r e k l a m a

Pałacu Kultury będę bronić własną piersią

Przemysław Adamski 03-04-2008, ostatnia aktualizacja 04-04-2008 20:02

Artystka wraca na ulice dzieciństwa – Piękną, Chopina, Myśliwiecką, lubi klimaty Pragi, docenia Ursynów i Kabaty. No i ma wielki sentyment do Sali Kongresowej.

Ewa Bem
autor: Guzik Piotr
źródło: Fotorzepa
Ewa Bem

Pierwsza dama polskiego jazzu pytana o okolicę, w której dziś mieszka, odpowiada: – Od ośmiu lat jestem ci ja pyrzanką spod kabackiego lasu. Ale to rodowita warszawianka, z samego serca stolicy. Spacer zaczynamy od ulicy Pięknej przy MDM-ie, gdzie się wychowała i gdzie do dziś mieszka jej kochana mama.

Kierujemy się na ul. Chopina, do Doliny Szwajcarskiej, która była niegdyś ulubionym terenem warszawskich rozrywek, a i po wojnie zachowała urok.

– W tym parku spotykaliśmy się całą zgraną paczką uczniów z podstawówki nr 2 na Mokotowskiej. Toczyliśmy żarliwe rozmowy albo śpiewaliśmy, jeśli któryś z kumpli przyniósł gitarę – wspomina Ewa. – Nie pamiętam, żeby wokół zajętych przez nas ławek leżały niedopałki albo butelki po piwie – dodaje.

Początki w Stodole

Wracając do Pięknej, przecinamy Mokotowską, z widocznym w głębi pałacykiem pod nr 48, gdzie w latach 1956 – 1973 była pierwsza siedziba legendarnego klubu studenckiego Hybrydy. Tu w 1970 r. zaistniała grupa wokalna Bemibek rodzeństwa Ewy i Jarka Bemów z Andrzejem Ibekiem. – Dziś, kiedy Hybrydy dawno przeniosły się gdzie indziej, Mokotowska nie jest miejscem, które szczególnie lubię i w które wodzę gości – zwierza się artystka.

A okolice Stodoły, drugiego kultowego klubu studenckiego, z którym związany był pani debiut w 1969 roku? – Tak, z tym, że nie chodzi o obecną siedzibę Stodoły przy ul. Batorego, a poprzednią, w koszarowym budynku dawnego kina Oka przy Nowowiejskiej, gdzie klub wylądował w 1967 r. – mówi Ewa Bem. – Dla wielu adres przy Nowowiejskiej to miejsce takie sobie, mało dla miasta reprezentacyjne. Dla mnie z czasów gimnazjalnych to był teren nieustającego festiwalu wrażeń, emocji, tunezyjskiego wina Gellala. No i muzyki, silnie obecnej w studenckich klubach; bluesa i rocka, a przede wszystkim ukochanego jazzu ze Zbyszkiem Namysłowskim, Zbigniewem Seifertem, z Wojtkiem Karolakiem i Ptaszynem w rolach głównych.

Hybrydy i Stodołę mijamy więc tylko wspomnieniem i ruszamy dalej Piękną, którą Ewa jeździła trolejbusem do gimnazjum. – Ulica za Alejami Ujazdowskimi biegła wzdłuż parku Ujazdowskiego i Sejmu w dół ku gmachowi Liceum im. Stefana Batorego (jestem absolwentką tej szkoły!), ku Myśliwieckiej i dalej, ku Łazienkom – objaśnia artystka. – A po drodze był Program Trzeci Polskiego Radia, z którym przed 30 laty połączył mnie bardzo udany przypadek i wyczulony na jazzowe nuty redaktor Jan Borkowski. Ta trasa to wielki, jeśli nie największy, kawał mojego życia.

Z rejonu Myśliwieckiej i Łazienkowskiej wzdłuż Wisły niedaleko na Mariensztat. – Odbywały się tam cudowne, publiczne potańcówki – pamięta Ewa.

– Grała żywa muzyka i paliły się lampiony. W ich świetle cały plac stawał się parkietem i warszawianki przychodziły czarować w szałowych sukienkach. Myślę, że byłam tam na tańcach ze dwa razy, a resztę wrażeń podpowiedziała mi wyobraźnia.

Koniec w Pałacu

Przez Wisłę tylko skok na Pragę. – Mam sporo sympatii i respektu dla Targowej oraz okolic bazaru Różyckiego – deklaruje artystka. Z braćmi zapędzaliśmy się tu tramwajem z wypiekami na twarzy. Nigdy nie przytrafiło się nam nic złego. Miałam kolegów z ulicy Brzeskiej, jeden z nich wspaniale tańczył.

A nowe dzielnice? – Lubię aleję KEN na Ursynowie. Prawie codziennie jeżdżę nią do samych Kabat. Świetnie się tu nabudowało! Skręcam w ulicę Zaruby i na jej końcu czekam pod szkołą sióstr niepokalanek na moją młodszą córkę Gabrysię, która właśnie kończy tam podstawówkę.Spacer kończymy koło Pałacu Kultury. Ewę Bem drażni pomysł zburzenia go. – Gotowa jestem bronić Pałacu własną piersią, dajcie mu spokój – apeluje. Wokalistka szczególnym sentymentem darzy Salę Kongresową, gdzie bywała od młodości, wielokrotnie śpiewała, a jeszcze częściej słuchała wielkich gwiazd jazzu. – Tam także poznałam mego przyszłego męża, co chyba ostatecznie tłumaczy mój bardzo emocjonalny stosunek do pałacu – mówi Ewa Bem.

Życie Warszawy