Odcinek 7.: Człowiek-świnia zamiast Partii
W Chinach dobiega końca 17. Kongres Partii. Na większości kanałów płomienne mowy prezydenta Hu Jintao, a ulice Syczuanu rozpala inny ogień. Skwierczą potrawy tak pikantne, że podczas obiadu Chińczycy zalewają się potem. Obywatel nie zawraca sobie głowy polityką, bo i tak nie ma na nią wpływu. Woli wyskoczyć ze znajomymi na ośmiornicę na patyku i obejrzeć serial o człowieku-świni.
Syczuan to najbardziej chińska z prowincji republiki. Pola ryżowe, malownicze rzeki, parki pełne taoistów ćwiczących tai chi. I chociaż wielkie, liczące kilkanaście milionów mieszkańców miasta coraz bardziej przypominają zachodnie metropolie, to tradycję czuć tu jak nigdzie indziej. Dopóki w sklepie na rogu zamiast hot- doga kupuję gotowane jajko, nie dam się zmylić szyldom europejskich domów handlowych. Tu są Chiny.
Good morning Chengdu
Ulice miasta Chengdu o poranku wypełniają się mknącymi do pracy. Dwa kółka coraz częściej oznaczają tu skuter lub motorower. Pewien starszy pan zatrzymuje rower i rzuca do mnie przyjazne „good morning”. Naciągacz, sprzedawca, wariat?- podpowiada doświadczenie i europejski rozsądek. Nic z tych rzeczy. Chińczycy często podchodzą tylko po to, by się przywitać, po czym wracają do swoich zajęć.
Starsi panowie pędzą na spacer ze śpiewającymi ptaszkami w drewnianych klatkach, idą grać w karty, czy raczyć się „zieloną” w herbaciarni. Inni z obowiązkowym termosem wypełnionym herbatą pędzą do pracy, szkoły, na angielski. Młodzi spotykają się w knajpach, przy parujących misach diabelnie pikantnej zupy, w której gotują nadziane na patyki warzywa, mięsa i owoce morza. Im ostrzej, tym lepiej. Na każdym stoliku sterta chusteczek, którymi klienci wycierają czoła. Syczuańskie potrawy wyciskają z Chińczyków siódme poty.
Gorące głowy wolne od polityki
Mieszkańcy Syczuanu wśród rodaków mają opinię nieco zwariowanych. Ognisty temperament tłumaczą pikantnym jedzeniem. Nawet oni nie są jednak na tyle szaleni, by interesować się polityką . Podczas gdy większość stacji transmituje obrady Kongresu Partii Komunistycznej, obywatele przełączają na bijący rekordy popularności serial o imperatorze i jego świcie: człowieku-małpie i człowieku-świni. Taki chiński Monty Python.
Pewna studentka mówi, że ma w nosie partię, chociaż do niej należy. Chce skończyć naukę i znaleźć dobrze płatną pracę. W szeregi CCP wstąpiła, bo poprosiła ją o to mama. Rodzina przekonywała, że z partyjną legitymacją będzie jej w życiu łatwiej. Sama chciałaby mieć prawo głosu, nie popiera polityki rządu, ale też nie bardzo ją to wszystko zajmuje. Ze znajomymi przy piwie rozmawia raczej o muzyce, filmach i modzie.
Lu jest niezwykle serdeczna, dobrze mówi po angielsku i poświęca swój czas, by wskazać zagubionym w lesie chińskich drogowskazów Europejczykom drogę do Centrum Rozmnażania Pandy i dobrą knajpę z tradycyjnym jedzeniem. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mogła podróżować, a gdy się zgubi, znajdzie się ktoś, kto wskaże jej drogę. Poza tym Budda każe pomagać.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
