r e k l a m a

Tom Jones "Praise & Blame" *****

Adam Ciesielski 29-07-2010, ostatnia aktualizacja 29-07-2010 15:16

Tom Jones zapytany przeze mnie podczas ubiegłorocznej wizyty w Warszawie o swe najwcześniejsze inspiracje wyznał, że od dzieciństwa zafascynowany był muzyką amerykańską.

źródło: materiały prasowe

- Dorastając w latach 40. i 50. w górniczym okręgu Cardiff w radiu BBC słuchałem nie hitów brytyjskich, a muzyki zza oceanu - mówił. W epoce przedrockandrollowej pociągała mnie energia muzyki gospel, lubiłem country, z piosenkarzy podziwiałem Franka Sinatrę, którego z czasem miałem poznać, podobnie jak Elvisa Presleya - dodał.

Ameryka zrewanżowała się Jonesowi żywym zainteresowaniem dla jego hitów z połowy lat 60., takich jak "It's Not Unusual", "Delilah", "The Green, Green Grass of Home", a także późniejszych. Artysta odbywał w USA długie trasy, a od ponad 40 lat mieszka w Kalifornii, co jakiś czas wracając do rodzinnej Walii.

Właśnie w Sunset Sound Recorders w Los Angeles oraz w brytyjskich Real World Studios Petera Gabriela powstała najświeższa płyta Toma Jonesa - "Praise & Blame", Artysta oddaje tu honory swym amerykańskim inspiracjom. Zaczyna się od surowej, ale opatrzonej countrowym rytmem wersji "What Good Am I?" z repertuaru Boba Dylana. Akcenty country mamy też w "If I Give My Soul" Billy'ego Joe Shavera, pieśni znanej z żarliwego wykonania Johnny'ego Casha. Tropy bluesowe to "Lord Help" niezapomnianej Jessie Mae Hemphill oraz kapitalnie ekspresyjne ujęcie "Burning Hell" Johna Lee Hookera. Wpływy gospel i rockabilly zaświadczają "Dod Trouble Me" Susan Werren oraz "Strange Things" legendarnej Sister Rosetty Tharpe. Rhythm'n'bluesowe i solowe struny potrącają natomiast m.in. amerykańskie kawałki tradycyjne, takie jak "Nobody's Fault But Mine", "Don't It Rain" czy znów związane z Johnym Cashem - "Ain't No Grave" i motoryczny "Run On".

Demonstrując miłość do amerykańskiej muzyki korzeni, Tom Jones w każdym przypadku pozostaje sobą. Oszczędny akompaniament z pulsującymi klawiszami i wyrazistym rytmem eksponują walory głosu 70 letniego artysty, któremu czas, niby staremu winu, dodaje tylko blasku. Świetna płyta żwawego weterana. Jej tytuł po polsku brzmiałby "pochwała i przygana", ale wszystko tu jest godne tylko pochwały. Go on Tom!

Tom Jones "Praise & Blame", Universal Music

Życie Warszawy