Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Warszawa nie jest z bajki

Maciej Szczepaniuk 04-04-2008, ostatnia aktualizacja 10-04-2008 18:25

Zwycięzca konkursu na projekt Muzeum Sztuki Nowoczesnej opowiada oraz o nudnych szwajcarskich miastach, swojej fascynacji Warszawą, ulubionym budynku w stolicy, zburzeniu Pałacu Kultury i Nauki i kłopotach z wyżymaczką. Z Christianem Kerezem rozmawia Maciej Szczepaniuk.

Christian Kerez
autor: Kamiński Jakub
źródło: Fotorzepa
Christian Kerez

Proszę, żeby pan dokończył zdanie. Warszawa jest...

Christian Kerez:... wspaniałym miastem.

Dlaczego?

Ponieważ nie jest piękna! Kiedy chcę o niej komuś opowiedzieć, mówię, że na pewno nie jest miejscem z dziecięcej bajki. Mieszkacie w mieście kontrastów, kuriozalnych przeciwieństw. Kryje się w tym surowe piękno. Warszawa jest inna.

Szwajcarskie miasta są nudne?

Przypominają bardziej miasteczka niż metropolie. Prawda, Zurych jest ładny, czysty i schludny. Ale z tego powodu jednak potwornie nużący. U was nuda podczas spaceru nie grozi. Połączenie starej architektury, nawet zaniedbanej, z nowoczesnością, fascynuje mnie. W przyszłym miesiącu przywożę tu swoich studentów.

Ma pan tutaj ulubiony budynek?

Warszawa ma wiele niezwykłych obiektów, takich jak np. pawilon “Chemii” na Brackiej (obecnie mieści się tam lumpeks – przyp. red.). To wspaniała, pełna przestrzeni, lekka i krucha budowla. Boję się, że niedługo może zniknąć. Bo problemem w tym mieście jest to, że przez dziesiątki lat było ono uśpione pod względem inwestycji i teraz nadrabia zaległości. Dzieje się to wszystko bardzo szybko, na granicy obsesji nowoczesnością. W efekcie ten wielki pęd do rozwoju zmiata z powierzchni miasta obiekty takie jak np. Supersam, który był znany na całym świecie. Musicie być bardziej ostrożni, bo mnóstwo świetnej architektury, którą Warszawa posiada, możecie w ten sposób bezpowrotnie utracić.

W jednym z wywiadów powiedział pan, że Muzeum Sztuki Nowoczesnej wchodzi w architektoniczną, ale nie ideologiczną dyskusję z Pałacem Kultury i Nauki. Co miał pan na myśli?

Opracowując koncepcję muzeum, chciałem pokazać, że obok Pałacu może stanąć obiekt różniący się od niego. Ale jednocześnie coś, co nie będzie się starało za wszelką cenę go zdominować, zdusić i upokorzyć tylko dlatego, że części mieszkańców źle się kojarzy i jest dla nich symbolem zła. Wolałem uszanować ten obiekt. Mój projekt musiał jednak w jakiś sposób “rozmawiać” z PKiN, bo jest jego sąsiadem. Dlatego muzeum to jego przeciwieństwo. Ma horyzontalny kształt, jest bardzo niskie, kompletnie pozbawione ornamentów.

Nie korciło pana, by narysować coś tak szokującego jak Pałac?

Nie miałem na to szans, biorąc pod uwagę skalę obu obiektów. Mógłbym wtedy narazić się na śmieszność. Zresztą mój wybór okazał się słuszny. To w końcu ten projekt wybrała komisja konkursowa.

Odnoszę wrażenie, że panu podoba się Pałac Kultury.

Gdybym budował dom dla siebie, na pewno nie byłby on do niego podobny (śmiech). Jednak jednym z najważniejszych atutów architektury jest to, że daje świadectwo historii. PKiN jest symbolem epoki jak żaden inny obiekt. Propozycje burzenia Pałacu przyjmuję więc jak kiepski żart, mimo że Polakom kojarzy się on z ciemnymi kartami historii. To przecież niesamowite, że stolica może się pochwalić wieżowcem z lat 50. ubiegłego wieku! Zawsze kiedy ląduję na Okęciu, obserwuję linię horyzontu. I co na nim widzę? Charakterystyczny budynek Pałacu. Tę sytuację może zmienić dopiero budowa “skrzydła” Libeskinda.

A co może pan powiedzieć o innych warszawskich wieżowcach?

Innych nawet nie zauważam. To zaledwie kopie tych, które powstają w każdym innym europejskim mieście.

Inwestorzy bombardują ratusz propozycjami budowy coraz wyższych i bardziej wymyślnych drapaczy chmur. Czy stolica powinna rozwijać się właśnie w górę? Nowego Jorku już raczej nie dogonimy...

Łatwo zachłysnąć się wizualizacjami wielkich budynków i wiele miast stara się zachęcać inwestorów do ich budowy. Wieżowce nie są jednak odpowiedzią na wszystkie pytania dotyczące kierunków rozwoju miasta. Polityka przestrzenna Warszawy powinna być starannie przedyskutowana. Czy budować bardzo wysoko, czy może umiarkowanie? Władze miasta muszą uważać, by nie popełnić błędów.

Czy projektując warszawskie muzeum wzorował się pan na jakimś konkretnym obiekcie?

Bezpośrednio nie, ale noszę w sobie wiele szacunku dla wszystkich starych muzeów, jak np. Luwr, który jest ideałem proporcji materii do światła. Mam nadzieję, że po zakończeniu budowy okaże się, że MSN jest wyjątkowe i nie podobne do żadnego innego na świecie.

11 kwietnia ratusz podpisze wreszcie z panem umowę na wykonanie projektu MSN. Wynegocjował pan też możliwość nadzorowania realizacji projektu?Będę czuwał nad tym, żeby budynek muzeum przypominał ten, który narysowałem.

A jeśli pojawią się naciski, żeby np. zrezygnować z falistego dachu nazwanego przez warszawiaków wyżymaczką?

Na razie nie widzę powodów do zmiany kształtu dachu. Ale nie jestem radykałem i potrafię iść na ustępstwa. Ostatnio w Monachium poproszono mnie, bym zmienił niektóre szczegóły w swoim projekcie budynku, który wygrał konkurs. W mojej koncepcji miał mieć 100 m długości, ale zamawiający chciał pięć razy krótszy. Zgodziłem się, chociaż ta zmiana pociągnęła za sobą inne. Udało się jednak zachować charakter budowli. Jeśli podobnie będzie tutaj, jestem otwarty na propozycje, chociaż dach jest ważnym elementem całości. Nadaje niepowtarzalny charakter wnętrzu. Nauczyłem się już jednak, że projektowanie to długi proces. Jeśli budynek po wybudowaniu jest dokładnie taki, jak go narysował architekt, oznacza to, że jest tylko “zdjęciem” projektu.

A jak pan ocenia trwające niemal rok negocjacje umowy na projekt?

Cieszę się, że to już koniec. Ostatnio bardziej niż architekta przypominałem prawnika z głową nabitą paragrafami... W Polsce urzędnicy chcą mieć w umowie zapisy na każdą ewentualność.

W Szwajcarii jest inaczej?

Tam negocjacje w sprawie umowy na projekt architektoniczny trwają kilka dni. Ale to wynika z naszego prawa i historii. Przepisy są bardziej płynne i umowa nie musi zawierać tych wszystkich kruczków prawnych. A z drugiej strony urzędnicy i wy- konawcy są bardziej odpowiedzialni. Szwajcaria nigdy nie miała króla. Demokratyczne tradycje sięgają XIV wieku. Wasza historia jest inna. Na pocieszenie powiem, że podobne problemy spotykam na Zachodzie, gdzie także wiele aspektów inwestycji chce się przewidzieć z góry.

Na jakim etapie są prace nad projektem placówki?

Ostatnio niewiele się działo. W ciągu najbliższych tygodni znów ruszą pełną parą. Właśnie kończę kompletować listę specjalistów potrzebnych do projektowania, m.in. inżynierów i fachowców od światła.

Na jakie kłopoty spodziewa się pan natknąć w trakcie budowy?

Jestem przygotowany na różne ewentualności, ale wierzę, że każda przeszkoda, którą będę musiał pokonać, jest szansą na ulepszenie projektu. Taka jest droga od prostego rysunku na kartce papieru do gotowego architektonicznego dzieła.

Urodzony w 1962 roku w Maracaibo w Wenezueli szwajcarski architekt, autor m.in. Muzeum Sztuki w Vaduz Liechtensteinie. Laureat nagrody Beton 05, przyznawanej co cztery lata architektom, którzy realizują w Szwajcarii obiekty z zastosowaniem awangardowych rozwiązań wykorzystujących beton. W 1988 r. ukończył Politechnikę Federalną ETHZ w Zurychu.

Skomentuj ten tekst

Życie Warszawy