Piramidalny pech Kubicy, sensacyjny sukces Alonso
Wczorajszy wyścig o GP Singapuru kibice F1 zapamiętają na długo. Był pierwszym nocnym w historii i jednym z najbardziej chaotycznych w ostatnich latach. Fernando Alonso długo nie mógł uwierzyć w swoje zwycięstwo. Kubica dojechał do mety dopiero na 11. miejscu.
Uszczypnijcie mnie, bo wciąż nie wierzę, że to prawda. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że w tym sezonie choć raz stanę na podium.
Tymczasem właśnie opuściłem jego najwyższy stopień – mówił do dziennikarzy po zakończeniu wyścigu Alonso z ekipy Renault. – Jestem w szoku. Muszę dostać kilka dni wolnego, by dojść do siebie. Hiszpan jest mistrzem świata z lat 2005 – 2006 i wiele już w swojej karierze widział, ale po niedzielnym wyścigu miał prawo być w szoku. W końcu rywalizację o GP Singapuru rozpoczynał z... 15. miejsca!
Spóźniona decyzja
Podczas sobotnich kwalifikacji Kubica wywalczył miejsce w drugiej linii. Przed nim wyścig rozpoczęli jedynie walczący o mistrzostwo świata Felipe Massa i Lewis Hamilton oraz broniący mistrzowskiego tytułu Kimi Raikkonen. Tuż po starcie Polak był mocno atakowany przez Heikkiego Kovalainena, ale obronił pozycję. Przez kolejnych kilkanaście okrążeń w czołówce nie nastąpiły żadne zmiany i wydawało się, że walkę o zwycięstwo stoczą między sobą czterej najlepsi kierowcy tego sezonu.
Tak było aż do 15. okrążenia, gdy kraksa Nelsinho Piqueta wymusiła na organizatorach wysłanie na tor samochodu bezpieczeństwa. Pech Kubicy polegał na tym, że w tym momencie miał już bardzo niewiele paliwa w baku, a do czasu gdy bolidy utworzą „sznurek” jadący za safety carem, zjazd na tankowanie jest zabroniony. Niestety, Polak nie miał wyjścia. Efektem była kara przejazdu i 10-sekundowego postoju w alei serwisowej. Po jej wykonaniu Kubica wrócił na tor na ostatnim 17. miejscu i szanse na wywalczenie choćby punktu do klasyfikacji generalnej miał co najwyżej iluzoryczne.
– Nie wiem, dlaczego wcześniej nie otrzymałem polecenia zjazdu. Gdybym je usłyszał, nie straciłbym tak wiele – narzekał po raz kolejny w tym sezonie na szefów BMW Sauber po zakończeniu wyścigu Kubica.
Nie tylko on miał ogromnego pecha. Co miał powiedzieć Felipe Massa? Brazylijczyk pewnie prowadził w wyścigu. Do czasu aż pojawił się w pit-stopie. Opuścił swoje stanowisko wraz z... rurą od dystrybutora paliwa. Powód? Mechanik zbyt szybko zapalił zielone światło. Massa przejechał więc przez całą aleję serwisową, ciągnąc za sobą rurę. Nie dość, że długo musiał czekać na mechaników, którzy dopiero po kilkunastu sekundach mocowania się ją odczepili, to jeszcze został ukarany karnym przejazdem przez aleję. Ostatecznie dojechał do mety, ale zajął dopiero 13. miejsce.
Hamilton uciekł rywalom
Alonso miał mnóstwo szczęścia – w pit-stopie pojawił się już na 13. okrążeniu, przed całym zamieszaniem. Dzięki temu, gdy po neutralizacji do alei zaczęli zjeżdżać kolejni rywale, błyskawicznie przebił się do czołówki.
– Nasze bolidy są tak wolne, że o miejscu na podium możemy tylko marzyć – narzekał wielokrotnie w tym sezonie jeżdżący w zespole Renault Hiszpan. Marzenia stały się faktem, bo Alonso dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności nie musiał toczyć walki o zwycięstwo z kierowcami Ferrari, McLarena czy nawet BMW Sauber, ale z Nico Rosbergiem z Williamsa.
Wczorajszy wyścig przejdzie do historii Formuły 1, ale o losach tytułu mistrzowskiego nie zdecydował. Jedynym kierowcą z czołowej czwórki, który zdobył punkty (sześć) jest Hamilton. Dzięki temu młody Anglik, z dorobkiem 84 „oczek”, umocnił się na pozycji lidera w klasyfikacji generalnej. Massa traci do niego już siedem punktów, a Kubica aż 20.
Czwarty w klasyfikacji Raikkonen może już zapomnieć o obronie mistrzowskiego tytułu. Ma do Hamiltona aż 27 punktów straty, a do zakończenia sezonu pozostały zaledwie trzy wyścigi (w każdym można zdobyć maksymalnie 10). Kolejny odbędzie się 12 października w Japonii.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Licencjonowanie
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook