Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Zima wypłoszyła kibiców

Stefan Szczepłek 11-12-2017, ostatnia aktualizacja 11-12-2017 12:21

Koniec dobrej serii Korony, Legia znów wygrywa, wciąż niezdobyte Zabrze.

autor: Nowak Piotr
źródło: Fotorzepa
Tabela ekstraklasy
źródło: Rzeczpospolita
Tabela ekstraklasy

To był weekend pięknych bramek i niespodziewanych wyników. Do soboty Korona mogła chwalić się serią dziewięciu kolejnych meczów bez porażki i sześciu zwycięstw w Kielcach, w tym nad Legią.

Tym razem w Kielcach stało się coś dziwnego. Pierwszy celny strzał, obroniony przez Macieja Gostomskiego, Arka (Grzegorz Piesio) oddała już w 17. sekundzie. Później Korona zdobyła przewagę, ale Pavel Steinbors w bramce Arki spisywał się jak w finale Pucharu Polski – obronił trudne strzały (Bartosza Rymaniaka i Elii Soriano, a po przerwie Niki Kaczarawy).

W 36. minucie Rafał Siemaszko uciekł obrońcom na lewym skrzydle i kiedy Gostomski wybiegł aż pod boczną linię pola karnego, gdynianin bardzo trudnym technicznie strzałem przerzucił piłkę nad nim. Na 2:0 podwyższył Marcin Warcholak, pięknym uderzeniem z rzutu wolnego (ok. 30 metrów).

Dziesięć minut później Arka prowadziła już 3:0. Stoper Korony Senegalczyk Elhadji Pape Diaw pozwolił Mateuszowi Szwochowi opanować piłkę i oddać strzał w okienko. Oby w czerwcu, w Moskwie przeciwko Polsce zagrali obrońcy klasy Diawa. Korona spotka się w marcu z Arką w półfinale Pucharu Polski.

Piękne bramki padały też w Warszawie. Legia pokonała Termalikę 3:0, chociaż to goście mogli prowadzić. W 9. minucie Bartosz Śpiączka chyba zdziwił się, że sędzia nie odgwizdał spalonego, a potem, będąc sam na sam z Arkadiuszem Malarzem, przestraszył się, że może zdobyć gola, i bramkarz jego słaby strzał wybił na róg.

W drugiej połowie Guilherme wykorzystał jedenastkę, podyktowaną za faul na Kasperze Hamalainenie. To był jeden z ostatnich meczów Brazylijczyka w barwach Legii. Zimą odejdzie. Hamalainen rozegrał kolejny dobry mecz. Piękną bramkę na 2:0 zdobył Cristian Pasquato z jego podania. Trzecią Fin strzelił już sam, z osiemnastu metrów.

Legia, Górnik i Lech to drużyny, które jesienią nie przegrały na swoich boiskach. Zabrzanie mieli nadzieję na siódme zwycięstwo, bo Lechia nie jest w tym sezonie zespołem nie do pokonania.

Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy Szymon Żurkowski zacentrował na pole karne, gdzie Dani Suarez, nie niepokojony przez obrońców, przyjął piłkę na klatkę piersiową i strzelił na 1:0. Lechia wyrównała po akcji Romario Balde. Po dośrodkowaniu Gwinejczyka Tomasz Loska nie bardzo wiedział, czy piłkę łapać, czy ją odbijać. Flavio Paixao tylko na to czekał. Wystarczyło mu, że piłka przez pół sekundy była w powietrzu, kopnął, z odległości trzech metrów nie mógł nie trafić do siatki.

Cenny punkt zdobył Piast. Śląsk prowadził na swoim boisku od 2. minuty po efektownym strzale Arkadiusza Piecha. Błąd, jaki w przyjęciu prostej piłki popełnił Igor Tarasovs, można śmiało uznać za kiks kolejki. Michał Papadopulos to przewidział i w sytuacji sam na sam z Jakubem Słowikiem nie dał mu szans. Piech, którego wielu trenerów już skreśliło, jeszcze raz dał Śląskowi prowadzenie, ale kilka minut przed końcem Piast wyrównał. Gliwiczanie grają znacznie lepiej, niż wskazuje ich pozycja na dole tabeli.

Dwa dobre mecze rozegrano w niedzielę. Do listy pięknych goli trzeba dopisać strzał Dawida Niepsuja z Pogoni: był tak silny, że potężny bramkarz Martin Polacek nie zdążył podnieść rąk. Ale Pogoń, mimo prowadzenia, zremisowała 3:3. Bohaterem meczu był Jakub Świerczok – zdobył wszystkie trzy gole, ostatniego w doliczonym czasie. To jego drugi hat trick w ciągu tygodnia.

Sporą niespodzianką było zwycięstwo Wisły Płock na stadionie Wisły Kraków 1:0.

Żadna drużyna nie ma takiego pecha jak Sandecja. Ostatni raz odniosła zwycięstwo w 9. kolejce, 17 września, nad Termaliką. Tym razem uległa Jagiellonii. Chciałoby się napisać „na swoim boisku", ale się nie da. Ponieważ stadion Sandecji w Nowym Sączu nie spełnia kryteriów wyznaczonych przez PZPN, jako gospodarz występuje ona w Niecieczy. W związku z tym stadionik w tej wsi stał się w tym sezonie areną największej liczby meczów w ekstraklasie. Gra się tam co tydzień.

Kiedy występuje tam Termalica, frekwencja jest większa niż liczba mieszkańców Niecieczy, co jak najlepiej o kibicach świadczy. Sandecja już takim magnesem nie jest. Tym razem jej przegrane spotkanie z Jagiellonią oglądało 724 widzów, to niechlubny rekord ekstraklasy.

W tej kolejce na wszystkich stadionach ekstraklasy było mniej widzów niż zwykle, a może być jeszcze gorzej. Do końca roku kalendarzowego pozostały dwie kolejki (obie w tym tygodniu).

Tylko zapaleńcy chodzą o tej porze roku na stadiony. W siedmiu meczach 19. kolejki uzbierało się ich ok. 58 tys. To mniej, niż przychodzi na jeden mecz Borussii lub Bayernu.

19. kolejka

- Sandecja Nowy Sącz – Jagiellonia Białystok 0:1

A. Novikovas 67-karny

- Górnik Zabrze – Lechia Gdańsk 1:1

D. Suarez 49 - F. Paixao 70

- Śląsk Wrocław - Piast Gliwice 2:2

A. Piech 2, 65 - M. Papadopulos 36, K. Angielski 87

- Korona Kielce - Arka Gdynia 0:3

R. Siemaszko 36, M. Warcholak 49, M. Szwoch 60

- Legia Warszawa - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 3:0

Guilherme 53-karny, C. Pasquato 56, K. Hamalainen 65

- Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin 3:3

S. Delew 30, J. Piotrowski 38, D. Niepsuj 44 - J. Świerczok 41, 51-karny, 90

- Wisła Kraków – Wisła Płock 0:1

D. Szymański 42

Mecz Lech Poznań - Cracovia zakończył się po zamknięciu gazety. Następna kolejka we wtorek i środę.

"Rzeczpospolita"