r e k l a m a

Miłe złego początki Kubicy w Melbourne

szyp 16-03-2008, ostatnia aktualizacja 17-03-2008 13:53

Pech nie opuszczał polskiego kierowcy podczas GP Australii. Fatalna taktyka BMW pozbawiła go miejsca w czołówce, a po zderzeniu z Kazuki Nakajimą musiał wycofać się z wyścigu. Wygrał Lewis Hamilton przed Nickiem Heidfeldem.

W sobotnich kwalifikacjach Polak spisał się fantastycznie. Zajął drugie miejsce, tuż za Hamiltonem. Taktycy BMW uwierzyli, że znany z błyskawicznych startów Kubica jest w stanie wyprzedzić kierowcę McLarena. By bolid Polaka był lżejszy, zatankowano do niego minimalną ilość paliwa.

Fortel się nie udał. Hamilton ruszył jak strzała, a Polak już po szesnastu okrążeniach musiał zjechać do pit–stopu. Gdy wrócił na tor, wypełniony paliwem pojazd stracił na dynamice. Na dodatek coś zepsuło się w silniku i Kubica nie był w stanie wyprzedzać rywali.

– Ta taktyka zupełnie się nie opłaciła – przyznawał po wyścigu Polak.Jakby tego było mało, na dziesięć okrążeń przed końcem w tył bolidu Polaka uderzył Kazuki Nakajima z Willamsa. Kubica musiał zjechać do boksu i już nie wrócił na tor. Nakajima za karę w następnym GP zostanie na starcie cofnięty o dziesięć pozycji. – Nie mam do niego pretensji. Zagapił się i nie wyhamował – komentował Kubica.

Wyścig obfitował w kraksy. Już na pierwszym okrążeniu z toru wyleciał Giancarlo Fisichella. Aż trzy razy zawody przerywało pojawienie się samochodu bezpieczeństwa. Na poboczu wylądował nawet mistrz świata Kimi Raikkonen. Ostatecznie zawody ukończyło zaledwie siedmiu kierowców.

– W takich wyścigach decyduje łut szczęścia. Dziś los uśmiechnął się do Nicka, a Robert miał pecha – mówił po Grand Prix szef BMW Mario Theissen.

rp.pl