Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jak turyści przejęli statek od wojska

Konrad Majszyk 25-03-2011, ostatnia aktualizacja 25-03-2011 14:23

Sztokholm: miasto, które unosi się na wodzie. Żeby je poznać, można zakwaterować się na pokładzie XIX-wiecznego żaglowca zacumowanego tuż obok Starego Miasta

źródło: materiały prasowe

Na brzegu małej wyspy Skeppsholmen cumuje 128-letni szkuner „Af Chapman“. Wyspa jest połączona z resztą miasta tylko wąskim drewnianym mostem. To właśnie tutaj mieści się schronisko młodzieżowe na falach. Przez bulaje rozciąga się widok na Gamla Stan, czyli Stare Miasto.

Nie poszedł na żyletki

Strzelające w niebo maszty i iluminowana nocą sylwetka żaglowca są powielane na pocztówkach. Już na stałe wpisały się w panoramę Sztokholmu.

Statek został zbudowany w Wielkiej Brytanii w latach 1885 – 1888 jako towarowy żaglowiec „Dunboyne“. Od 1915 roku przeszedł pod szwedzką banderę i został przechrzczony na „G.D. Kennedy“. Od 1923 roku pełnił rolę statku szkolnego szwedzkiej marynarki wojennej, już pod nazwą „Af Chapman“. Wycofany ze służby  w 1937 roku powinien pójść na żyletki, ale został ocalony przez Sztokholmskie Muzeum Miejskie, które zamieniło go w hostel.

Przez 50 lat turyści statek nieco zadeptali. To dlatego w 2008 roku przeszedł gruntowną renowację w bazie marynarki wojennej. Wąskie schody i korytarze pod pokładem nie były przeszkodą w pełnym dostosowaniu 75-metrowego statku do potrzeb niepełnosprawnych. Schodząc pod pokład, za każdym razem zastanawiałem się: – Jak oni, u licha, wcisnęli tutaj windę?!
 Spać można w kajutach na statku, ale na posiłki trzeba schodzić na ląd – do stołówki w dawnej XVIII-wiecznej przechowalni drewna dla pałacu królewskiego. Tutaj znajdują się też recepcja, świetlica, kuchnia dla gości i liczne pokoje dla „szczurów lądowych“, którym nie w smak mieszkanie na falach.

Z pokładu do muzeum

Żaglowiec „Af Chapman“ stoi na nabrzeżu obok Muzeum Sztuki Współczesnej. Przez wąziutki most Skeppsholmsbron, po którym hybrydowe miejskie autobusy jeżdżą wahadłowo, idziemy w stronę Gamla Stan. Miejsce do dziś zachowało średniowieczny charakter. Labirynt wąskich uliczek tętni życiem nawet zimą, kiedy wieje przejmujący wiatr znad zatoki.

Z naszego statku mamy blisko na uroczą spokojną wysepkę Kastellholmen, gdzie mieści się baza wojskowa. Stąd widać Djurgarden, czyli dawny królewski teren łowiecki. Na planie Sztokholmu to wielka zielona plama, na którą całkowity zakaz wstępu mają deweloperzy. Tutaj rozciąga się też najstarsze muzeum na wolnym powietrzu na świecie: połączenie skansenu, zoo i safari.

Także w tym miejscu znajduje się lunapark Grona Lund, którego początki sięgają XVIII wieku. Hitem tego miejsca jest konstrukcja Fritt Fall, dzięki której możemy spadać w dół z prędkością ponad 100 km/godz. Obserwując to miejsc z Kastellholmen, pomyślałem, że mało wylewni Szwedzi bawią się bardzo cichutko. Okazało się, że wielkie wesołe miasteczko jest zamknięte. Wielkie otwarcie już za dwa tygodnie.

Większość atrakcji Sztokholmu ma związek z wodą. Z Kastellholmen w oczy rzuca się dziwaczny budynek Muzeum Okrętu „Waza“, w środku którego znajduje się żaglowiec zwodowany w 1628 roku na rozkaz króla Gustawa II Adolfa. Niestety, już pierwszy rejs w 1628 roku zakończył się katastrofą.

Szwedzi wyłowili statek w 1961 rok i od tego czasu przekuli porażkę w sukces. W imponującym multimedialnym muzeum można dowiedzieć się o czasach „Wazy“, a także o XVII-wiecznych wojnach z Polską.

Masz dość zabytkowych statków? Przy nabrzeżu Stadsgardsieden w dzielnicy Sodermalm znajduje się podobny do lotniskowego terminal, z którego odpływają na koniec świata luksusowe statki wycieczkowe. Kupujesz bilet i… zmieniasz klimat.

Sztuka w metrze

Liczne atrakcje zadbanego, urzekającego Sztokholmu zapełniają setki stron przewodników. Ale są też inne atrakcje. W czasie weekendowego pobytu odkryłem dużą radość z przebywania… pod ziemią. Tam po czułem się jak człowiek pierwotny, a zarazem koneser sztuki.

Jak to możliwe? Metro w Sztokholmie, czyli Tunnelbana, to trzy linie, które zbiegają się w centrum miasta, a każda rozwidla się na obrzeżach jak wąsy wikinga. 

Blisko 1/3 ze sztokholmskich przystanków metra zostało wykutych w skale. W Tunnelbanie ściany są tylko z grubsza ociosane, przez co pasażer ma wrażenie, jakby znajdował się w prehistorycznej grocie.

Projektanci całkowicie odeszli od obowiązujących standardów. Ściany i stropy stacji szwedzkiego metra oddano 70 artystom z różnych krajów. W efekcie zdobią je malowidła, a w korytarzach, na peronach i przed wejściami spotkamy rzeźby, posągi i mozaiki.

zyciewarszawy.pl