Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Lider od kryzysu do kryzysu

Piotr Żelazny 25-11-2017, ostatnia aktualizacja 25-11-2017 00:00

Legia jedzie do Kielc. Klub, który był pogrążony w letargu, jednak się obudził. To w Legii stało się normą.

Kasper Hamalainen ma w tym sezonie trudne zadanie – zastąpić Vadisa Odjidję-Ofoe
autor: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Kasper Hamalainen ma w tym sezonie trudne zadanie – zastąpić Vadisa Odjidję-Ofoe

W Legii mają doskonale przećwiczony scenariusz, w którym z chaosu i – wydawało się – niemożliwego do ogarnięcia kryzysu rodzi się coś wielkiego. Tak naprawdę w trwających rozgrywkach mamy niemal idealną powtórkę sprzed roku i w mniejszym stopniu sprzed dwóch lat.

Czyli najpierw fatalny pod niemal każdym względem początek sezonu, problemy nie tylko na boisku, ale również z kibicami oraz w gabinetach, wymiana trenera i ekspresowe odrabianie strat. Poprzedni sezon był kulminacją – z jednej strony sukcesy sportowe były większe niż na co dzień – wszak Legia awansowała do fazy grupowej Ligi Mistrzów – a z drugiej bałagan wokół klubu był też większy niż zazwyczaj. Zamieszki kibiców na meczu z Borussią Dortmund, zamknięcie obiektu na spotkanie z Realem Madryt. Przede wszystkim jednak konflikt właścicieli, który doprowadził do tego, że mistrz Polski jest dziś wyłącznie w rękach Dariusza Mioduskiego, który spłacił wspólników i przejął ich udziały. Fakt, że Jacek Magiera, zatrudniony w miejsce Besnika Hasiego, zdołał odrobić 12 punktów straty i zdobyć mistrzostwo, zakrawał niemal na cud.

W tym sezonie scenariusz jest niemal identyczny, z niezwykle jednak ważnym odstępstwem. W tym roku europejskich pucharów nie ma bowiem w Warszawie w ogóle. Magiera został zwolniony, w jego miejsce przyszedł Romeo Jozak, który tym samym po raz pierwszy w karierze dostał do poprowadzenia zespół seniorów. Problemów wokół klubu wciąż mnóstwo – kibice odwrócili się od drużyny, która nie wywalczyła przepustki do Europy, i póki kończyło się to na szyderstwach z trybun i braku dopingu, wszystko było w porządku. Po wysoko i bezdyskusyjnie przegranym meczu z Lechem (0:3) doszło jednak – jak powszechnie wiadomo – do rękoczynów. Zawodnicy zostali na parkingu pod stadionem pobici. Jakby tego było mało, w trakcie ostatniego spotkania ligowego z Górnikiem Zabrze fani z Żylety odpalili takie ilości rac, że mecz musiał być dwa razy przerywany, ponieważ dym przesłonił boisko.

Komisja Ligi ukarała Legię grzywną w wysokości 70 tysięcy złotych, a także zakazała wstępu na najbliższy mecz ligowy rozgrywany u siebie wszystkim kibicom, którzy na spotkaniu z Górnikiem zajmowali miejsca na Żylecie. Zorganizowane wyjazdy fanów warszawskiego klubu zostały wstrzymane aż do końca rundy zasadniczej. Ale Legia pokonała dotychczasowego lidera z Zabrza 1:0 i to drużyna Jozaka wskoczyła na pierwsze miejsce w tabeli.

A przecież po porażce z Lechem zespół z Warszawy miał już pięć punktów straty do klubu z Poznania, a sześć do Górnika. Od tamtej pory Legia wygrała kolejnych pięć spotkań w lidze (z Pucharem Polski to już seria sześciu meczów), Lech nie zdobył z kolei kompletu punktów w żadnym z nich i dziś to warszawianie mają już sześć punktów więcej niż drużyna Nenada Bjelicy.

W Legii mogliby przeprowadzać szkolenia z tego, jak podnosić się z kryzysu z pomocą trenera, który nie ma żadnego doświadczenia albo ma minimalne.

Magiera, gdy obejmował drużynę, miał za sobą dwa miesiące pracy z seniorami – na zapleczu ekstraklasy. Jozak przez całą karierę był dyrektorem sportowym oraz specem od młodzieży. Chorwat wiele w zespole nie zmienił. Preferowany przez niego futbol jest na pewno szybszy, bardziej bezpośredni. Mniej jest krótkich podań po ziemi, drużyna chce przedostawać się pod pole karne rywala w jak najszybszy i nieskomplikowany sposób. Zmianę podejścia Legii najlepiej ilustruje osoba wysuniętego napastnika. Jozak postawił na szybkość Jarosława Niezgody, a nie na siłę i mięśnie Armando Sadiku.

I chociaż nie jest to futbol efektowny, ostatnio jest efektywny. Każda seria musi się kiedyś skończyć, szczególnie że Legia jedzie do drużyny, która oceniana jest jako jedna z rewelacji rozgrywek – Korony Kielce, zespołu prowadzonego przez Włocha Gino Lettieriego. Korona zajmuje piąte miejsce w tabeli, a była skazywana na pewny spadek. W lipcu zremisowała na stadionie przy Łazienkowskiej 1:1 i chociaż wtedy uznano to za sensację, z perspektywy czasu aż taką niespodzianką ten wynik już się nie wydaje.

Statystyka, a także klasa Korony nakazują więc jednak zachować piłkarzom Jozaka daleko idącą ostrożność.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: piotr.zelazny@rp.pl

"Rzeczpospolita"