r e k l a m a

Zabazgrane mury

Michał Grochala,Natalia Bet 21-01-2010, ostatnia aktualizacja 22-01-2010 13:08

Zabytek czy nie – niszczą, co popadnie. Salon Warszawy stał się ulubionym miejscem wandali. Urzędnicy i straż miejska są bezradni.

Czytelnik „ŻW” Bartosz Żochowski dokumentuje na zdjęciach skalę dewastacji Traktu Królewskiego i jego okolic
autor: Bartosz Żochowski
źródło: Życie Warszawy
Czytelnik „ŻW” Bartosz Żochowski dokumentuje na zdjęciach skalę dewastacji Traktu Królewskiego i jego okolic
ul. Foksal
autor: Bartosz Żochowski
źródło: Życie Warszawy
ul. Foksal
ul. Foksal
autor: Bartosz Żochowski
źródło: Życie Warszawy
ul. Foksal

Trakt Królewski pretenduje do grona najznamienitszych zabytkowych arterii świata. – To jedna z najważniejszych tras historycznych w Warszawie. Myśli się o wpisanie jej na światową listę UNESCO, tymczasem te bazgroły psują jego wygląd – mówi Ewa Kominek, Społeczny Opiekun Zabytków.

Czytelnik „ŻW” Bartosz Żochowski podzielił się z nami sporą dokumentacją upstrzonych ścian z Traktu Królewskiego i jego okolic, którą zebrał w ciągu kilku miesięcy. Bazgroły pojawiły się m.in. na ścianie wyremontowanej kamienicy przy ul. Foksal 11, szpecą dom Bez Kantów oraz ulice Warecką, Ordynacką czy Kubusia Puchatka.

Władze Śródmieścia przyznają, że graffiti to problem nie tylko estetyczny. – Usuwamy wiele nielegalnych napisów z kamienic, które nam podlegają. Jednak w przypadku prywatnych i wspólnotowych nieruchomości jesteśmy bezradni. Nie możemy też przekazać pieniędzy na remont. Zabrania nam tego prawo – tłumaczy Urszula Majewska, rzeczniczka Śródmieścia.

W teorii właściciele mogą złożyć wniosek o dotacje na odrestaurowanie zabytkowych elewacji. W praktyce niewiele osób to robi. – Zgłaszają się głównie osoby zainteresowane remontem całościowym obiektu. Na samo zamalowanie graffiti mało kto się decyduje – mówi Anna Naruszewicz z Wydziału Zabytków Architektury i Urbanistyki z biura stołecznego konserwatora zabytków.

Wobec chuligańskich napisów ręce rozkłada też straż miejska. W 2009 roku w całym mieście jej funkcjonariusze interweniowali w sprawie nielegalnych napisów 246 razy. Jednak wystawili tylko trzy mandaty i pouczyli 15 osób. – Jeśli sprawców nie złapie się na gorącym uczynku, to później trudno jest ich ująć. Często zastajemy jedynie zniszczoną elewację – przyznaje Jolanta Borysewicz ze straży miejskiej.

Eksperci od systemów antygraffiti przekonują, że za obecność obskurnych napisów często odpowiadają sami właściciele oszczędzający na zabezpieczeniach. – Koszt pokrycia ścian to ok. 40 zł za mkw., taka powłoka zabezpiecza tynk na kilkanaście lat. Mimo to wciąż niewiele osób decyduje się na taki wydatek, choć jest to tańsze niż regularne odnawianie elewacji – mówi Wojciech Sowiński z firmy Coverax Akces, zajmującej się sprzedażą preparatów antygraffiti.

Artyści graffiti przekonują natomiast, że wandali motywują bałagan w przestrzeni publicznej oraz wszechobecne reklamy i billboardy. – Widząc to, młodzi ludzie myślą, że skoro ktoś inny może zawłaszczyć część przestrzeni publicznej, i to w dodatku legalnie, za pieniądze, sami też mogą tagować, gdzie popadnie – tłumaczy Dariusz Paczkowski z grupy 3fala.art.pl.

– Może zamiast pakować setki tysięcy w monitoring i zabezpieczenia, miasto powinno stworzyć więcej miejsc do legalnego malowania, takich jak rondo Wolnego Tybetu? – dodaje.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy