Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wielki tydzień

Stefan Szczepłek 17-05-2017, ostatnia aktualizacja 17-05-2017 09:11

Czas na poważną grę: dzisiaj Legia zmierzy się z Lechem. W niedzielę Legia jedzie do Białegostoku.

Vadis Odjidja Ofoe to jeden z głównych atutów Legii
autor: Grzegorz Rutkowski
źródło: Fotorzepa
Vadis Odjidja Ofoe to jeden z głównych atutów Legii

To wszystko na cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek, w sytuacji, gdy prowadząca w tabeli Jagiellonia ma tyle samo punktów co Lech, Legia jest o punkt za nimi, a Lechia o trzy. Mistrza Polski poznamy najpóźniej 4 czerwca.

Prawdziwe emocje dopiero się zaczynają. Rację ma Michał Probierz, jeden z głównych krytyków obowiązującego systemu rozgrywek, nazywający rundę siedmiu meczów po fazie zasadniczej Pucharem Maja.

Probierz już jest najlepszym trenerem w historii Jagiellonii, a jeśli zdobędzie z nią  tytuł, może zostać honorowym obywatelem Białegostoku. Ale ten wyrazisty człowiek o nieograniczonej ambicji byłby spełniony chyba dopiero wówczas, gdyby usłyszał, że Jose Mourinho nazywany jest w Anglii „portugalskim Probierzem".

W przedsezonowych wypowiedziach trener Jagiellonii nie wymieniał jej wśród kandydatów do tytułu. Na kolejnych etapach rozgrywek za faworytów uważał Legię, Lecha lub Lechię, a sam koncentrował się na budowaniu drużyny.

Jagiellonia to nie tylko wybitny jak na ekstraklasę Konstantin Vassiljev i strzelający dużo bramek Fedor Cernych, ale i Jacek Góralski, obrzydzający grę przeciwnikom nie gorzej niż Michał Pazdan w Legii czy Łukasz Trałka w Lechu. Tyle że w Gdańsku Góralski nie zagra, to kara za kartki.

Probierz ma nosa do piłkarzy. Sprowadzony zimą Irlandczyk Cillian Sheridan stał się odkryciem rozgrywek. Kiedy w pierwszej wiosennej kolejce Jagiellonia przegrała w Gdańsku z Lechią 0:3, Sheridana jeszcze nie było. Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Po tamtym meczu Lechia była liderem i już poczuła się mistrzem, teraz goni czołówkę.

Jej remis z Koroną to coś takiego jak remis Legii z Wisłą – strata, na jaką na tym etapie rozgrywek nie można sobie pozwolić. Do kłopotów drużyny doszły zdrowotne problemy trenera Piotra Nowaka. Jedynie zwycięstwo przedłuży szanse Lechii na pierwszy tytuł. Z czwórki pretendentów ona i Jagiellonia nie znają jeszcze smaku mistrzostwa.

Nowak i Probierz ważą słowa i komplementują nawzajem swoje drużyny. Pomocnik Lechii Lukas Haraslin powiedział po bezbramkowym remisie z Koroną: – Za bardzo chcieliśmy wejść z piłką do bramki. Z Jagiellonią będziemy grali inaczej i cały czas wierzymy, że to jednak my zajmiemy pierwsze miejsce.

Każdy wierzy. Jacek Magiera (Legia) i Nenad Bjelica (Lech) też.  Przedmeczowe wypowiedzi nawet najbardziej błyskotliwych trenerów są nudne i przewidywalne: szanujemy przeciwnika, damy z siebie wszystko, liczymy na kibiców i inne banały. Miał jednak rację Magiera, mówiąc po zwycięstwie nad Termaliką: – Najważniejsze dopiero przed nami.

Właśnie nadeszło. Mecz na Łazienkowskiej odbywa się w szczególnym okresie. Lech imponował przez kilka wiosennych kolejek (pięć zwycięstw z rzędu, siedem gier bez porażki), ale dwa najważniejsze mecze przegrał i nie wiadomo, czy doszedł po nich do siebie.  Jeden to oczywiście finał Pucharu Polski z Arką. Drugi, a chronologicznie pierwszy, to mecz z Legią w Poznaniu. Lech przegrał 1:2 mimo prowadzenia od 84. minuty 1:0. Obydwa pojedynki tych drużyn w bieżącym sezonie zakończyły się takimi samymi wynikami, w obydwu decydujące gole padały w doliczonym czasie, a ich strzelcem był Kasper Hamalainen, co kibiców Lecha szczególnie bolało. Gwoli sprawiedliwości – zwycięska bramka w Warszawie padła ze spalonego.

W obydwu przypadkach Fin wchodził na boisko z ławki rezerwowych. Ale w niedzielnym spotkaniu z Bruk-Betem Hamalainen nie tylko wybiegł w pierwszym składzie, ale był najlepszym zawodnikiem Legii, dla której zdobył dwie z sześciu bramek. Tego samego dnia Lech miał trudniejszego przeciwnika – Pogoń, ale pokonał go bez problemów 2:0.

Legia gra słabiej w Warszawie niż w gościach, ale może 6:0 z Termaliką coś zmieni. Obydwie drużyny są tak silne, mają tak mocne ławki, że każdy wynik wydaje się możliwy. Tyle że Legia pokonała już wszystkich najgroźniejszych rywali, a Lech ma z tym problem. Poza tym Legia jest niepokonana od 11 kolejek. Ale Magiera mówi, że meczów nie wygrywają statystyki, tylko piłkarze.

Chyba nie widział sławnego filmu „Moneyball", w którym z powodzeniem starano się udowodnić tezę wprost przeciwną. No, ale tam chodziło o baseball.

"Rzeczpospolita"