Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Borowanie bez łez

Ewa Zwierzchowska 25-01-2010, ostatnia aktualizacja 25-01-2010 00:12

W XXI wieku leczenie zębów nie musi już boleć. Nowoczesne metody pozwalają na uniknięcie niemiłych wspomnień.

Czy wiertła odchodzą do lamusa?
źródło: www.sxc.hu
Czy wiertła odchodzą do lamusa?

– Do końca życia nie zapomnę tego przeszywającego bólu – opowiada Wiktoria Pawlak. – Wciąż nie mogę wymazać z pamięci strachu, który towarzyszył mi w dzieciństwie przy każdej wizycie u dentysty. Lekarka nie zwracała w ogóle uwagi na moje samopoczucie, tylko wierciła aż do skutku. Nie zauważała moich łez płynących gęsto po policzku – mówi pani Wiktoria. – Dlatego teraz, gdy jestem już dorosła, korzystam tylko z usług dentystów oferujących znieczulenie. I to nie standardowe, "w zastrzyku", ale specjalnego, przy pomocy urządzenia. Dziąsło ostrzykuje się malutką igłą, dzięki czemu nie ma efektu "paraliżu" twarzy przez pół dnia – podkreśla.

Najważniejsza profilaktyka

Strach u dentysty już przeszłość. Gabinety stomatologiczne proponują coraz bardziej wyszukane metody bezbolesnego leczenia zębów.

– Dziś na fotelu dentystycznym nie ma prawa nic boleć. Jeśli mamy takie doświadczenia, proponuję zmienić lekarza – podkreśla lek. stom. Agnieszka Sicińska, dyrektor medyczny Centrum Stomatologicznego Eurodental.

Jednak jak wynika ze statystyk, ponad połowa osób regularnie korzystających z gabinetów stomatologicznych odczuwa niepokój przed wizytą u dentysty. – Reszta, ze strachu przed bólem, odkłada ją na ostatnią chwilę. To błędne koło – tłumaczy Sicińska.

– Jeśli ktoś chce uniknąć bólu podczas leczenia zębów musi przede wszystkim nauczyć się o nie dbać. A więc poza codzienną higieną powinniśmy regularnie odwiedzać gabinet stomatologiczny, aby nie dopuścić do próchnicy. A jeśli się pojawi, jak najwcześniej zacząć leczenie – podkreśla Agnieszka Sicińska. – Najlepiej pójść do lekarza wtedy, gdy bakterie wywołujące próchnicę nie zdążą jeszcze przeniknąć do miazgi. To część zęba, do której docierają naczynia krwionośne oraz zakończenia nerwów. To właśnie ona reaguje bólem na wszystkie bodźce: zimny płyn, słodki cukierek, a przede wszystkim na wiertło dentysty – dodaje.

Borowanie zębów może być bezbolesne i nie musi być wykonywane ze znieczuleniem. Pod warunkiem, że ubytki są płytkie. Jeśli dziurka jest większa, trzeba wytoczyć cięższe działa.

Sprytne wiertełka

Najskuteczniejszą metodą czyszczenia ubytków jest borowanie. – Wiertło precyzyjnie wycina zaatakowaną przez próchnicę zębinę niezależnie od wielkości i lokalizacji ubytku. Niestety, ma jedna wadę: sprawia ból. Wiertło, poruszając się z ogromną prędkością, wytwarza bowiem wysoką temperaturę, która rozgrzewa tkanki zęba – wyjaśnia stomatolog.

Większość gabinetów stomatologicznych dysponuje dobrym sprzętem, dzięki czemu wiele zabiegów udaje się przeprowadzić bezboleśnie. – Wystarczy maszyna do borowania z dopływem wody lub możliwość skierowania na leczony ząb strumienia zimnego powietrza tak, aby pacjent nie odczuwał silnego bólu na skutek np. przegrzania miazgi pod wpływem borowania. Dzięki urządzeniom odsysającym ślinę dentysta nie musi umieszczać w ustach pacjenta wałków ligniny – opowiada Agnieszka Sicińska.

– Także wiertła dentystyczne stają się coraz bardziej przyjazne. Niedawno w Holandii skonstruowano nową odmianę tego narzędzia – igłę plazmową składającą się z 50–milimetrowego przewodu wolframu, przez który przechodzi iskra zabijającą bakterie. Plazmowe wiertło nie sprawia żadnego bólu – dodaje. Niestety, na takie rozwiązanie musimy jednak trochę poczekać.

Wielkie nadzieje wiążą się też z czyszczeniem zębów za pomocą wiązki jonów. – Uwalniają się w wyniku przepuszczenia przez parę wodną światła lasera. Niszczą one bakterie, nie uszkadzając struktury zęba. Niestety, ta metoda jest jeszcze w powijakach – opowiada Agnieszka Sicińska.

Ozon raz, proszę

Nowością w polskich gabinetach jest za to leczenie ozonem. Gaz ten ma działanie dezynfekcyjne i potrafi skutecznie niszczyć zarazki. Przed zabiegiem powierzchnię leczonego zęba trzeba dokładnie oczyścić i uszczelnić jednorazowym kapturkiem z silikonu. Dentysta wpuszcza gaz pod kapturek, który w ciągu kilkudziesięciu sekund likwiduje bakterie. Z terapii ozonem mogą jednak korzystać tylko te osoby, które mają małe ubytki.

Niektóre gabinety proponują usuwanie próchnicy przy użyciu silnego, zogniskowanego strumienia powietrza, zmieszanego ze specjalnym piaskiem. – Zawiera on tlenek glinu, który ma właściwości ścierne. Ten sposób usuwania próchnicy grozi jednak powstaniem nadwrażliwości zębów – ostrzega Sicińska.

Do wyboru jest też leczenie laserem. – Usuwanie próchnicy taką metodą wymaga nie tylko odpowiedniego sprzętu, ale i sporych umiejętności lekarza, który nim się posługuje. Można zrobić więcej szkody niż pożytku. Wystarczy chwila nieuwagi lub nieostrożny ruch, a wiązka światła, tak jak ostre narzędzie, może uszkodzić zdrowe szkliwo. Nawet Amerykanie, którzy te metodę stosują już od kilkunastu lat, są powściągliwi i ostrożni – wyjaśnia Sicińska.

Laser nie nadaje się do zębów, w których już wcześniej założono plombę. – Może pozostawić też na szkliwie ciemne przebarwienia – dodaje. Laser daje za to znakomite rezultaty w przypadku wybielania. Efekty są widoczne natychmiast i to przez długi czas – podkreśla stomatolog.

Żelem w dziurę

Jeśli pacjent nie może poddać się tradycyjnemu leczeniu, bo np. boi się zastrzyków, warto skorzystać z metod, które nie wymagają borowania.

Sprawdzają się one tylko w przypadku minimalnych ubytków i przy leczeniu zębów mlecznych. – Metody te bywają bezbolesne, ale pacjenci określają je jako nieprzyjemne. Stomatolodzy nie polecają takiego zabiegu ze względu na brak możliwości pełnej kontroli nad bezpiecznym jego przebiegiem – mówi Agnieszka Sicińska. – Miejsce próchnicy lekarz pokrywa kroplą żelu, który zmiękcza zdemineralizowaną zębinę, a po kilku minutach zeskrobuje chore tkanki. Czynności powtarza się do całkowitego oczyszczenia zęba. Potem zakłada się opatrunek albo plombę. Często jednak nie obywa się bez wiertła, np. aby oczyścić trudno dostępne miejsca – opowiada stomatolog.

Nowoczesna strzykawka

W nowoczesnych gabinetach są też systemy WAND pozwalające na znieczulenie bez użycia tradycyjnej strzykawki i igły. – Nasi pacjenci zamiast strzykawki wolą widzieć w ręku lekarza przyrząd podobny do długopisu. Zakończony jest cieniutką igłą, dzięki której ukłucia praktycznie się nie czuje. Technika podawania znieczulenia za pomocą WAND, jest sterowana komputerowo i dzięki temu środek znieczulający trafia w dziąsło ze stałą szybkością. Doskonałe metody znieczuleń sprawiają, że podczas borowania zębów naprawdę nie czuje się bólu – wyjaśnia Agnieszka Sicińska.

A może w uśpieniu?

Dla osób, które panicznie boją się bólu u dentysty pozostaje jeszcze metoda sedacji. – Zabiegi stomatologiczne w sedacji głębokiej w gabinecie stomatologicznym wykonuje się tylko zdrowym pacjentom. Chory musi zostać zakwalifikowany przez lekarza anestezjologa, który oceni jego stan zdrowia i zleci odpowiednie badania – opowiada Agnieszka Sicińska. – W sedacji głębokiej pacjent śpi i nic później nie pamięta, ale zachowuje odruchy obronne, np. może kasłać. Ilość leków jest dostarczana w taki sposób, że sen jest płytki – dodaje.

W czasie zabiegu w sedacji głębokiej lub w narkozie obecny jest zespół anestezjologiczny złożony z lekarza anestezjologa i pielęgniarki anestezjologicznej. Taki rodzaj znieczulenia stosowany jest m.in. podczas zabiegu wszczepiania implantów. – Jeśli jednak anestezjolog nie widzi przeciwwskazań, taki zabieg można zastosować u pacjenta z dentofobią, czyli chorobą wywołującą paraliżujący strach przed dentystą – wyjaśnia stomatolog.

Znieczulenie ogólne różni się od sedacji tym, że pacjent śpi na tyle głęboko, iż przestają funkcjonować odruchy obronne. Takie znieczulenie wykonuje się wyłącznie w warunkach szpitalnych podczas skomplikowanych zabiegów stomatologicznych.

Chcesz przeczytać więcej o zdrowiu, urodzie i modzie? Przejdź do serwisu uroda.zyciewarszawy.pl

uroda.zyciewarszawy.pl