Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Góra jeszcze raz nie wybaczyła

Łukasz Majchrzyk 29-01-2018, ostatnia aktualizacja 29-01-2018 10:34

Tomasz Mackiewicz został na Nanga Parbat na zawsze. Polskiej ekipie udało się uratować Elisabeth Revol.

Tomasz Mackiewicz
autor: Tomasz Mackiewicz
źródło: Facebook
Tomasz Mackiewicz

Francuzka została przetransportowana helikopterem do Islamabadu, do szpitala. Dopiero od niej będzie można uzyskać więcej szczegółów dramatu, który rozegrał się na zboczach ośmiotysięcznika Nanga Parbat (8125 m) w Pakistanie, nazywanego przez himalaistów Obsesją, ale też i Mordercą, Potworem.

Góry po raz kolejny pokazały, że trzeba wobec nich zachować pokorę, a zdobywanie najwyższych szczytów starannie przygotować.

Znaki zapytania

Na razie jest bardzo wiele znaków zapytania, ale od początku wszyscy, którzy znają Himalaje, podkreślali, że Tomasz Mackiewicz miał małe szanse na przeżycie i trzeba było liczyć na cud. Ludzie zaciskali kciuki, wysyłali ciepłe myśli, modlili się, ale z każdą godziną nadzieje na jego uratowanie malały.

Gdy w piątek obiegły media informacje, że Francuzka i Polak utknęli na stokach Nanga Parbat i walczą o życie, pod K2 (8611 m) działała nasza narodowa wyprawa, zorganizowana w ramach programu Polski Himalaizm Zimowy. W jej składzie znaleźli się alpiniści doświadczeni w zimowej wspinaczce na ośmiotysięcznikach. To oni zdecydowali, że helikopterem w kierunku Nanga Parbat polecą: Denis Urubko, Adam Bielecki, Jarosław Bator i Piotr Tomala.

Pogoda pozwoliła

– Skontaktowałem się z Krzysztofem Wielickim, który jest szefem wyprawy na K2. Decyzja o ruszeniu na ratunek została podjęta w trzy minuty. Botor to ratownik medyczny. Z Polski wspierał ich Robert Szymczak, który jest lekarzem i był w stałym kontakcie z zespołem ratunkowym. Przy okazji składam wielkie podziękowania za okazaną pomoc dla polskiej ambasady w Islamabadzie – mówi „Rz" Janusz Majer, szef projektu Polski Himalaizm Zimowy.

Urubko to chyba najszybszy himalaista na świecie, do którego należy wiele rekordów we wbieganiu na góry.

– Urubko i Bielecki znają ścianę Diamir Nanga Parbat, w której utkwili Revol i Mackiewicz. Denis stał kiedyś na szczycie tej góry. Na obecnej wyprawie na K2 założył obóz II na wys. 6300 m. Zatem już byli trochę zaaklimatyzowani. Na szczęście pogoda pozwoliła na loty śmigłowców, choć było widać na zdjęciach, że podstawa chmur jest niewiele wyżej niż baza pod K2 na wysokości 5000 m. Bez helikopterów i pomocy Pakistańczyków cała akcja ratunkowa nie byłaby możliwa. Ale to, co zrobili Denis Urubko, Adam Bielecki, jest szczytem bohaterstwa, profesjonalizmu i... piękna człowieka – mówi Monika Rogozińska, dziennikarka, która współorganizowała wyprawę na Nanga Parbat zimą 1997/1998 i uczestniczyła w niej jako korespondent „Rzeczpospolitej".

– W kilka godzin wspięli się nocą bardzo stromym kilometrowej wysokości kuluarem, wyłożonym twardym, szklistym lodem. Tam nie ma gdzie odpocząć. Tam się wspina na czubkach raków. Dopiero wejście przez skalny pionowy próg do miejsca obozu II na wysokości 6100 m pozwala normalnie stanąć, rozstawić namiot – tłumaczy Monika Rogozińska.

Urubko z Bieleckim właśnie mniej więcej na tej wysokości odnaleźli Francuzkę. W namiocie na wysokości około 7280 m zostawiła ona Tomasza Mackiewicza. Wcześniej zawiadamiała swego przyjaciela we Francji, że Mackiewicz cierpiał na odmrożenia, śnieżną ślepotę i chorobę wysokościową. Gdy odchodziła, Polak był już w stanie agonalnym.

Polscy wspinacze sprowadzili Elisabeth Revol kuluarem. Naprzeciw ze wsparciem podeszli Jarosław Bator i Piotr Tomala. Gdyby Francuzka, także cierpiąca na odmrożenia kończyn, nie mogła się poruszać, jej transport nie byłby możliwy. Kuluar stanowi pułapkę na tej drodze.

Wyścig z czasem

Ratownicy ścigali się z czasem. Prognoza pogody zapowiadała opady, a nawet nadejście burzy śnieżnej.

– Podczas opadów kuluar zamienia się w ściek, którym lecą lawiny śnieżne. Lawina, którą wypluł ten gigantyczny żleb, złamała nogę koledze podczas zimowej wyprawy przed 20 laty – mówi Monika Rogozińska. – Ale tamtej ekspedycji dotarcie do Orlego Gniazda zajęło tygodnie. Inne były wtedy warunki.

O akcji ratowania Ryszarda Pawłowskiego podczas tamtej wyprawy opowiedział „Rz" jej uczestnik Piotr Konopka.

– Mieliśmy dwóch lekarzy na tej wyprawie. Marek Klar zrobił mu zabieg w warunkach polowych, usztywnił złamanie i na drugi dzień przystąpiliśmy do ewakuacji. Nie dość, że musieliśmy pokonać 1500 m w dół, to jeszcze około 11 km w poziomie. Po drodze trzeba było przejść przez lodowiec. Na szczęście znalazła się deska snowboardowa, którą Jurek Natkański przyniósł do obozu. Zrobiliśmy dziury z przodu i z tyłu. Ryśka w śpiworze przymocowaliśmy do deski i w ten sposób go holowaliśmy. W ciągu dnia przebiliśmy się przez lodowiec i założyliśmy biwak. Mieliśmy tylko jeden namiot i żadnych śpiworów. Marzliśmy bardzo, bo temperatura odczuwalna dochodziła nocą do około -40 stopni Celsjusza. Rankiem ruszyliśmy do bazy wysuniętej, a tam po kilku dniach doleciał pakistański śmigłowiec – opowiada „Rz" Piotr Konopka.

Teraz nie było możliwości podjęcia próby dotarcia do Mackiewicza. Helikoptery zabrały czwórkę Polaków i Francuzkę spod ściany Diamir Nanga Parbat. Revol znalazła się w szpitalu w Islamabadzie. Polacy wylądowali w Skardu. Powinni odpocząć. Będą kontynuować wyprawę zimową na K2.

Apel o odpowiedzialność

Wielką dyskusję wywołało to, że wysłanie helikopterów do bazy pod K2 po czwórkę wspinaczy nastąpiło, dopiero gdy Pakistańczycy dostali gwarancję polskiej ambasady na pokrycie kosztów operacji.

Janusz Majer dodaje, że na profesjonalnie zorganizowanych wyprawach kaucje na ewentualną akcję ratunkową są obowiązkowe. – Tomek Mackiewicz starał się organizować wyprawy jak najniższym kosztem. On i Elisabeth nie mieli ubezpieczenia, nie mieli kaucji za użycie helikoptera. Ludzie, którzy jeżdżą na wyprawy, muszą działać jak najbardziej odpowiedzialnie. Marzenie Tomka o zdobyciu Nanga Parbat się spełniło, bo podobno był na wierzchołku, ale cena, jaką zapłacił, jest strasznie wysoka – mówi Janusz Majer.

Tomasz Mackiewicz nie przeszedł tradycyjnej drogi, która zaczyna się od kursów wspinaczkowych, dopiero potem jest wspinanie się i nauka od bardziej doświadczonych. Wrażenie zrobiło to, że wszedł na drugi co do wysokości szczyt Ameryki Północnej prawie sześciotysięcznik Mount Logan, zdobył także niezwykle trudny siedmiotysięcznik Chan Tengri. Na Nanga Parbat zimą przyjechał po raz siódmy.

– Mówił w mediach, że oswaja górę. To jest trochę tak, jakby kierowca bez prawa jazdy wsiadł do bolidu Formuły 1 i uczył się jeździć na torze wyścigowym. Nanga Parbat zimą to Formuła 1 himalaizmu. Sama umiejętność survivalu na jednym z najwyższych urwisk świata nie wystarcza. Alpinizm to także wiedza, właściwe wyposażenie, nie tylko pasja. Rozumiem jego miłość do tej góry. I bardzo współczuję rodzinie – mówi „Rz" Monika Rogozińska. – Ale wejście w góry niesie konsekwencje także dla innych. Na przykład dla ratowników. To była śmiertelnie niebezpieczna akcja.

Czas na Legię Honorową

Za poświęcenie i ryzykowanie życia dziękowali Polakom w mediach społecznościowych Francuzi, m.in. przyjaciel Elisabeth Revol Ludovic Giambiasi. Już dzisiaj mówi się, że ta akcja ratunkowa przejdzie do historii himalaizmu. Bohaterstwo Polaków jest tak wielkie, że trzeba o nim opowiadać.

Były prezydent Francji Jacques Chirac kilka lat temu upominał Polaków, że stracili okazję, by zamilknąć, teraz jest świetna okazja, by to Francja przemówiła. Denis Urubko i Adam Bielecki zasłużyli co najmniej na Legię Honorową.

"Rzeczpospolita"