Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Lech zarabia i wydaje

Piotr Żelazny 14-07-2017, ostatnia aktualizacja 14-07-2017 09:01

Dzisiaj start, w letniej przerwie działo się bardzo dużo, najwięcej w Poznaniu i Warszawie.

Kibice Legii Warszawa
autor: Nowak Piotr
źródło: Fotorzepa
Kibice Legii Warszawa

Rewolucja kadrowa w Lechu, zmiany na ławkach trenerskich i oczywiście nieodłączne w polskiej piłce absurdy – po sześciu tygodniach przerwy wraca ekstraklasa.

W Poznaniu lato było faktycznie gorące. Szefowie Lecha, którzy do tej pory przy transferach słynęli raczej z wielkopolskiej cnoty umiarkowania, tym razem zrobili rewolucję. Nenad Bjelica ma do dyspozycji aż 14 nowych piłkarzy i nawet jeśli pod uwagę weźmiemy, że część z nich to wracający z wypożyczeń gracze Lecha albo zawodnicy rezerw lub juniorów, to chorwacki trener wciąż mógłby wystawić jedenastkę złożoną z piłkarzy, których w zeszłym sezonie przy Bułgarskiej nie było.

Siedmiu nowych zawodników to obcokrajowcy, tylko jeden z nich ma przeszłość w lidze polskiej – Deniss Rakels (zanim wyjechał do angielskiego Reading, zaliczył świetne półtora sezonu w Cracovii). Reszta to wielka niewiadoma.

W Lechu zagrają szwedzki skrzydłowy Nicklas Barkroth, argentyński obrońca Vernon De Marco, Austriak urodzony w Bośni Emir Dilaver (także obrońca), duński napastnik, były król strzelców ligi norweskiej Christian Gytkjaer, chorwacki pomocnik Mario Situm oraz obieżyświat, który grał już w ośmiu różnych krajach, Czarnogórzec Nikola Vujadinović. Ile każdy z nich wniesie w pierwszej kolejności do Lecha, a w drugiej do ekstraklasy – trudno dziś powiedzieć.

Wiadomo natomiast, jak wielkim zaufaniem obdarzyli Bjelicę szefowie Lecha. Drużyna, którą kibice w Poznaniu będą oglądać, jest autorskim projektem tego trenera. I z tego będzie rozliczany.

W Poznaniu chwalą się też akademią i transferami, jakich dokonali. W zeszłym sezonie do Sampdorii odszedł Karol Linetty, tego lata Tomasz Kędziora wybrał Dynamo Kijów, Jan Bednarek za rekordowe 6 milionów euro odszedł do angielskiego Southampton, a Dawid Kownacki znów będzie grał w jednej drużynie z Linettym, bo został piłkarzem Sampdorii.

W sumie Lech na tych zawodnikach zarobił 15 milionów euro, co jest wielkim osiągnięciem, w klubie twierdzą nawet, że to więcej, niż Lech by zyskał, gdyby grał w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Wciąż pozostaje jednak pytanie, czy klub piłkarski ma być dobrze funkcjonującym biznesem, czy jednak zdobywać trofea. A Lech od dwóch lat nie wywalczył tytułu mistrzowskiego i dwa razy z rzędu przegrał finały Pucharu Polski.

W Legii okres transferowy nie był aż tak intensywny, ale za to przyniósł wiele emocji – nie zawsze zdrowych. Przyjście Krzysztofa Mączyńskiego, który zarzekał się, że nigdy nie zagra w Legii i nigdzie się z Wisły nie rusza – spowodowało, że w Krakowie stał się persona non grata. Podobnie jak dla niektórych kibiców Legii Vadis Odjidja-Ofoe, który mimo ważnej umowy z warszawskim klubem niemal wymusił transfer do Olympiakosu.

Trzy dni przed pierwszym meczem Legia w końcu kupiła napastnika – reprezentanta Albanii Armando Sadiku, który zdobył nawet gola podczas zeszłorocznego Euro.

Tylko czterech trenerów, którzy zaczynali poprzedni sezon, dziś jeszcze pracuje w tych samych klubach. Mogłoby ich być pięciu, ale tydzień przed startem ligi w Wiśle Płock – wskutek buntu zawodników, podobno z Dominikiem Furmanem na czele – zwolniono Marcina Kaczmarka.

Michał Probierz, który zdobył z Jagiellonią wicemistrzostwo, wylądował w Cracovii, chociaż wydawało się, że jest o krok od potrójnej roli w Śląsku Wrocław: współwłaściciela, dyrektora sportowego oraz trenera. Czegoś takiego nawet w ekstraklasie jeszcze nie grali. Kto wie czy najwaźniejszą zmianą w przerwie letniej nie była jednak decyzja o zaprzestaniu dzielenia punktów.

"Rzeczpospolita"