Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Męski sport pięknych pań

Marcin Dobski, Piotr Kaszubski 17-03-2009, ostatnia aktualizacja 18-03-2009 23:42

Gdy kocha się na zabój, można dla miłości poświęcić bardzo wiele. Wiedzą coś o tym zawodniczki Huks Capitals, które uwielbiają hokej.

*Hokeistki Huksa trenują w trudnych warunkach i marzą o tym, by kiedyś zagrać w profesjonalnej lidze
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
*Hokeistki Huksa trenują w trudnych warunkach i marzą o tym, by kiedyś zagrać w profesjonalnej lidze

Wtorkowy wieczór, na tafli Torwaru ślizga się kilkudziesięciu hokeistów. Czy aby na pewno ćwiczą tylko mężczyźni? Absolutnie nie. Spod kilku kasków wystają długie warkocze, a zza ochronnych kratek śmieją się kobiece oczy. To zawodniczki Huks Capitals, pierwszej stołecznej kobiecej drużyny hokejowej.

Kobiety płaczą... czasami

Zespół powstał trzy lata temu, a prowadzi go Eugeniusz Kanabus. Na treningach musi nie tylko myśleć o ćwiczeniach, ale też... mocno wytężać wzrok.

– Często zdarza się, że musimy trenować razem z kilkudziesięcioma innymi osobami. Jak w takim tłumie rozpoznaje swoje podopieczne? Gdy spod kasku wystaje uśmiechnięta, opalona buzia, wiem, że to moja zawodniczka – śmieje się Kanabus.

Trener Huksa o swojej drużynie wypowiada się w samych superlatywach. – Z jednej strony ładne buzie, pięknie podkreślone makijażem. Poza lodowiskiem to delikatne kobiety, ale w czasie meczu są twarde jak mężczyźni. Czasami płaczą, ale tylko po porażkach – opowiada Kanabus.Zajęcia na Torwarze odbywają się cztery razy w tygodniu.

– Niestety, tylko raz mamy dla siebie całe lodowisko – mówi trener, który marzy, aby w przyszłości jego dziewczyny zagrały w profesjonalnej lidze.Na razie jednak nie ma na to szans. Powód? Prozaiczny – brakuje pieniędzy. Zgłoszenie i utrzymanie drużyny w rozgrywkach przez jeden sezon to koszt ponad 100 tys. zł. Trzeba bowiem opłacić organizację spotkań, wyjazdy, wpisowe do ligi, a także posiłki dla zawodniczek. Choć zainteresowanie hokejem w Warszawie jest spore, drużyna nie dostaje żadnego wsparcia. – Nie pomagają nam władze miasta ani sponsorzy. Sami nie damy rady zorganizować takich pieniędzy – przyznaje Kanabus.

Mąż zły, córka zauroczona

Na razie hokeistki Huksa płacą składki (ok. 150 zł miesięcznie), by móc trenować. Jednak trener Kanabus rzadko ma na zajęciach pełen skład. Większość jego zawodniczek uczy się lub pracuje, a część nie przychodzi, bo nie stać ich na opłacenie całej składki. Są też problemy ze strojami, dlatego dziewczyny kupują rzeczy używane. Trudno się dziwić – nowy sprzęt dla bramkarki kosztuje nawet kilka tysięcy dolarów.

W sumie „jaskółek” (jak trener nazywa swoje podopieczne) jest obecnie 18. Prym wiedzie 40-letnia Katarzyna Michałowska – prawniczka z wykształcenia, hokeistka z zamiłowania.

– Przychodziłam z synem na Torwar na ślizgawkę i przez przypadek dowiedziałam się o Huksie. Postanowiłam spróbować i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Trenuję już od roku, choć uważam, że ten sport był mi pisany. Jeszcze zanim zaczęłam grać, kuzyn ze Szwecji chciał zrobić mi prezent i podarować łyżwy. Zapytał tylko: figurowe czy do hokeja. Zupełnie przypadkowo wybrałam te drugie – wspomina Michałowska. Dla kobiet gra w hokeja to nie tylko sport, ale też świetna okazja, by przełamać stereotypy.

– Mąż nie jest zachwycony i ciągle powtarza, że hokej to brutalny sport tylko dla facetów. Mimo to nie zamierzam rezygnować – przekonuje Michałowska, która przyznaje, że o grze w hokeja marzy także ich 4-letnia córka. – Biega po mieszkaniu z kijem oraz krążkiem i powtarza, że będzie grać tak jak mama – mówi dumna zawodniczka Huksa.

Kapitanem drużyny jest 17-letnia Maja Brodowicz, która swoją przygodę z hokejem też rozpoczęła na ślizgawce. – Rok temu poznałam tam hokeistę Legii, który powiedział mi o Huksie. Postanowiłam przyjść i spróbować. Od tamtej pory nie wyobrażam sobie życia bez treningów – opowiada Brodowicz.

Młoda zawodniczka przyznaje, że hokej odmienił jej życie. – Nie chcę już dalej uczyć się na ratownika medycznego, zmieniam szkołę na sportową. Co na to rodzice? Już przyzwyczaili się do moich ekstremalnych pasji – tłumaczy swój wybór.

Niedawno Huks grał sparing z pierwszoligową Cracovią i przegrał tylko jedną bramką. Z GKS Tychy było już znacznie gorzej (1:18), ale tyszanki to mistrzynie Polski. Eugeniusz Kanabus przyznaje jednak, że jego zespół poradziłby sobie w lidze. – Żeby dziewczyny mogły spełnić swoje marzenia, potrzebujemy tylko pieniędzy – kończy trener stołecznych hokeistek.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy