Czeskie marionetki lecą do Chin
Spejbl i Hurvinek, ojciec i syn, najpopularniejsze postaci czeskiego teatru lalek, zbierają coraz więcej fanów na Facebooku. Inne drewniane marionetki z praskich manufaktur podbijają Amerykę i Azję. Za „Baracka Obamę” czy „Władimira Putina” trzeba zapłacić kilkaset dolarów.
Ulica Karlova w Pradze. Mała, wybrukowana, z piwnymi ogródkami, gdzie co chwilę słychać odgłos kufla uderzanego o kufel. Piwne toasty przerywane są tylko wtedy, gdy na stole pojawia się jedzenie i biesiadnicy zabierają się za knedliki - bułczane, ziemniaczane, na słodko, na ostro, z orzechami, śliwkami, w najróżniejszych sosach. Ze sklepowych witryn na Starym Mieście gapią się na nich czarownice, królowie, klauny, księżniczki, pomarszczone babcie, przybrani w loki arystokraci i groźnie zerkający wikingowie.
Kto ożywi króla i błazna
Ja wypatruję Spejbla i Hurvinka. Te marionetki z lipowego drewna, z dużymi oczami i nieco odstającymi uszami towarzyszą już drugiemu pokoleniu Czechów.
Spejbl był pierwszy, bo pojawił się na scenie teatrzyku już w 1920 roku. Tchnął w niego życie lalkarz Josef Skupa. Pięć lat później dołączył do niego syn - Hurvinek, wyrzeźbiony przez Karela Noska. Obie lalki towarzyszyły więc naszym sąsiadom w różnych momentach historii i do tej pory im się nie znudziły. Na ich przedstawienia w praskim teatrze w dzielnicy Dejvice przychodzą całe rodziny. Dzieci bawią zabawne historyjki ożywionych lalek, a dorośli dopatrują się w nich karykatur byłych i dzisiejszych polityków. Kukiełki i ich facecje nie starzeją się, ostatnio przeżywają nawet wzrost popularności. Mają swój profil na portalu społecznościowym Facebook. "Zapraszamy tu wszystkich, którym Spejbl i Hurvinek towarzyszyli w czasie socjalizmu w Czechosłowacji" - napisali założyciele profilu.
Pociągnij za sznurki prezydenta
Maria Ploteny ze sklepu przy ul. Karlovej podpowiada mi, że nie tylko ojciec i syn trafili do internetu. Swój profil na Facebooku ma także inna czeska marionetka - Kasparek. - Ten błazenek jest bardzo pogodny i mądry. Dzieci bardzo go lubią, bo radzi sobie w każdej sytuacji. Marionetki są dziś naszymi eksportowymi hitami. Stały się ulubioną pamiątką z Czech - mówi Maria.
Kukiełki nie należą jednak do najtańszych souvenirów. Za małą laleczkę trzeba zapłacić około 60 zł. Ceny rosną wraz ze wzrostem marionetek. A te najdroższe kosztują nawet kilka tysięcy złotych. To robione na specjalne życzenie lalki o twarzach znanych postaci. Furorę robią sterowani sznurkami prezydent USA Barack Obama i premier Rosji Wladimir Putin. Za takie lalki trzeba zapłacić blisko po 800 dolarów.
- Ale czescy artyści mogą też wyrzeźbić marionetki np. z twarzami rodziców, dzieci czy przyjaciół. Wystarczy dostarczyć nam ich zdjęcia. Czas wykonania takich marionetek to około trzy tygodnie. Wszystkie robione są ręcznie - mówi mi pracownica jednego z internetowych czeskich sklepów specjalizujących się w sprzedaży marionetek. Kto najczęściej kupuje lalki? - Najwięcej wysyłamy ich do Rosji, Ameryki, a od kilku miesięcy także do Chin. To pewnie dlatego, że tysiące Chińczyków odwiedza ostatnio Pragę...
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Licencjonowanie
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook