Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Od Zbawiciela po Stare Bemowo

Dominika Więcławek 03-12-2009, ostatnia aktualizacja 10-12-2009 22:06

Urodził się w domu na Śródmieściu, dorastał na Pradze. Potem musiał się wynieść – jak mówi – z miasta na Bemowo. Jeden z najciekawszych polskich raperów, „Eldo”, opowiada o magii stolicy.

*Leszek „Eldo” Kaźmierczak lubi wracać na plac Zbawiciela
autor: Robert Gardziński
źródło: Fotorzepa
*Leszek „Eldo” Kaźmierczak lubi wracać na plac Zbawiciela

To będzie dobry dzień. W końcu zaczynam go na pl. Zbawiciela – mówi z uśmiechem Leszek Kaźmierczak. Znajduje chwilę na spacer, choć ostatnio jest mocno zapracowany. Obok nagrywania nowej płyty i współpracy z weteranami stołecznego rapu Włodkiem i Pelsonem w ramach projektu Parias przygotowuje się do sobotniego koncertu w klubie The Fresh. Ale jak tu zrezygnować z przejścia się w pobliżu ul. Sempołowskiej, skoro w domu stojącym przy niej artysta przyszedł na świat?

Złote lata

Co ciekawe, choć Śródmieście jest ważne, wspomnienia ze spędzonego tu dzieciństwa niemal się zatarły.

– Najlepiej pamiętam wyprowadzkę. Siedzę na palmie, wśród mebli na ciężarówce. Skręcamy z Sempołowskiej w aleję Wyzwolenia – opowiada artysta. Tę samą trasę przemierzał wcześniej w trakcie spacerów z mamą. Po przeprowadzce musiał wydeptać nową ścieżkę.

– Zamieszkaliśmy przy ul. Szwedzkiej, naprzeciwko zakładów Polleny. Mama pracowała w komisie w samym sercu Różyca – wspomina Leszek. Po szkole więc biegł na kultowy bazar. Jadł z mamą obiad, a potem grał w nogę z dzieciakami z Brzeskiej. To były „złote czasy”. Wówczas też przesiąkł miłością do miasta.

Babcia, rodowita warszawianka, podsycała uczucie swoimi historiami. Dla niej zresztą synonimem statusu było mieszkanie w alei Róż. Pewnie dlatego, gdy mijamy tych kilka domów, w których nie rozgościły się ambasady, „Eldo” wypatruje pustych lokali.

Ulice i stadiony

Ta sama babcia nigdy nie przestała używać starych nazw ulic. Niepomna PRL-owskich zmian żyła na Tłomackiem, ulicy, która znikła z mapy po zburzeniu getta żydowskiego.

– Dla mojej mamy z kolei jest to ul. Świerczewskiego. Ja lubię używać dawnych nazw jak Dw. Południowy czy pl. Napoleona – przyznaje i wspomina, jak taksówkarz chciał go sprawdzić i zapytał o adres PKiN. Dla „Eldoki” to nie tajemnica – róg Śliskiej i Bagno! Wie to każdy, kto oglądał serial „Dom”. Sam Leszek zna go na wyrywki, w końcu na perypetiach rodziny Talarów się wychował.

Szczeniackie lata to też pierwsze wyjścia na Legię. A przecież, co podkreśla sam artysta, klubem, który przewija się w dziesiątkach warszawskich powieści przed- i powojennych jest Polonia. – Jednak to na Legię zabrał mnie ojciec. Dlatego kibicuję właśnie jej – mówi i dodaje, że do Polonii nie czuje nienawiści, pozostaje mu obojętna.

Beton i rap

Choć „Eldo” uwielbia starą Warszawę, lwią część życia przyszło mu spędzić na Bemowie. Przyznaje, że miłośnik miejskich klimatów nie ma tu czego szukać.

– W kamienicy przed świętami wszyscy składali sobie życzenia, bo znali się od pokoleń. A na osiedlu? Zbieranina ludzi z całej Polski – mówi. Sam mieszkał pod numerem jeden, co było źródłem żartów.

– W komunalnych budynkach to były mieszkania dla cieci, stąd zawsze musiałem tłumaczyć, że jestem synem pułkownika, a to oficerski dom – przyznaje. Jemu trudno jest wskazać na Bemowie miejsca magiczne. Sentyment ma do starej części osiedla, tam chadzał na wagary i pierwsze randki. Tam też narodził się jego zespół Grammatik. Dziś to ważny rozdział historii rapu. Pierwszy występ jednak był komiczny.

– To było w klubie Remont. Zagraliśmy jeden utwór dzięki uprzejmości kolegów ze szkoły, Edytoriału. Zarapowałem jedną zwrotkę, dziewczyny z podwórka zaczęły piszczeć, a ja... zapomniałem tekstu – wspomina artysta. Jutro w The Fresh (ul. Wawelska 5, godz. 19, bilety 10 – 20 zł) to się nie wydarzy. Można za to liczyć na sporą dawkę dobrego rapu i emocji.

Życie Warszawy