Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Ze Swietłaną Chodczenkową rozmawia Anna Kilian

Anna Kilian 24-11-2008, ostatnia aktualizacja 25-11-2008 14:00

autor: Pasterski Radosław
źródło: Fotorzepa

Jaki jest pani – jako Rosjanki – stosunek do przedstawionych w filmie czasów, kiedy radzieccy żołnierze stacjonowali w Polsce?

Swietłana Chodczenkowa: Moja wiedza na ten temat jest niewielka. Wiem jedynie, że radzieckie wojska rzeczywiście przez wiele lat stacjonowały w naszym kraju.

Na konferencji prasowej mówiła pani, że dowiedziała się o tym z książek. Czy miała pani na myśli okres szkolny? Czy o niechcianej obecności wojsk radzieckich na terenie państw byłego Układu Warszawskiego uczy się teraz rosyjskich uczniów?

W szkolnych książkach są nadal tylko wzmianki na ten temat – inaczej niż zapewne w polskich książkach.

Zagrała pani także – jeszcze na studiach – w dwóch rosyjskich filmach rozgrywających się wcześniej niż akcja „Małej Moskwy“ – w czasach stalinowskich.

Wystąpiłam w dramatach Stanisława Goworuchina – „Pobłogosławcie kobietę“ i „Nie samym chlebem“. A o tym, jak wyglądał ten sam okres czasu – i późniejsze lata – w Polsce, opowiadał mi reżyser Waldemar Krzystek.

Jak zapatruje się pani na współczesne stosunki polsko-rosyjskie? Ostatnie trzy lata to pasmo nieprzyjemnych incydentów, a nawet pogróżek ze strony rosyjskiego rządu.

Tę kwestię najlepiej rozpatrywać na kilku różnych poziomach: politycznym, gospodarczym, kulturowym, a także – może przede wszystkim – z punktu widzenia zwykłego człowieka. Mam nadzieję, że taki film jak „Mała Moskwa“ będzie sprzyjał zmianie wzajemnego nastawienia – tego, które jest obecnie – na lepsze.

Faktycznie jest tak, że rzeczywistość wygląda inaczej, niż próbują ją kreować politycy. W Moskwie nastroje nie tyle antypolskie, co ksenofobiczne czuje się – i doświadcza ich – niemal na każdym kroku. Ale im dalej od stolicy, z tym większą można się spotkać serdecznością i otwartością – właśnie w stosunku do Polaków.

Co do Moskwy – wierzę, że mogło tak być. Ale też nie chcę brać odpowiedzialności za sposób, w jaki zachowują się wszyscy Rosjanie. Na pewno nie należy wierzyć rosyjskim mediom. One powtarzają wciąż to samo – że Polacy nas nie lubią. Przeciętny człowiek nie zastanawia się, czy to prawda, czy nie. Myśli sobie: „skoro czytam o tym w gazecie i mówią o tym cały czas w telewizji, to musi być prawda”. Osobiście nie uważam, żeby Polacy czy Rosjanie byli źli. Wydawanie takich opinii jest domeną polityków. Jedyne, co sami możemy zrobić, to wzajemnie zmienić obopólne nastawienie. A także realizować wspólne produkcje filmowe, spektakle, muzykę.

Życie Warszawy