Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Transfer z wykrywaczem kłamstw

Piotr Żelazny 22-06-2017, ostatnia aktualizacja 22-06-2017 00:00

Lech twierdzi, że ubiegł Legię w wyścigu o szwedzkiego skrzydłowego. Adam Danch badany wariografem.

Kibice Legii Warszawa
autor: Nowak Piotr
źródło: Fotorzepa
Kibice Legii Warszawa

Ruch w Lechu Poznań, sporo dzieje się w Gdańsku i tylko w Legii transferowy spokój. Tradycyjnie do ekstraklasy wracają piłkarze, którzy próbowali swoich sił na Zachodzie, ale wymagania tam stawiane ich przerosły.

Jedną z takich postaci jest Łotysz Deniss Rakels. W wieku 19 lat został królem strzelców ligi łotewskiej i jako wielki talent kupiło go Zagłębie Lubin. Wiązano z nim ogromne nadzieje, tymczasem przybywało głównie kolejnych tatuaży na rękach, szyi, twarzy i korpusie Łotysza, a także doniesień o jego dalekim od sportowego trybie życia.

Po kolejnych wypożyczeniach w końcu trafił do Cracovii, gdzie też początkowo rozczarowywał, ale u trenera Jacka Zielińskiego (właśnie został zwolniony) rozegrał dwa naprawdę dobre sezony. Raz zdobył 11 goli, później w pół roku 15, więc gdy pojawiła się zagraniczna oferta, ruszył do Anglii. Oczywiście nie do Premier League, tylko poziom niżej – do Reading. Po przeprowadzce na Wyspy zagrał w 15 meczach ligowych, zdobył trzy bramki. Ale w kolejnym sezonie wystąpił już tylko w dwóch pierwszych meczach, a później przepadł. Ani razu nie pojawił się w składzie, był albo wysyłany na trybuny, albo zsyłany do rezerw. Po trzeciej kolejce już nawet nie zasiadł na ławce rezerwowych w Reading. Był piłkarz – nie ma piłkarza.

Jednak trudno wykluczyć, że jeśli Rakels nadrobi braki treningowe i nie da się ponieść nocnemu życiu – w naszej lidze znów będzie błyszczał. Ilu tu już takich było? Wystarczy wspomnieć choćby Semira Stilicia, który w ekstraklasie był gwiazdą, a nawet na Cyprze czy Ukrainie sobie nie radził.

Do Pogoni Szczecin trafił Tomasz Hołota – pomocnik, który swego czasu był nawet powoływany do kadry. Hołota wyjechał na początku poprzedniego sezonu do Niemiec – podobnie jak Rakels na drugi poziom, do Arminii Bielefeld. I znów historia się powtarza – początek to regularne występy, potem zesłanie na trybuny. Przez cały ostatni sezon Hołota rozegrał siedem meczów.

Ale i on nie powinien mieć większych problemów z regularnymi występami w Pogoni – szczególnie że inny defensywny pomocnik, Mateusz Matras, został zawodnikiem Lechii Gdańsk. Nowym nabytkiem Lechii jest także Mateusz Lewandowski, który ostatnie pół roku spędził na wypożyczeniu w Śląsku Wrocław. W Gdańsku w tym okienku transferowym na razie stawiają na Polaków, ale to jeszcze nie koniec zakupów.

Na tę chwilę to Lech jest królem polowania. Oprócz Rakelsa kontrakty podpisało już trzech piłkarzy – nie licząc tych, którzy wracają z wypożyczeń, ale jak pokazał przykład Jana Bednarka, także tacy mogą się okazać wzmocnieniem.

Do Poznania zawitali Vernon De Marco Morlacchi – obrońca z Argentyny, który ostatnio grał w Slovanie Bratysława, kolejny defensor Emir Dilaver z Ferencvarosu Budapeszt, i pomocnik – Chorwat Mario Situm.

Najwięcej szumu w ostatnim tygodniu było wokół sześciokrotnego reprezentanta Szwecji – Nicklasa Barkrotha. 25-letni skrzydłowy zadebiutował w lidze w barwach IFK Goeteborg w wieku 15 lat i 7 miesięcy. Oczywiście uchodził za ogromny talent, ale nie rozwinął się tak, jak Szwedzi oczekiwali. Lech po mistrzowsku rozegrał ten transfer. Ogłoszono, że skrzydłowym interesowała się też Legia, ale Szwed wybrał Kolejorza. Ile w tym prawdy i czy faktycznie mógł on trafić także do Warszawy, oczywiście nie wiadomo, a opinie są różne w zależności, gdzie przystawi się ucho. Aby było jeszcze zabawniej, Legia wydała oświadczenie, w którym zapewnia, że nigdy się tym piłkarzem nie interesowała. Ale Barkroth dla kibiców obu klubów będzie tym, który wybrał Lecha.

Najbardziej absurdalnym transferem było przyjście Adama Dancha do Arki Gdynia. Jest on wychowankiem Górnika Zabrze i spędził w tym klubie 13 lat. W kwietniu został jednak odstawiony od zespołu, a następnie rozwiązał umowę. Wśród kibiców pojawiła się plotka, że on i kilku innych zawodników ustawiali mecze i obstawiali wyniki u bukmacherów. Danch zgodził się dobrowolnie odpowiedzieć na wszystkie pytania, będąc podłączonym do wariografu. XXI wiek, kraj w środku Europy...

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: piotr.zelazny@rp.pl

"Rzeczpospolita"