r e k l a m a

Odcinek 8.: Włóczędzy XXI wieku

Agata Kowalczyk 28-01-2008, ostatnia aktualizacja 01-02-2008 14:17

Mają po 20- 30 lat. Pochodzą z Europy, Stanów, Japonii. Każdy z nich ma powód i duży plecak. Ruszają w świat, bo są go ciekawi, czasem przed czymś uciekają. Każdy ma swoją historię i ograniczone finanse. Azja to dla nich raj. Przeczytaj ostatni odcinek relacji z podróży na wschód, a w poniedziałek obejrzyj pierwszą galerię zdjęć z wyprawy.

W hostelu w Pekinie tłum białych twarzy. Ktoś właśnie przyjechał. Z ulgą kładzie ciężki plecak i wynajmuje łóżko w jednym z wieloosobowych pokoi. Zostanie dzień lub dwa. Zobaczy trochę miasta i ruszy dalej. W hostelu pozna mnóstwo ludzi, porówna plany, może znajdzie współtowarzyszy podróży.

Niskobudżetowy podróżnik to już subkultura. Wszyscy wyglądamy podobnie- mamy wyświechtane plecaki, wygodne buty i te same przewodniki, które podpowiadają, jak nie dać się oszukać i przeżyć za niewielkie pieniądze. Azja to dla nas odpowiednie miejsce- wszystko jest tu egzotyczne, łatwo dostępne i tanie.

Ludzi, których spotkałam w Pekinie przyjdzie mi zobaczyć jeszcze w kilku chińskich miastach. Niektóre twarze rozpoznam nawet na tybetańskich szlakach. Łatwo nawiązuje się tu kontakty. Wszystkich łączy obcość azjatyckiej kultury i droga. Czasem organizujemy się w międzynarodowe grupy, w których podróżujemy przez kilka dni. Potem nasze drogi się rozchodzą. Ktoś jedzie do Nepalu, ktoś na południe, ja wybieram Tybet. Przegadamy kilka wieczorów, opowiemy skrócone wersje swoich życiorysów i pewnie nigdy już się nie spotkamy.

Motorem, rowerem, koleją

Czterdziestoletnia Włoszka opowiada o szamańskich rytuałach, które odbyła w Mongolii. Twierdzi, że rozmawiała ze swoimi przodkami. Przy okazji opowiada bolesną historię swojej rodziny. Brytyjczyk, sącząc chińskie piwo, mówi o swojej pracy w Korei. Tam w ciągu roku szkolnego uczy dzieci angielskiego. W wakacje wsiada w pociąg i rusza w drogę.

Bycie nauczycielem angielskiego to sposób na życie wielu młodych. W Azji brakuje ludzi płynnie mówiących w tym języku, więc każdy Europejczyk i Amerykanin jest na wagę złota. Można sporo zarobić i zaoszczędzić na podróże. Wszyscy podkreślają, że to łatwy kawałek chleba - pracuje się kilka godzin dziennie.

W Mongolii spotykam niezwykłych rowerzystów. To ich trzeci rok w podróży, planują na rowerze jechać przez kolejnych dziesięć lat. Są po pięćdziesiątce i pochodzą ze Szwajcarii. Pół życia przepracowali w korporacji zajmującej się podatkami. Zarobili tyle, że kupili domy, które teraz zarabiają na ich utrzymanie. Co miesiąc na ich konto spływają pieniądze za wynajem. Za te sumy można zobaczyć kawał świata, a w Azji żyć na naprawdę wysokim poziomie.

Na mojej drodze stają przeróżni ludzie. Niektórzy mają w planach roczną podróż dookoła świata. Inni jadą przed siebie, dopóki nie opustoszeją ich konta. Gdy skończą się fundusze, zatrzymują się gdzieś na kilka miesięcy, uczą angielskiego, a potem ruszają dalej. Często są to młodzi ludzie, którzy pracowali w europejskich korporacjach i pewnego dnia stwierdzili, że mają dość.

W jednym z barów Lhasy wznosimy toasty z Amerykaninem, który właśnie rozstał się ze swoim najwierniejszym towarzyszem podróży- chińskim motorem. Człowiek ma łzy w oczach- przejechał nim tysiące kilometrów, zobaczył tyle krajów. Toasty wznosimy za maszynę. Przy okazji dowiaduję się, że ten szalony motocyklista na co dzień jest wykładowcą na amerykańskiej uczelni.

Azja to dla wielu ucieczka od codzienności. Niektórzy się tu odnajdują i zostają na stałe. Są też tacy, którzy jadą przed siebie, żeby o czymś zapomnieć, uciec od problemów. Nie wszyscy udźwigną ten bagaż- Azja daje im w kość nadmiarem wrażeń. Można się tu pogubić jeszcze bardziej. Prawdziwy raj odnajdują ci, których przygnała tu ciekawość świata. W podróży nie można odnaleźć siebie, można za to poznać inny, niesamowity świat. Dobrze jednak z tym światem wrócić do domu.

Życie Warszawy