Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Sercowe kłopoty premiera Zimbabwe

mrf 08-11-2012, ostatnia aktualizacja 08-11-2012 11:12

Kochliwość Morgana Tsvangiraia, premiera koalicyjnego rządu Zimbabwe, usiłującego od lat odebrać władzę prezydentowi Robertowi Mugabemu, może zniweczyć jego polityczną karierę.

60-letni były związkowiec Tsvangirai (na Zachodzie nazywany "zimbabweńskim Wałęsą") w przyszłym roku zamierza wystartować w wyborach prezydenckich, pokonać panującego od 1980 r. Mugabego (do 1987 r. rządził jako premier) i odebrać władzę, którą stary władca ukradł mu w 2008 r., fałszując wyniki poprzedniej elekcji.

Wybory w 2008 r. przerodziły się w urządzane przez bojówkarzy Mugabego pogromy zwolenników Tsvangiraia z opozycyjnego Ruchu na rzecz Zmian Demokratycznych (MDC). Zginęło w nich prawie 200 osób. Zwycięzcą wyborów parlamentarnych ogłoszono w końcu MDC. Tsvangirai wygrał też elekcję prezydencką, ale urzędnicy Mugabego sfałszowali wyniki i nakazali dogrywkę. Protestując przeciwko oszustwom i przemocy, Tsvangirai wycofał się z drugiej tury, oddając wygraną Mugabemu walkowerem.

Pod naciskiem przywódców Afryki i Zachodu w lutym 2009 r. Mugabe zgodził się podzielić władzą z Tsvangiraiem i powierzył mu stanowisko premiera. Liczył, że zrzuci na swojego wroga odpowiedzialność za ekonomiczny krach, do jakiego doprowadził jako prezydent, a także na to, że popierając Tsvangiraia, Zachód pomoże reanimować gospodarkę kraju.

Tsvangirai przetrwał trudny czas pokojowego współistnienia i w przyszłorocznych wyborach zamierzał wziąć rewanż na 88-letnim Mugabem. Sposobiąc się do wyborów, nie powstrzymał się jednak od niezliczonych romansów, które podważyły jego wiarygodność jako przywódcy, a dodatkowo mogą go wpędzić w tak wielkie finansowe kłopoty, że może w ogóle zostać wykluczony z elekcji.

We wrześniu stał się bohaterem obyczajowego skandalu, gdy sąd nie zezwolił mu na cywilny ślub z 35-letnią Elizabeth Macheką, twierdząc, że premier poślubił już wcześniej inną kobietę według prawa tradycyjnego.

Mężczyźni w Zimbabwe mogą mieć wiele żon, ale pod warunkiem, że poślubią je wyłącznie według prawa tradycyjnego. Prawo cywilne zezwala na posiadanie tylko jednej żony. Zawierając małżeństwo, trzeba się zdecydować, według którego prawa się to robi, i nie wolno zawierać związków w obu.

Tsvangirai przyznał, że zanim poznał Elizabeth, poślubił zgodnie z prawem tradycyjnym 40-letnią Locardię, ale po 12 dniach małżeństwa, w listopadzie zeszłego roku, ze sobą zerwali. Sędzia orzekł, że zanim Tsvangirai weźmie cywilny ślub z Elizabeth, musi się najpierw rozwieść z Locardią.

Na początku listopada Tsvangirai dogadał się z Locardią i zgodził się zapłacić jej prawie 300 tys. dolarów za zgodę na rozwód. Ugoda wprawiła w przerażenie partyjnych kolegów premiera. Tsvangirai nie jest bogaczem, jako związkowiec nie dorobił się majątku, a i jako premier nie zarabia fortuny - pensja ministrów w jego rządzie nie przekracza tysiąca dolarów. Nie ma nieruchomości do sprzedania ani udziałów w prosperujących przedsiębiorstwach.

Towarzysze Tsvangiraia martwią się, że zabiegając o pieniądze na zaspokojenie potrzeb swoich kobiet i wynagrodzenie krzywd tym, które porzucał, premier wda się w podejrzane interesy albo przyjmie pomoc z zagranicy, a Mugabe i jego partia ZANU-PF wykorzystają to, by go skompromitować, a nawet wykluczyć z wyborów. Zimbabweńskie prawo zabrania partiom politycznym otrzymywać finansowe wsparcie z zagranicy.

Finansowe tarapaty premiera jeszcze pogorszą przed wyborami jego reputację, mocno nadszarpniętą przez jego nieposkromioną słabość do kobiet, która wprawia w zakłopotanie jego współtowarzyszy.

Miłosne podboje Tsvangiraia zaczęły się zaraz po śmierci jego żony Susan (byli małżeństwem ponad 30 lat) w wypadku samochodowym w marcu 2009 r. Nie minął rok, a związał się z 22-letnią dziewczyną z Bulawayo, a kiedy ta zaszła z nim w ciążę, zerwał z nią i wyparł się ojcostwa.

Zimbabweńskie gazety twierdzą, że Tsvangirai miał niemal harem kochanek. Kiedy ostatnia z nich, Locardia wystąpiła do sądu, by zabronił premierowi cywilnego ślubu, do romansu z nim przyznała się też Nosipho Regina Shilubane z Republiki Południowej Afryki. Do schadzek z nią Tsvangirai wykorzystywał oficjalne wizyty rządowe w Pretorii, zabierał ją też na wakacje do Singapuru, Botswany i na Seszele, a w końcu obiecał ślub.

Tsvangirai publicznie przeprosił za swoje romanse zarówno swoich zwolenników, jak i kobiety, które porzucił. "Nie chciałem zrobić im krzywdy. Ale zanim spotkałem miłość mojego życia, musiałem poznać wiele kobiet. Zresztą czy zrobiłem coś złego? Nikogo nie zgwałciłem, nie uwiodłem nikomu żony. Moi wrogowie próbują zrobić ze mnie demona, a sami nie są aniołami" - oświadczył.

Grace, żona Roberta Mugabego, dwukrotnie od niego młodsza, nie miała jeszcze 30 lat i była jego sekretarką, gdy zaczął z nią romansować i spłodził dwójkę dzieci. Mugabe był wtedy żonaty z Sally Hayfron, która zmarła w 1992 r.

Tymczasem liczne romanse i wystawne życie nadwyrężyły mocno reputację Tsvangiraia, który w latach 90. był w Zimbabwe uwielbiany jako ludowy bohater.

"Czy poza luksusem i kobietami coś go jeszcze obchodzi? I czy ktoś, kto ma tak zły osąd sytuacji, nadaje się na przywódcę" - pytała w artykule wstępnym gazeta "Sunday Mail", a znany z ciętego języka i pióra dziennikarz i polityk Jonathan Moyo napisał, że Tsvangirai ma zamknięty umysł, za to wiecznie otwarty rozporek. Nawet sprzyjający Tsvangiraiowi dziennikarz i działacz praw człowieka Geoff Nyarota przyznał, że jeśli wrogowie premiera próbują go skompromitować, to on sam bardzo ułatwia im sprawę.

Wojciech Jagielski (PAP)

PAP

Najczęściej czytane