Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Parkową aleją do barokowego ogrodu

Dominika Węcławek 02-07-2009, ostatnia aktualizacja 09-07-2009 21:24

Warszawa okiem architekta krajobrazu jest zielona, choć zaniedbana. Sporo tu cennych zabytkowych parków i starodrzewu, ale są też atrakcyjne skwerki ukryte między blokami i miejsca zapomniane. Monika Łucarz oprowadza po nich wszystkich.

- Stolica jest zachowawcza - przyznaje pani Łucarz, bo pomimo wielu nowych projektów architektura budynków, jak i krajobrazu wokół nich, najczęściej nie wykraczają poza dawno ustalone kanony. Ona sama od 2002 r. stara się nadać jakiś ład miejskiej zieleni. Obecnie pomysłowo, a zarazem konsekwentnie realizuje kolejne zlecenia w ramach własnej firmy Grupa Krajobrazowa.

 

Smutek ulic

 

- Warszawska zieleń to przede wszystkim parki, wnętrza osiedlowe, zieleń przy obiektach, ale i zaniedbane fragmenty miasta, które zarastają same – wylicza Monika Łucarz. I dodaje jeszcze zadrzewienia wzdłuż ulic, mimo iż - poza kilkoma spektakularnymi arteriami - nie ma się właściwie czym chwalić.

- Jest reprezentacyjna ulica Żwirki i Wigury, przygotowana z myślą o gościach naszego miasta, którzy Warszawę poznają jadąc z lotniska – mówi architekt, komplementując bujną, kipiącą wręcz zieleń. Poleca jeszcze Piękną z pozostałościami nasadzeń tzw. akacji.

- Tu z kolei nie ma zielonej masy, a o atrakcyjności stanowią pojedyncze malownicze drzewa - podkreśla. Co prawda w Polsce akacje nie rosną, ale tym mianem powszechnie określa się robinie. Warszawiacy lubią ich białe kwiaty.

Niestety większość ważnych szlaków komunikacyjnych nie może się pochwalić ani nadmiarem nasadzeń, ani pomysłem. Monika Łucarz ubolewa choćby nad wyglądem znanej w całej Polsce Marszałkowskiej.

- Jest tu zaledwie kilka drzew. I to w złym stanie – ocenia. Taka sytuacja to nie wyjątek, a raczej reguła.

– Najczęściej drzewa sadzone przy warszawskich ulicach to młode egzemplarze o słabej kondycji. Trudności przysparzają też liczne instalacje i przewody podziemne - żali się dalej.

Dla niej najsmutniejszym widokiem jest bowiem stan nowych nasadzeń przyulicznych. To wiąże się z konsekwencjami, z których nie zdajemy sobie sprawy. Bo nie dość, że o byle jaką roślinność nikt nie dba, to łatwiej też przychodzi jej dewastowanie. Pani Monice marzy się, by wzdłuż warszawskich ulic sadzone były duże drzewa.

Sadzenie drzew o większych parametrach jest szczególnie istotne w sytuacji, gdy większość drzewostanu w Warszawie osiągnęła już wiek dojrzały i nieuchronnie zbliża się czas ich wymiany. A tylko sadząc nowe drzewa możemy zapewnić lepszy klimat w mieście, czystsze powietrze, przyjemny cień.

- Nawet w tych metrowych dziurach przy chodniku można stworzyć dobre warunki i posadzić coś sporego, co da od razu efekt – przyznaje.

Szczęśliwie nasza stolica to nie tylko zakurzone ulice z młodym, a już obumierającym już umierającym drzewostanem. Mamy tu sporo zabytkowych parków. Moja rozmówczyni zna się na nich doskonale. Jej pasją, a zarazem tematem pierwszej pracy naukowej były ogrody barokowe Warszawy.

 

Roślinne zabytki

 

- Gdy przeniesiono do Warszawy stolicę, to na Mazowsze zaczęli zjeżdżać magnaci, szlachta. Masowo powstawały pałace, zwłaszcza na skarpie wiślanej, ale także w innych miejscach miasta. A przy nich oczywiście wspaniałe ogrody, z okazałą roślinnością, pełne rzeźb - opowiada architekt.

Takich miejsc najwięcej było przy pałacach budowanych wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia. Niby przetrwało ich sporo, ale możemy podziwiać jedynie resztki, które czasy świetności mają dawno za sobą. Łucarz wierzy, że skoro udało się zakończyć pracę nad Arkadami Kubickiego, to zostaną również zrewaloryzowane i udostępnione tamtejsze ogrody zamkowe z imponującym przedwojennymi grabami.

Póki co pozostaje jednak piękny, utrzymany w stylu barokowym Ogród Saski, jak ocenia Monika Łucarz, kompozycja w czasach powstania imponująca rozmachem, dziś jednak wymagająca solidnej rewitalizacji.

- Oczywiście nie można zapomnieć o Osi Stanisławowskiej, której historyczny układ do dziś jest widoczny w kompozycji miasta. Czy też o wspaniałych Łazienkach, Agrykoli czy Ogrodzie Krasińskich - mówi Łucarz.

Ozdobą naszego miasta są też parki: Skaryszewski, zaplanowany w swoistym stylu typowym dla projektów Szaniora, i Natoliński, pomyślany jako romantyczny.

- Niestety Park Natoliński jest zamknięty dla zwiedzających. Nawet ja, mimo profesji, kiedy chciałam go zobaczyć, musiałam składać wiele podań do różnych wysokich rangą osób, żeby się to udało – opowiada architekt.

I oczywiście ubolewa nad tym faktem, bo jeżeli ktoś chce poczuć atmosferę romantyzmu, musi jechać do Arkadii pod Nieborów. Ursynów, którego częścią jest park, sam cierpi na niedobór ogrodów. Oferuje raczej zieleń ukrytą na małych przestrzeniach. Tak jak i reszta Warszawy. Dzielnice mają swoje skwerki i parki, o których wiedzą niemal wyłącznie mieszkańcy okolicznych domów. Monika Łucarz uwielbia wyruszać na poszukiwania właśnie takich miejsc.

- Jak tylko o czymś usłyszę, zaraz jadę sprawdzić jak to wygląda, czy coś się dzieje. Szukam informacji, sprawdzam historię. Lubię to robić, bo w Warszawie zna się kilka kluczowych parków w centrum i zakątków z dzieciństwa, a przecież to nie wszystko – mówi architekt i postuluje stworzenie mapy warszawskich parków, choćby i tych najmniejszych.

 

Z Mokotowa na Wolę

 

Inne miejsce, charakteryzujące się podkreślonym przez rewaloryzację urokiem to Park Dreszera na Mokotowie. Ma złą sławę - przed wojną na jego terenie mieścił się cmentarz, zaś w ostatnich latach wystąpił w ponurym, agresywnym teledysku grupy Hemp Gru. Łucarz mówi o nim jednak w superlatywach.

– Jest przede wszystkim przyjazny mieszkańcom, idealny zarówno dla starszych ludzi, jak i matek z dziećmi, dużo kwiatów, fontanna, plac zabaw – wylicza zalety. I dodaje jeszcze, że nieopodal znajduje się kolejne ciekawe miejsce.

- Park Arkadia, przy Królikarni. Polecam go szczególnie w upalne dni z uwagi na dwa naturalne, otwarte zbiorniki wodne. Sam teren jest ładnie utrzymany, choć bardzo trudny ze względu na podskarpowe źródliska.

Jeżeli Mokotów znudzi się, pozostaje Wola.

- Moczydło zbudowane na gruzach ma urozmaiconą rzeźbę terenu, stawy, nowy plac zabaw, a w zasięgu spaceru są Park Szymańskiego i dalej, Sowińskiego. Razem tworzą unikatowy kompleks rekreacyjny – zachwala moja rozmówczyni.

Całkiem niedaleko znajduje się Centrum Handlowe z parkiem w nazwie.

- Podoba mi się jak inwestorzy wchodząc na teren zachowują w jakimś stopniu zastaną tkankę historyczną. Dobrze, kiedy próbują budować wokół tego skrawka tożsamość miejsca. To udało się właśnie w Wola Parku, gdzie do dziś przetrwał fragment ogrodów Ulrychów, najbardziej znanej warszawskiej rodziny ogrodniczej. Zadbano również o oznaczenie gatunków rosnącego tam starodrzewu – zachwyca się architekt.

Gdyby jeszcze udało się ożywić w nowoczesny sposób Park Szczęśliwicki.

- To miejsce z ogromnym potencjałem, są tu liczne jednogatunkowe grupy dojrzałych już drzew komponowane w bardzo ciekawy sposób. Po za tym sama rzeźba terenu mimo, że również powstała na śmieciach jest ogromną wartością. Działający tu już wyciąg narciarski jest dobrym kierunkiem do rozwoju tego miejsca jako pełnego dynamicznych sportów, licznych atrakcji, zaskakujących widoków.

- Chciałabym, aby powstało tu coś na miarę Parku Guell Gaudiego – zdradza Łucarz, nawiązując do popisowego dzieła katalońskiego architekta, urzekającego choćby poskręcanymi ławkami wyłożonymi barwną, porcelanową miazgą. Jej zdaniem na Szczęśliwicach powinno przybyć atrakcji dla wszystkich - tak, by można było gdzieś zajrzeć, na coś się powspinać, z czegoś pozjeżdżać. A do tego odważny układ alejek, kompozycje na planie koła, kwadratu, czy trójkąta. To wszystko naprawdę da się zrobić.

Życie Warszawy