Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Gucio w malinach

Stefan Szczepłek 15-05-2017, ostatnia aktualizacja 15-05-2017 07:44

Pomimo gry w Lidze Mistrzów sytuacja finansowa Legii wcale nie jest różowa - pisze Stefan Szczepłek.

Puste trybuny to niestety dla Legii w europejskich pucharach nic nowego.
autor: Andrzej Iwanczuk
źródło: reporter
Puste trybuny to niestety dla Legii w europejskich pucharach nic nowego.
Tabela ekstraklasy
źródło: Rzeczpospolita
Tabela ekstraklasy

Ruch Chorzów, drużyna zajmująca ostatnie miejsce w tabeli, na cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek przegrywa 0:6. Czy po takim pogromie można mieć jeszcze nadzieje na pozostanie w ekstraklasie?

To, co dzieje się od kilku lat w tym klubie, ma sporo cech patologii i pokazuje, ile zależy od właściciela lub prezesa. Ruch nie ma do nich szczęścia. Aktualny, ratując sytuację, zatrudnił Krzysztofa Warzychę. Ten, w poczuciu obowiązku, sympatii do klubu, który go wychował, ale i szansy na zaistnienie w roli trenera, propozycję przyjął. Chyba żałuje, a mam wrażenie, że nie pomyślał nad przyczynami rezygnacji swojego kolegi Waldemara Fornalika, który jest dobrym trenerem, a też mu się w dzisiejszym Ruchu nie powiodło.

Istnieje w świecie futbolu takie zjawisko jak ratowanie sytuacji beznadziejnych znanymi twarzami. Rzadko dobry piłkarz staje się równie dobrym trenerem, prezesem klubu lub związku piłkarskiego. Ale kibice wierzą lub może chcą wierzyć.

Krzysztof Warzycha był wybitnym piłkarzem, na mojej liście najsympatyczniejszych graczy, z jakimi miałem do czynienia, zajmuje bardzo wysokie miejsce.

Kiedy więc widzę, że „Gucio" nie daje sobie rady, bo wpuszczono go w maliny, a on w dobrej wierze się na to zgodził, jest mi zwyczajnie przykro. Tym bardziej że i Ruch nie zasługuje na los, jaki zgotowali mu działacze formatu Dariusza Smagorowicza, który wprowadził klub w spiralę zadłużenia. Miał na pewno jak najlepsze intencje, ale był jednym z dziesiątków polskich biznesmenów, którym się wydawało, że zawodowy klub piłkarski jest takim samym interesem jak każdy inny.

Pomylił się, a koszty ponosi Ruch, ostatnia śląska drużyna, która zdobyła tytuł mistrza Polski. Od tamtej pory mija właśnie 28 lat. W roku 1989 skończył się PRL, a wraz z nim rajskie życie śląskich klubów ze sklepami za żółtymi firankami.

Smutno mi. Śląsk dał polskiej piłce więcej niż jakikolwiek inny region kraju, z wyjątkiem Galicji. Ale Lwów pozostał za granicą, a Kraków ma takie same problemy jak wszystkie inne polskie miasta.

Nie widzę klubu, o którym mógłbym powiedzieć, że jest zarządzany wzorowo i pod względem organizacji można go porównać przynajmniej ze średnimi klubami europejskimi. Jedne nie potrafią pieniędzy zdobyć, inne nie wiedzą, jak je pomnożyć. Dotyczy to także Legii, wygrywającej wszystkie możliwe klasyfikacje: od sportowej po wizerunkową. Kiedy przyjrzeć się jej z bliska, okazuje się, że król jest nagi. Pomimo gry w Lidze Mistrzów sytuacja finansowa Legii wcale nie jest różowa i nie wiadomo, co się wykluje z nowego układu właścicielskiego, szczególnie jeśli mistrzostwa Polski w tym roku nie będzie.

"Rzeczpospolita"