r e k l a m a

Było, jak miało być, Federer w finale

Krzysztof Rawa 03-07-2009, ostatnia aktualizacja 05-07-2009 18:19

Nie będzie brytyjskiego finału marzeń, zamiast Andy’ego Murraya przeciwnikiem Rogera Federera został Andy Roddick.

źródło: AFP

Ten mecz w niedzielę. W sobotę gwiazdami kortu centralnego będą Venus i Serena Williams. Oba finały o godz. 15. W piątkowych półfinałach Federer wygrał z Niemcem Tommym Haasem 7:6 (7-3), 7:5, 6:3, a Andy Roddick pokonał Andy’ego Murraya 6:4, 4:6, 7:6 (9-7), 7:6 (7-5).

Scenariusz na pierwszy półfinał był taki, że wygra Federer, ale Haas przekona do siebie tych, którzy rzadko mieli okazję go oglądać. Po dwóch godzinach można było powiedzieć, że obaj zagrali dobrze swoje role, choć w przypadku pokonanego mieliśmy odrobinę niedosytu.

Niemiecki tenisista przez dwa i pół seta walczył dzielnie. Był energiczny, czarował swobodą bekhendu, chwilami serwował lepiej i nie mieliśmy wrażenia, że wyszedł na kort centralny, by ładnie wypaść, ale by wygrać. Od Federera różniło go to, że za bardzo się niecierpliwił. Drobne nerwowe gesty, podskoki, napięcie na twarzy – w chwilach, gdy trzeba było wytrzymać trudne wymiany, widać było, że jednak stres w nim tkwi. Po nieudanych piłkach jego rywal szedł spokojnie w odpowiednie miejsce kortu, a Niemiec krzyczał, strzelał sobie palcem w głowę, patrzył błagalnie w niebo.

Tie-break wyjaśnił, że Federer panuje nad meczem. Parę szybszych piłek, odrobinę większe ryzyko i była nagroda. Powtórzył tę zmianę tempa w końcu drugiego seta i ponownie Haas nie miał sposobu na odwrócenie losów spotkania. Wygrać z pięciokrotnym mistrzem, gdy po stronie przeciwnika są dwa sety, to misja niemożliwa do wykonania.

Federer chyba zobaczył na początku trzeciego seta, że Niemiec jest już sfrustrowany. Może dlatego zaczął naciskać na rywala, w końcu dobrze mieć przed finałem mniej setów w nogach. Znów był wielkim tenisistą, który z zadziwiającą swobodą zdobywa punkty. W połowie seta pokazał jednak, że tenis to nie wojna. Posłał piłkę tuż za siatkę, Haas dobiegł, oddał jeszcze bliżej linii i widział już susy Federera, więc rozstawił szeroko ręce, by z udawaną desperacją zasłonić kort. Piłka po lobie Szwajcara wylądowała na aucie, zabawę mieli obaj.

Śmiech się zaraz skończył, bo Federer zdobył gema przy stanie 4:3 i serwisie rywala. Błyskawiczne trzy akcje i trzy meczbole przed Szwajcarem. Wystarczył jeden, smecz z wyskoku w stylu Pete’a Samprasa.Było, jak miało być.

Dla Brytyjczyków pierwszy mecz był tylko uwerturą przed drugim, który rozegrali Andy Murray i Andy Roddick. Ten, który ma zastąpić Freda Perry’ego przeciw dwukrotnemu finaliście Wimbledonu.

Przypominano, że trzy lata temu Szkot pokonał tu Amerykanina w trzeciej rundzie, po wielokroć opisano przewagi Murraya, zaklinano na wiele innych sposobów to zwycięstwo. Instytucja wimbledońskiego konika odżyła mimo wysiłków policji. Cena czarnorynkowa w czwartkowe popołudnie przekroczyła 1000 funtów, przy nominalnej 92 funty. Po czterech setach wygrał Roddick, co zapowiedział jego trener Larry Stefanki.

Życie Warszawy