Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Legia ma komfort

Piotr Żelazny 20-05-2017, ostatnia aktualizacja 20-05-2017 08:38

Szczyt numer dwa: Legia gra w Białymstoku, Lechia w Poznaniu.

Vadis Odjidja-Ofoe: podobno polska liga jest już dla niego za mała.
autor: Grzegorz Rutkowski
źródło: Rzeczpospolita
Vadis Odjidja-Ofoe: podobno polska liga jest już dla niego za mała.

– Nie powiem niczego odkrywczego, jeśli stwierdzę, że w najlepszej sytuacji znalazła się Legia. Zespół Jacka Magiery jest w komfortowym położeniu, bo nie musi się na nikogo oglądać, piłkarze są zależni wyłącznie od siebie. Tymczasem reszta już musi kalkulować – mówi były napastnik reprezentacji Polski Radosław Gilewicz, dziś ekspert Eurosportu.

Po środowych meczach w grupie mistrzowskiej nastąpiło nowe rozdanie. Najsilniejsze karty po przekonującym zwycięstwie nad Lechem (2:0) ma broniąca tytułu Legia. Problem w tym, że w naszej lidze przewidywanie często przypomina wróżenie z fusów.

– Czytam o tych wszystkich dołkach po porażkach, szczytach po zwycięstwach i zastanawiam się, kto to wszystko wymyśla – ironizuje Dariusz Dziekanowski. – To tylko polska liga. Tu naprawdę każdy może wygrać z każdym. Dziś wszyscy mówią, że Jagiellonia pogrzebała swoją szansę na tytuł, bo bezdyskusyjnie przegrała w Gdańsku z Lechią. Ale ja się wcale nie zdziwię, jeśli wygra w weekend u siebie z Legią. Jeśli tak by się stało, nie będzie można mówić o niespodziance. Chociaż oczywiście Jagiellonia nie jest zespołem, który ma dużo atutów. To raczej drużyna, która reaguje, świetnie potrafi wykorzystać słabe punkty rywala. Piłkarze są bardzo zaangażowani, walczą.

W niedzielę Legia jedzie do Białegostoku, z kolei Lech podejmuje u siebie Lechię. Po porażce z Legią w Warszawie trener Kolejorza Nenad Bjelica z rozbrajającą wręcz szczerością przyznał, że jego piłkarze nie mieli sposobu na zatrzymanie Vadisa Odjidji-Ofoe. Belg robił z zawodnikami Lecha co chciał i był kluczową postacią w tym meczu. – Vadis nie pasuje do tej ligi – mówił chorwacki szkoleniowiec Lecha na konferencji prasowej. – Jest na nią zbyt dobry. Perfekcyjny technicznie, silny, szybki.

Bjelica jakby przyznawał się, że nie odrobił zadania domowego. To że Ofoe jest najlepszym zawodnikiem ekstraklasy, wiadomo już od dobrych kilku miesięcy. Tymczasem Lech nie tylko nie miał pomysłu, jak go powstrzymać, ale także momentami można było odnieść wrażenie, że niespecjalnie się na tym zadaniu koncentrował.

– Nie przywiązywałbym aż takiej wagi do tej wypowiedzi Bjelicy. Wiemy doskonale, że trenerzy także prowadzą swoją gierkę z mediami, manipulują – mówi Gilewicz. – Mistrzem w tej kwestii jest Jose Mourinho, a u nas Michał Probierz. Widocznie Bjelica chciał odwrócić uwagę, zdjąć presję ze swoich piłkarzy. Ale trzeba przyznać, że Vadis faktycznie ligę przerasta. On się momentami po prostu bawi i nie zdziwię się, jeśli będzie chciał odejść, bo ekstraklasa nie jest dla niego wyzwaniem.

Dziekanowski widzi to nieco inaczej, twierdzi, że wypowiedź Bjelicy była szczera i że po prostu Odjidja-Ofoe faktycznie w tym meczu był nie do zatrzymania, a trener rywali miał odwagę to przyznać.

– Jestem prawie pewien, że na odprawie taktycznej trener przestrzegał przed Vadisem, że rozpracowali go w Lechu dobrze. Magiera niczym nie zaskoczył, nie wystawił go na skrzydle, nie kombinował. Vadis grał tak, jak gra zawsze w tym sezonie. Tylko tego dnia był po prostu za dobry.

Lech przegrał drugi niezwykle ważny i prestiżowy mecz w odstępie kilkunastu dni. Najpierw na Stadionie Narodowym z Arką finał Pucharu Polski, teraz z Legią w lidze. Tylko zwycięstwo z Lechią utrzyma zespół Bjelicy w walce o tytuł.

– Byłem zaskoczony Lechem, gdyż do tej pory była to drużyna świetnie zorganizowana, dobrze współpracowały formacje, widać było rękę trenera. Potrafili na swojej połowie grać bardzo blisko siebie, nie zostawiając rywalom miejsca. Tymczasem w Warszawie tego wszystkiego zabrakło – analizuje Dziekanowski.

Oprócz niepoświęcenia wystarczającej uwagi Odjidji-Ofoe trener Lecha wprowadził też obserwatorów w zdumienie, zostawiając na ławce rezerwowych Marcina Robaka. Osamotniony z przodu Dawid Kownacki odbijał się od Michała Pazdana i Macieja Dąbrowskiego. Tym samym Bjelica powtórzył błąd, który popełnił w niedawnym – również przegranym – meczu z Legią w Poznaniu. Wówczas Kownacki także był bezradny.

Lechia zwycięstwem z Jagiellonią pokazała, że wszyscy, którzy obwieścili jej kapitulację po remisie z Koroną, powinni zrewidować poglądy. Tyle że zespół z Gdańska spośród czołówki najgorzej radzi sobie na wyjazdach. Z kolei Lech u siebie przegrał za kadencji Bjelicy tylko raz – wspomniane spotkanie z Legią.

Dziekanowski proszony o swój typ, jak będzie wyglądało podium na koniec sezonu, mówi, że pierwsza będzie Legia, drugi Lech, a trzecia Lechia. Natomiast Gilewicz trójkę zespołów, które awansują do pucharów, widzi inaczej – Legia, Jagiellonia, Lechia.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: piotr.zelazny@rp.pl

"Rzeczpospolita"