r e k l a m a

Fason, szyk i szerokie spodnie

Marcin Flint 29-07-2010, ostatnia aktualizacja 06-08-2010 23:57

W czwartek w klubie Platinium odbędzie się wernisaż fotografii Marcina Szambelana pod hasłem „rap&girls”. Rap i moda to w Polsce dwa inne światy. Teraz wreszcie mają okazję, by się spotkać.

źródło: materiały prasowe

Pytam Szambelana, od kiedy robi zdjęcia. – Nieświadomie od zawsze. Świadomie od dziewięciu lat – przyznaje. Czyli od momentu, kiedy z rodzinnego Opola przyjechał do Warszawy.

Dzięki znajomym Marcin Szambelan szybko wpadł w wir stołecznych imprez rapowych, na których zawsze pojawiał się z aparatem.

- Kiedyś usłyszałem, że przychodzę, bo mi za to płacą. Ale ja robiłem to hobbystycznie – mówi. Pasji oddawał się tak intensywnie, że gdy w czasie rozmów o wernisażu poproszono go, by wymienił fotografowanych artystów, szybko padła kolejna prośba: aby przestał. Jednak on dopiero się rozkręcał.

Dwa lata temu skończył z hiphopowymi zdjęciami. Zrozumiał, że ta tematyka nigdy nie będzie traktowana na poważnie.

Wtedy przyszedł mu do głowy inny temat - moda. Świat wymyślnych strojów i pięknych kobiet, często wynajdywanych przez Internet lub znajomych. Niestety łatwo tu o nudę. Przy braku czasu oraz środków, taka konwencja szybko się wyczerpuje.

- I choćby nie wiem jak podobała mi się fotografowana dziewczyna, po obróbce zdjęć przestaje – śmieje się Szambelan.

W Ameryce muzyka rap i moda na co dzień idą jednak w parze. Ale tam są inne budżety na sesje zdjęciowe. W Warszawie muzyka i styl spotkają się na czwartkowym wernisażu w klubie Platinum (początek godz. 21, wstęp wolny, selekcja).

Prace podsumowujące dorobek ostatnich trzech lat będzie można oglądać przy dźwiękach muzyki puszczanej przez didżeja Glenna Loopeza. Fotograf pokaże osiem wielkoformatowych wydruków i sto zdjęć (także wcześniej niepublikowanych) w ramach pokazu slajdów.

Zdjęcia Marcina Szambelana wyróżniają się dzięki pracy włożonej w postprodukcję. Autor zajmuje się też grafiką. Lubi gasić kolory, by dzięki cyfrowej technologii uzyskać efekt analogowej kliszy. Chętnie też dorysuje kabel, dorobi błyski, pomaluje billboard za Rotundą, bądź zmniejszy kolegę i wrzuci na talerz goniąc go widelcem. Na potrzeby okładki płyty Warszafskiego Deszczu zatopił nawet centrum Warszawy. Być może teraz uda mu się wypłynąć na nieco szersze wody.

Życie Warszawy