Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Hybrydy były centrum wszechświata

Dominika Węcławek 07-05-2009, ostatnia aktualizacja 21-05-2009 21:47

Sokoła miliony kojarzą z najpopularniejszym polskim teledyskiem wszech czasów „W aucie”. W Warszawie ma nie mniej ulubionych miejsc niż wersów, które jej poświęcił. Wszystko zaczęło się od „Śródmieścia Południowego”.

Sokół to dziś już nie tylko hiphopowy  artysta, ale też współwłaściciel prężnej wytwórni  muzycznej oraz firmy odzieżowej.  O Warszawie śpiewa: „(...) pechowe jest to miasto/Nie chcę mówić, że przeklęte/ Znicze i tablice pamiątkowe  za każdym  zakrętem/ Każdy metr emanuje  przekrętem/Krew każdego domu jest tu fundamentem”. Więcej tekstów Sokoła na temat stolicy  na stronie www.zw.com.pl
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Sokół to dziś już nie tylko hiphopowy artysta, ale też współwłaściciel prężnej wytwórni muzycznej oraz firmy odzieżowej. O Warszawie śpiewa: „(...) pechowe jest to miasto/Nie chcę mówić, że przeklęte/ Znicze i tablice pamiątkowe za każdym zakrętem/ Każdy metr emanuje przekrętem/Krew każdego domu jest tu fundamentem”. Więcej tekstów Sokoła na temat stolicy na stronie www.zw.com.pl

Sokół, prywatnie Wojtek Sosnowski, wychował się wśród śródmiejskich podwórek i na strychach tamtejszych kamienic. Wiele ważnych dla niego lokacji znajduje się między placem Zbawiciela, przy którym mieszkał pięć lat, a placem Unii Lubelskiej, gdzie z kolei rezydowało wielu znajomych. Nic więc dziwnego, że dosyć szybko opuszczamy Mokotów – siedzibę firmy Prosto, której Sokół jest współwłaścicielem. Idziemy do Śródmieścia.

Między placami

– Ta okolica to cała moja młodość. Lubię układ ulic i estetykę budynków. Szczególnie Kościół św. Zbawiciela, w którym byłem chrzczony i miałem komunię – mówi artysta. Wspomina też kamienice na Polnej. Znał tam wszystkie przejścia i poddasza.

– Wiedziało się, gdzie można zabrać dziewczynę, by o 4 rano pobyć z nią na jakimś ustronnym balkoniku z widokiem na Warszawę – zdradza. Miejscem nocnych spotkań z kolegami była zaś fontanna przy pl. Na Rozdrożu. Plac Unii Lubelskiej to dziś dla Sokoła wspomnienia nieistniejących już budynków. – Jako dziecko chodziłem na filmy do Moskwy. Ostatni seans, na jakim byłem, to „Flintstonowie” – wyjaśnia.

Teraz bez zbędnych sentymentów chadza na premiery do szczególnie komfortowej sali Platinium w Silver Screenie, ma też kartę kinomaniaka w Atlantiku. Przyznaje jednak, że ostatnio stał się domatorem, najczęściej więc wybiera oglądanie filmów w kinie domowym. I nie tęskni ani za Moskwą, ani za czasami komunizmu.Ciepło wspomina za to Supersam, którego – w pierwotnej postaci – już nie ma.

– W czasach mojego dzieciństwa była to kultowa miejscówka – mówi. – Tam się kupowało coca-colę czy ptysia. Obok był bar mleczny Frykas. Bardzo nowoczesny lokal. Ale mnie w pamięci najbardziej utkwiły gołębie i wróble latające pod sufitem.

Pierogi raaaz!

Raper nie kryje swojej słabości zarówno do barów mlecznych, jak i do kuchni polskiej.– Bardzo lubię zupy i pierogi, kiedy więc gdzieś otwiera się nowa pierogarnia, zaraz muszę ją sprawdzić – przyznaje. Jeśli zaś chodzi o bary, to ma kilka ulubionych lokali, zwłaszcza w obrębie centrum.

– Bar Bambino na Kruczej to absolutny czempion wśród tego typu miejsc – mówi. – Polecam szczególnie naleśniki z sałatką jajeczną. Wiem, że często są tam bardzo długie kolejki, ale to świadczy tylko o jakości usług. Lubię też bar Gdański przy Intraco i serwowaną tam kostkę z mintaja. No i bar Prasowy przy Marszałkowskiej, gdzie są rewelacyjne kotlety mielone z buraczkami.

Na ostatniej płycie znalazł się nawet utwór, który mówi o atmosferze takich miejsc. Teledysk do utworu „Poczekalnia Dusz” zrealizowano w barze przy Kaśce. Sokół jednak nie bywa tam często.Jego upodobanie do kuchni polskiej nie kłóci się z otwartością na inne smaki. Raper zdradza więc, że jeśli chodzi na sushi, to najczęściej do Tomo na Kruczej. Tuż obok ma Sunantę, restaurację tajską, a i takie klimaty kulinarne bardzo mu pasują.

– Jednym z najlepszych tego typu miejsc jest jednak Dong Nam Suparom pod arkadami na Marszałkowskiej – ocenia Sokół. – Lubię też potrawy indyjskie, na przykład kurczaka w szpinaku, pierożki z chilli, no i shake’a mango.

Nic więc dziwnego, że w czasie naszego przemierzania Warszawy zatrzymujemy się w knajpce Bollywood przy ul. Przeskok. Wojtek mówi, że zagląda tu średnio co drugi dzień. Tu – mając widok na ul. Złotą z PKiN w perspektywie – Sokół przy egzotycznej fajce wodnej z aromatycznym tytoniem wspomina początki swojej działalności muzycznej.

– Niedaleko stąd są Hybrydy, miejsce, w którym dawniej była niesamowita atmosfera – opowiada. – W latach 90. było to dla nas centrum wszechświata. Tu odbywały się pierwsze imprezy hiphopowe, na których grał DJ Volt. Tu formował się cały Zip Skład. Tu zawiązywały się nowe i umacniały się stare przyjaźnie. Robiło się też dużo głupot, ale to nas kształtowało – wspomina raper, który z Zip Składem zadebiutował na rynku fonograficznym w 1999 roku płytą „Chleb Powszedni”.

Teraz Sokół wybiera jednak zupełnie inne kluby. Oczywiście ważny jest Punkt na Koszykowej, bo to prowadzone przez znajomych miejsce z klimatem. Ale artysta spędza też dużo czasu w popularnej Operze i w Confashion. To – jak mówi – podstawa przemieszczania się wieczorem. Zdradza też, że nie przepada za atmosferą klubów hiphopowych. Po cichu liczy, że może najnowszy z nich – Karmel – zmieni tę sytuację. Na razie najczęściej wybiera Klub 55.

– Tam trafiam głównie w stanie upojenia, więc standard lokalu przestaje się liczyć – mówi. – Ale pod względem muzycznym „Piątki” są zdecydowanie wiodącym klubem w stolicy.

Zawsze z fasonem

Dla Sokoła równie ważne – jak dobre jedzenie i muzyka – są porządne stroje. – Byłbym hipokrytą, gdybym robił ubrania i mówił, że nie przywiązuję wagi do tego, co sam noszę. Dlatego zawsze staram się wybierać dobre firmy – przyznaje.

Na zakupy odzieżowe z wygody jednak wybiera najczęściej Złote Tarasy, choć przyznaje, że Galeria Mokotów jest znacznie bardziej przyjazna. Gdy jednak ma więcej czasu i szuka ubrań sportowych, decyduje się na wypad do podziemi ronda Jazdy Polskiej. Oryginalnym sklepem jest też Likus Concept Store przy Krakowskim Przedmieściu. Mieści się on w dawnej łaźni Pod Messalką, zakupy robi się więc, spacerując wokół wyłożonego mozaiką basenu pełnego wody.

O ile jednak w sklepie nie można zaznać kąpieli, to w hotelu Intercontinental – owszem. Wszyscy pracownicy firmy Prosto mają tam karty wstępu.

– Tu można się zrelaksować. Czujesz się trochę tak, jakby cię bogaty kolega zaprosił do domu. Jest niewielki basen, kameralna sauna i siłownia. No i jaki widok na Warszawę – wylicza. A samo miasto? Sokół lubi Mokotów i Ursynów. Często zapuszcza się też na Pragę.

– Moja babcia żyje tu od zawsze. Wujek mieszkał central-nie na Szmulkach, przy Stalowej. Zawsze lubiłem u niego przebywać, bo był malarzem, a ja uwielbiałem zapach farby – wspomina. I dodaje, że topografię miasta opanował tak dobrze, że mógłby być taksówkarzem. Ma tylko jeden kłopot – nie pamięta nazw wszystkich ulic. Za to stołeczna młodzież zna na wyrywki większość jego wersów.

W-wa sokolim okiem

Trochę chłodno na ulicy, wśród nocnej ciszy / Robotnicy remontują tramwajowe tory / Słyszysz, na trzecim piętrze kobieta krzyczy / Ja nie chcę znać przyczyn / W śmietniku sztajmes szuka zdobyczy nie przejmując się niczym" (...) Idąc myślę o tym, że pechowe jest to miasto / Nie chcę mówić, że przeklęte / Znicze i tablice pamiątkowe za każdym zakrętem / Każdy metr emanuje przekrętem / Krew każdego domu jest tu fundamentem (WWO "Bezsenne Noce")

To miejsce gdzie nie potrzeba kart tarota, by przewidzieć przyszłość- patrz ludziom po oczach / Warszawski syf, którego nie ma w wiadomościach / Warszawski raj dla przyjezdnych na dworcach.Ja jestem stąd, Ty uciekaj lub zostań / Jest kilka płaszczyzn życia, jak patrzysz od środka / Umorusane dzieci naćpanych meneli / Charchają pod nogi resztką nadziei, Na dachach budynków poławiacze promieni,Na dole przy jezdni niedoszli biznesmeni (WWO "Promienie")

Piąta rano, zima, posypany piachem śnieg / Na przystanku tramwajowym kima bezdomny zgred / Kobiety dwie podróżują do roboty / Inna miasta część, betonowe schody, piąte piętro / Chłopak piątry raz puszcza w kibel swoje piekło (WWO "Życie Depcze Wyobraźnię")

I budzę się zapadam w chwilową próżnię / Niechętnie się podnoszę i obracam żaluzje / Za oknem biura centrum, samochody, instytucje / Spieszący się przechodnie próbujący się nie bać (WWO "W.D.C.S.D. Kończy")

Spójrz, na te dziurawe szosy, anonimowe blokowiska i stare kamienice, gdzie każdy zna wszystkich sąsiadów z nazwiska. Spójrz, na podmiejskie oazy i zanim zrobisz coś, to zastanów się dwa razy (WWO "Polskie realia")

Kawałek dalej, przed szybą sztuka maluje usta, jakaś smutna, jakby całe życie po drugiej stronie lustra, za nią bezdomnemu kartony spadły z wózka, odbija się miasta panorama (WWO "W Witrynach odbicia") - flint

Sokoła (w towarzystwie Pono) można usłyszeć na Warsaw Challenge. Zobacz program festiwalu!

Życie Warszawy