Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jaka kultura w mieście

Izabela Kraj 30-03-2012, ostatnia aktualizacja 30-03-2012 23:12

Warszawa ma strategię rozwoju kultury. Niebezpieczną dla decydentów

Nowy Teatr na Mokotowie dla Krzysztofa Warlikowskiego, remont Teatru Powszechnego, siedziba dla  Sinfonii Varsovii na Pradze, budowa Muzeum Pragi, nowa nagroda literacka czy plan sprowadzenia do stolicy na zimę Ośrodka Praktyk Teatralnych Gardzienice.

I wydawane przez stołeczny samorząd co roku na imprezy, koncerty, muzea, teatry czy domy kultury blisko 3 procent budżetu miasta. To wkład ekipy Hanny Gronkiewicz-Waltz dla miejskiej kultury.  Z jednej strony.

Z drugiej są nasilające się krytyczne opinie środowiska artystycznego, zwłaszcza ostatnio – teatralnego o braku polityki kulturalnej, arogancji stołecznych urzędników, zabijaniu tradycyjnych warszawskich scen czy niezrozumiałej polityce kadrowej ratusza.

Rzeczywiście w ostatnich latach nietrafionych personalnych nominacji w teatrach było sporo. Wieloletni dyrektor Teatru Ochoty Tomasz Mędrzak o dymisji dowiedział się z mediów. Teatr miał się stać pierwszą placówką oddaną w zarząd organizacji pozarządowej. Ale najpierw kierowała nim księgowa, dziś na razie tylko nieliczni wiedzą, co na tej scenie się dzieje.

Teatr Studio miał ożywić najpierw Bartosz Zaczykiewicz, później Grzegorz Braal. Polegli obaj. Po nich nadchodzi czas Agnieszki Glińskiej.

Pomysłu nie ma natomiast na Teatr Dramatyczny, który za Pawła Miśkiewicza stał się bardziej sceną laboratoryjną niż zespołowym teatrem z tradycjami. Grzegorz Jarzyna nie chce się podjąć dyrektorowania scenie w PKiN.

Najlepszym chyba strzałem personalnym ekipy z ratusza było sprowadzenie do Teatru Na Woli Tadeusza Słobodzianka.  Ale to wciąż za mało, by powiedzieć, że Hanna Gronkiewicz-Waltz wie, czego chce, i ma szczęśliwą rękę do kultury. Paradoksalnie najlepiej radzą sobie ci, których pomysły ratusza nie dotykają. Swój poziom od lat trzymają Teatr Współczesny, Roma czy Powszechny. Bez urzędniczych wtrętów radzi sobie Buffo czy Polonia. Zatem metoda jest – nie wtrącać się? Niestety, nie zawsze tak się da.

Stołeczni radni przyjęli w czwartek „Program rozwoju kultury w Warszawie do 2020 roku".  Pierwszy w historii stolicy taki strategiczny dokument!  Powstawał cztery lata. – Zyskujemy nowoczesne narzędzie do zarządzania kulturą ułatwiające efektywną współpracę różnych podmiotów. Dokument da szansę na wypracowanie spójnej polityki kulturalnej miasta – stwierdziła Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Zatem przyznała sama, że wcześniej nie było żadnej wizji, tylko doraźne działania?

Program to zbiór mniej lub bardziej interesujących haseł. Ogólnych. Bez cyfr, dotacji, kasy. Ale nie ma się co czepiać, bo taka jest istota strategicznych dokumentów.

Cała rzecz w tym, by decydenci czynami dowiedli, że będą te kierunkowe hasła realizować. Zatem wspierać „rozwój nieskrępowanej twórczości" różnych nurtów, inwestować w rozwój infrastruktury, rozwijać „edukację,  aktywność społeczną i wykorzystanie nowych technologii". A realizacji priorytetów ma przyświecać zasada „wysokiej jakości wydarzeń" finansowanych (lub wspieranych) ze środków publicznych, bez względu na ich charakter: kultury wysokiej czy popularnej. To może oczywistości, ale spisane, stają się niebezpieczne dla samych decydentów. Bo zobowiązują do rozliczeń.

Dziś blisko dwie setki milionów złotych przecieka rocznie przez dziesiątki miałkich spektakli, wystaw dla 20 widzów czy hermetycznych NGO-sowskich akcji. Czasem tylko trafia się jakaś perełka typu UFO na pl. Na Rozdrożu, „Przemiany" nad Wisłą czy Warsaw Orange Festiwal. Ale szara rzeczywistość to festyn w dzielnicy, sylwester za 2 mln zł czy ewakuacja squattu z Żoliborza. To też kultura, choć czy „wysokiej jakości"? – jak głosi strategia.

Warszawa ciągle głodna jest takich wydarzeń i placówek, które rozsławiałyby naszych artystów i miasto na świecie. Program rozwoju kultury podsyca ten apetyt. A rzeczywistość skrzeczy.

Szkoda choćby, że budowa Muzeum Sztuki Nowoczesnej czy stworzenie zimowej rezydencji dla Gardzienic to ciągle tylko sfera planów.

Życie Warszawy

Najczęściej czytane