r e k l a m a

Zmarł Jerzy Turek

Jolanta Gajda-Zadworna 14-02-2010, ostatnia aktualizacja 16-02-2010 20:36

Trener drugiej klasy wyśpiewujący w „Misiu” do szafy: „Łubu, dubu....” i listonosz Józef z telenoweli „Złotopolscy”. Dzięki tym rolom Jerzy Turek na długo zostanie w pamięci widzów.

Jerzy Turek (1934 – 2010) grał zwykłych ludzi: z ich śmiesznostkami, słabościami i ciepłem, które zyskiwało sympatię widzów. Aktor zmarł w niedzielę wieczorem
autor: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
Jerzy Turek (1934 – 2010) grał zwykłych ludzi: z ich śmiesznostkami, słabościami i ciepłem, które zyskiwało sympatię widzów. Aktor zmarł w niedzielę wieczorem

Niepozorny, sympatyczny człowiek. Głównie w takich postaciach go obsadzano. Role, wydawałoby się, banalne, bez fajerwerków, a mimo to nadawał im niepowtarzalny rys. Ciepły, przyjazny, swojski.

Trudno sobie wyobrazić telenowelowe Złotopolice bez listonosza Józefa. Trochę zahukanego, jakby w drugiej linii, a jednak – dzięki wykonywanej profesji – znakomicie poinformowanego.

Kiedy rok temu Jerzy Turek przeszedł udar mózgu i gdy coraz mocniej niedomagało jego serce, sekundowały mu rzesze fanów. Słali listy, życzyli zdrowia.

Nie udało się. Jerzy Turek dołączył do kochanych przez widzów kolegów z planu: Henryka Machalicy, ekranowego seniora rodu Złotopolskich – Dionizego, który odszedł najwcześniej; Eugeniusza Priwieziencewa (organisty Pereszczaki) i Leona Niemczyka (jankeskiego Emila Gilewskiego).

Był czwartym wyrazistym ogniwem tego dopełniającego się czworokąta złotopolskich męskich charakterów. Zmarł w niedzielę. Miał 76 lat.

Swój chłopak na ekranie

Zdecydowanie nie fizjonomia amanta wprowadziła go do filmowej i teatralnej gry. Urodził się 17 stycznia 1934 roku w Tchórzowej. Miał dobre ludowe pochodzenie i wolę grania. W 1958 roku ukończył warszawską PWST.

Na dużym ekranie zadebiutował epizodem w słynnej „Eroice” Andrzeja Munka. W czołówce jego nazwisko nie występuje, ale uważny widz dostrzeże postać powstańca-wartownika o rozpoznawalnych, niezmiennie budzących sympatię rysach.

Potem los zetknął go z Kazimierzem Kutzem. W debiutanckim „Krzyżu Walecznych” tego reżysera Turek zagrał postać dramatyczną, szeregowca Franka Sochę, który wykazawszy się bohaterstwem, otrzymuje tytułowe odznaczenie i wiąże z nim nadzieję na poprawę pozycji w rodzinnej wsi. Przeżywa jednak szok, bo zastaje tylko zgliszcza.

Naiwnym poczciwiną, ale w wersji komediowej, był za to bohater filmu Tadeusza Chmielewskiego „Gdzie jest generał?”. Turek zagrał rozbrajająco fajtłapowatego frontowego amanta Armii Ludowej . Jako szeregowiec Wacław Orzeszko partnerował popularnej wówczas Elżbiecie Czyżewskiej. W mundurze wystąpił także w serialu „Czterej pancerni i pies” Konrada Nałęckiego. Tu też był prostolinijnym swojskim chłopakiem Józkiem Szawełłą.

Mocny bit i pean od szafą

Komediowe talenty Jerzego Turka zaczęli wykorzystywać i inni reżyserzy. Jerzy Passendorfer w „Mocnym uderzeniu” dał mu podwójne zadanie – u boku Magdaleny Zawadzkiej zagrał łudząco do siebie podobnych młodych mężczyzn: stającego na ślubnym kobiercu Kubę oraz bigbitowego gitarzystę Johnny’ego Tomalę. W telewizyjnym cyklu „ Opowieści niezwykłe” – filmie „Ja gorę!” Janusza Majewskiego – wcielił się w ducha nieszczęsnego szlachcica Pogorzelskiego herbu „Krzywda”.

Tadeusz Chmielewski w „Nie lubię poniedziałku” zaproponował mu rolę zaopatrzeniowca Bączyka z Sulęcic. A Sylwester Chęciński w „Nie ma mocnych” zobaczył w nim milicjanta Frania. W końcu Jerzy Turek trafił do Stanisława Barei i w „Misiu” wcielił się w trenera II klasy Wacława Jarząbka.

Wygłosił tam pamiętne przemówienie do szafy: „Czasem, aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu Tęcza. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja, Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!”.

Pytany o postać Jarząbka mówił: „Kiedy dostałem tę rolę, pomyślałem: głupi Stasiek, wymyślił jakiegoś idiotę śpiewającego do szafy. Ale prawdą jest, że w życiu takich ludzi spotyka się mnóstwo”.

Scena przeszła do historii kina, a postać Jarząbka powróciła na ekran m.in. w „Rozmowach kontrolowanych” Chęcińskiego i w „Rysiu” Stanisława Tyma.

U Barei Jerzy Turek zagrał jeszcze w „Alternatywach 4”.

Scena to profesjonalizm

Niewątpliwie to filmowe role zapewniły mu sympatię widzów, ale on sam wyżej cenił teatr. Mówił, że „film to lipa“, nawet amator może w nim wystąpić, ale zagrać 200 przedstawień tak samo, to jest profesjonalizm. Na scenie zadebiutował w 1958 roku. Zagrał Teodora Rousseau w sztuce „Lato w Nohant” według Jarosława Iwaszkiewicza. Spektakl wystawiono w Teatrze Ziemi Opolskiej w Opolu.

Grał też w stołecznych teatrach: Polskim, Narodowym, Rozmaitości i Kwadracie. I, co z rozrzewnieniem wspominają wielbiciele estradowych point, był związany z warszawskim kabaretem Owca, założonym w połowie lat 60. przez Jerzego Dobrowolskiego.

Życie Warszawy