Mam swoje blizny
Amerykańska skrzypaczka i performerka, która wystąpi dziś wieczorem w Progresji, daje proste recepty na osiągnięcie życiowej równowagi i nawołuje do kobiecej solidarności. Z Emilie Autumn rozmawia Anna Kilian.
Pogoda u nas prawdziwie zimowa. Jak się pani czuje, gdy wokół tyle śniegu?
Emilie Autumn: Bardzo mi to odpowiada. Nie przepadam za upałami. Choć wydaję się żywym srebrem, zima dobrze koresponduje z moim wnętrzem. W końcu repertuarowo balansuję pomiędzy klasyką a rockiem, zaś na scenie między byciem przerażającą a zabawną. Wyglądam na zwariowaną, ale potrzebuję równowagi, także w muzyce.
Jakie ma pani sposoby na uzyskanie tej równowagi?
Ludzie na ogół mają skłonność do działań ekstremalnych i sięgania po lekarstwa. A warto najpierw zrobić coś na pozór tak głupiego jak próba spisania na kartce dziesięciu rzeczy, które nas uszczęśliwiają, a potem zrobić wszystko, by zaistniały w naszym życiu. Czasem wystarczy, że zjem pyszne lody we wspaniałej kąpieli z pianą, i jest mi dobrze. Trzeba się też pogodzić z tym, że prędzej czy później każdy z nas będzie musiał przeżyć jakiś mroczny okres w swoim życiu, kiedy poczuje, że nie ma dla niego wyjścia z danej sytuacji. I generalnie bardzo ważne jest, by otaczać się miłymi ludźmi. W moim przypadku – na scenie i podczas trasy koncertowej. Mam szczęście, ponieważ dziewczyny z mojego zespołu Bloody Crumpets są moimi najlepszymi przyjaciółkami.
Przyjaźni się pani też z mieszkającym w Polsce skrzypkiem Nigelem Kennedym...
To wspaniały muzyk, którego uwielbiam od czasu studiów. Kiedyś do mnie zadzwonił i powiedział, że mój album jest fenomenalny. Później się poznaliśmy. Mamy wiele wspólnego. Na przykład oboje jesteśmy indywidualistami. Za to zresztą moi uniwersyteccy profesorowie go nienawidzili. Mnie również.
Czy już na studiach interesowała się pani psychologią?
Raczej psychiatrią. Interesuje mnie ta dziedzina i związana z nią terapia lekami. To ciekawe, jak niewiele – od czasów wiktoriańskich – zmieniły się sposoby leczenia chorób psychicznych. Wiem o tym dobrze, bo byłam już w szpitalu psychiatrycznym. Cierpię na depresję dwubiegunową i skłonności samobójcze, z którymi wiąże się samookaleczanie. To, co można przeczytać w mojej autobiografii „The Asylum for Wayward Victorian Girls“, to wszystko prawda. Mam swoje blizny. Doświadczenia nauczyły mnie, że za wszelką cenę należy unikać toksycznych sytuacji.
To bardzo trudne. Jak to zrobić?
Większość niezdrowych sytuacji powodują mężczyźni. To oni zakłócają równowagę w świecie. Chociaż nas, kobiet, jest więcej, żyjemy w patriarchalnych społeczeństwach. Tylko dlatego, że mężczyźni sprawują nad nami władzę siłą mięśni. Mianowali się klasą rządzącą na Ziemi. Trudno o bardziej chorą sytuację. Kobiety znajdują się w niebezpieczeństwie już od momentu otwarcia oczu rankiem. Musimy koncentrować się na przetrwaniu. Robimy to od setek lat i dlatego jesteśmy w tym dobre, udaje się nam. Oglądam relacje z Haiti i jestem wściekła, kiedy pokazuje się mężczyzn wyrywających jedzenie kobietom i dzieciom, tratujących słabszych od siebie. Gdyby dystrybucję żywności powierzono Haitankom, sytuacja nie byłaby tak tragiczna.
A więc ukute kilkanaście lat temu hasło „Girl Power“ jest według pani wciąż nośne?
Kobiety muszą zrozumieć, że każda z nas ma swój głos i ma prawo mówić to, co jej się podoba. Ma prawo nie dać się wtłoczyć w społeczne oczekiwania – ja na przykład nie zamierzam nigdy mieć dziecka. Nie potrzebujemy mężczyzn, by być szczęśliwe. Musimy nauczyć się żyć tak, by było nam dobrze samym. Jesteśmy doskonałe jako kobiety. Wielbijmy siebie i bądźmy dla siebie dobre, bo tylko na siebie możemy liczyć. Mocno wierzę w ideę kobiecej solidarności. Wyrażenie „jak dziewczyna” jest uważane za pejoratywne, więc uświadommy mężczyznom, co ono naprawdę oznacza. Na przykład „walczyć jak dziewczyna” znaczy – bez miłosierdzia, brutalnie i do śmierci.
Kim jest?To artystka wszechstronna i utalentowana w wielu dziedzinach. Od czwartego roku życia gra na skrzypcach – barokowych i elektrycznych – a także na altówce, fortepianie i klawesynie. Ponadto śpiewa, komponuje, aranżuje, pisze i wydaje poezję. Opublikowała dwie książki: „The Alphabet of Ex-Boyfriends” i w ubiegłym roku – niezwykle udaną pod względem literackim autobiografię „The Asylum for Wayward Victorian Girls”. Jej dyskografia obejmuje sześć albumów. Gościnnie wystąpiła m.in. na płycie Courtney Love „America’s Sweetheart”. Miesza style muzyczne, najchętniej klasykę z elektroniką, metalem i industrialem. Jej sceniczne występy to barwne i pikantne, burleskowo-kabaretowe widowiska.
Koncert Emilie Autumn – Progresja, ul. Kaliskiego 15a, tel. 22 683 75 42 wtorek, godz. 20 bilety 69 zł
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook