r e k l a m a

Justyna zaczyna ucieczkę

Paweł Wilkowicz 03-01-2010, ostatnia aktualizacja 04-01-2010 22:35

Justyna Kowalczyk wygrała bieg pościgowy, była druga w sprincie i już jest liderką. W poniedziałek sprint w Pradze.

Weekend w Oberhofie dał Polce trzy miejsca na podium, aż 139 pkt w Pucharze Świata, kamizelkę liderki PŚ oraz Tour de Ski i jedną bezcenną chwilę. To było na ostatniej pętli biegu pościgowego, na wzniesieniu. Tam dwie wielkie rywalki nieukrywające, że za sobą nie przepadają, zrównały krok. Kowalczyk uciekała, Aino Kaisa Saarinen goniła.

Do tej chwili Fince udało się odrobić kilkanaście sekund straty do Polki, ale chciała więcej. Przyspieszyła, próbowała wyskoczyć do przodu.

Kowalczyk okazała się mocniejsza, ostudziła zapał Saarinen. Wytrzymała jej atak z niewzruszoną miną, potem sama zaczęła uciekać. Na mecie była pierwsza, 2,8 sekundy przed Finką.

Rok temu w Libercu one dwie dzieliły między siebie złote medale mistrzostw świata, teraz będą walczyć o zwycięstwo w TdS. A ta próba sił na podbiegu może się okazać jednym z decydujących momentów wyścigu. Dla Kowalczyk to było pierwsze zwycięstwo etapowe w Tour de Ski i potwierdzenie, że to rywalki muszą się jej bać, a nie odwrotnie. Dla Saarinen – przykrość, której łatwo nie zapomni. Ona jest dziś najsilniejszą, ale i najbardziej emocjonalną z przeciwniczek Polki. Było jasne, że w niedzielnym sprincie stylem klasycznym będzie się chciała odegrać. Ale znów zawiodła w najważniejszym momencie.

Sześć razy podium

Przez cały dzień rywalizowały z oddali. Saarinen wygrała eliminacje sprintu, Justyna była druga. Potem obie zwyciężyły w swoich ćwierćfinałach i były drugie w półfinałach. Każdy wyścig zaczynały szaleńczym atakiem, żeby potem na długim, trudnym zjeździe mieć wokół siebie dużo miejsca.

Spotkały się dopiero w biegu finałowym. Kowalczyk źle go zaczęła, utknęła na pierwszym zakręcie. Ale potem odrabiała straty tak szybko jak dzień wcześniej w biegu pościgowym, gdy wystarczyły jej 2 km, by z trzeciego miejsca za Petrą Majdić i Natalią Korostieliewą wyjść na prowadzenie. W finale sprintu nie dała rady tylko Majdić, mistrzyni szybkiego biegu. Saarinen minęła jak drzewo przy trasie, potem wskoczyła przed Słowenkę, ale kontratak Majdić był udany. To ona zdobyła 50 pkt i bonus 60 s za zwycięstwo, Polka dostała 56 s, dzięki czemu w klasyfikacji Tour de Ski powiększyła przewagę nad Saarinen do 4,3 sekundy.

Kowalczyk jeszcze nigdy nie zaczęła sezonu tak dobrze. Nawet tego ostatniego, w którym zdobyła trzy medale MŚ i Kryształową Kulę. Wtedy na pierwsze zwycięstwo czekała do połowy stycznia, w tym sezonie już zdążyła wygrać trzykrotnie, a na podium była sześć razy. Pierwszy raz prowadzi w Tour de Ski, dotychczas to ona musiała gonić, teraz ucieka.

Szansa Majdić

– Kowalczyk to Kowalczyk, nie dałam rady utrzymać jej tempa – mówiła z rezygnacją Majdić po biegu pościgowym. – Mnie też nie było łatwo – odpowiadała Polka. – Czułam zmęczenie na pierwszych kilometrach, nie mogłam znaleźć swojego rytmu. A słyszałam od trenera: „Saarinen dziesięć sekund za tobą, pięć sekund za tobą“.

Potem w wywiadzie dla TVP Justyna wyjaśniła, że w sobotę ostatniego okrążenia nie biegła na 100 procent. – Gdy Petra osłabła, Natalia została z tyłu, czekałam, aż inne dziewczyny do mnie dobiegną. Zachowywałam siły na finisz – tłumaczyła.

Z goniących ją oprócz Saarinen najmocniejsze były Kristin Stoermer Steira i Arianna Follis. Przybiegły z kilkusekundową stratą, były też z Kowalczyk i Saarinen we wczorajszym finale sprintu. Virpi Kuitunen, wielka gwiazda Tour de Ski w ostatnich latach, w biegu pościgowym odrobiła część strat, ale ze sprintu odpadła w ćwierćfinale i znów straciła Kowalczyk z oczu.

Liderką klasyfikacji sprintu jest Petra Majdić, ona biegnie w czarnej koszulce i mówi o sobie na konferencjach prasowych „black magic woman“. Ale nie ukrywa, że bardziej podoba jej się czerwony numer startowy liderki PŚ i że chciałaby go jeszcze odebrać Justynie. Lepszej okazji do odrobienia strat niż dzisiaj nie będzie miała.

Tour de Ski pożegnał się już z Oberhofem i przenosi na jeden dzień do Pragi (jutro będzie dzień przerwy i przejazd do Włoch). W Niemczech sprint był na stromej trasie, która odpowiadała Polce. W Czechach będzie płaska pętla w centrum, z widokiem na Starówkę. Polka nie znosi sprintów w mieście, do tego teraz trzeba będzie biec stylem dowolnym, a nie klasycznym jak w Oberhofie.

– Gdyby przepisy pozwalały, najchętniej zrezygnowałabym ze startu w Pradze – mówi Kowalczyk. – Ale nie ma rady, biec trzeba. Wierzę, że jakoś uda mi się nawiązać walkę z Petrą.

Kwalifikacje sprintu o 16.30, wyścigi o 18.30. Transmisja w Eurosporcie.

Życie Warszawy