparciu Iwony Taidy Drózd, Polki, która od blisko 30 lat mieszka na Półwyspie Arabskim i zna specyfikę wydawniczą regionu. Ale dopiero tegoroczne targi i status gościa honorowego sprawił, że zaangażowała się instytucjonalna machina oraz urzędnicy.

Dariuszowi Jaworskiemu w Abu Zabi towarzyszył m.in. dr George Yacoub, Syryjczyk od lat 70. mieszkający w Polsce. Pracuje naukowo w Katedrze Arabistyki i Islamistyki, części Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W dorobku ma m.in. arabski przekład „Ślubu" Witolda Gombrowicza, a w drugą stronę tłumaczył powieści Nadżiba Mahfuza z Egiptu, jak dotąd jedynego arabskojęzycznego noblisty (1988).

Dr Yacoub podkreśla w rozmowie z „Rz", że kwestia przekładów polsko-arabskich to dziki i nieznany teren: – Sam byłem zaskoczony, kiedy odkryłem, że istnieje arabski przekład „Chłopów" Reymonta. Innym razem znajomy wysłał mi nagranie inscenizacji „Emigrantów" Sławomira Mrożka z teatru w Damaszku. Byłem pod wrażeniem tego, jak dobry był to spektakl, ale przede wszystkim, jak dobrze został przełożony na arabski – podkreśla Syryjczyk.

Część wydawnictw arabskich ma swoje siedziby nie tylko w Zatoce Perskiej, Libanie czy Egipcie, ale też w Europie: na Cyprze, we Francji i w Niemczech. Poza tym na przykład w Emiratach szeroko jest obecna literatura anglojęzyczna. Nic dziwnego, bo w 2014 roku liczba obcokrajowców wynosiła około 80 procent. A zatem więcej mieszkańców zna angielski niż arabski.

Tłumaczyć profesorów

W programie tygodniowych targów jest 19 wykładów poświęconych polskiej kulturze i rynkowi wydawniczemu oraz nowym technologiom czytelniczym. Instytut Książki zaprosił także 11 pisarzy, którzy będą reprezentować na targach naszą współczesną literaturę. Są wśród nich m.in. twórca sagi „Wiedźmin" Andrzej Sapkowski, nagradzana młoda poetka Małgorzata Lebda oraz popularny autor książek młodzieżowych Rafał Kosik. Szczególnie zwraca uwagę aż 11 wydarzeń (warsztatów, spotkań, seminariów) dla dzieci oraz poświęconych literaturze dziecięcej i ilustracjom. Wszystko dlatego, że cieszą się one niezwykłą popularnością wśród Arabów. – Polska ma duży kapitał, jeśli chodzi o literaturę dziecięcą – potwierdza dr George Yacoub. – Sam ostatnio tłumaczyłem dla arabskiego wydawcy ilustrowany „D.O.M.E.K." Aleksandry i Daniela Mizielińskich. To dobry temat na przyszłość.

Dr Yacoub pytany o to, ile w krajach arabskich może zwojować polska klasyka oraz literatura współczesna, odpowiada, że najlepiej to badać z pomocą zbiorowych antologii polskiej poezji czy dramatu. – Należy obserwować, co się cieszy zainteresowaniem wydawców, czytelników – tłumaczy i dodaje, że duży potencjał, jego zdaniem, mają także polscy intelektualiści, choćby twórczość prof. Leszka Kołakowskiego. Dr Yacoub zresztą sam tłumaczył niedawno „Harmonię społeczną" W. Juliana Koraba-Karpowicza.

Problemem z wchodzeniem na arabski rynek wydawniczy będzie nie tylko słaba rozpoznawalność polskiej kultury, ale też trudne do przeskoczenia ograniczenia z naszej strony. Otóż zaledwie kilka osób w Polsce zajmuje się zawodowo przekładami na język arabski i ma doświadczenie.

"Rzeczpospolita"