Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Legia, czyli złe języki

Stefan Szczepłek 03-04-2018, ostatnia aktualizacja 03-04-2018 10:49

Po zatrudnieniu na Łazienkowskiej Romeo Jozaka wyraziłem głównie żal.

autor: Nowak Piotr
źródło: Fotorzepa

Po zatrudnieniu na Łazienkowskiej Romeo Jozaka wyraziłem głównie żal. Spowodowany on był odejściem Jacka Magiery i końcem przebudowy drużyny, dokonywanej przez oddanego jej młodego trenera. Nie było w tekście żadnych kategorycznych stwierdzeń, a korciło mnie, by napisać, że Jozak może w Warszawie nie przetrwać nawet roku. Uznałem, że nie powinno się skreślać człowieka, nim zaczął pracę, nawet jeśli intuicja i doświadczenie mówiły mi co innego.

Dariusz Mioduski przyznał, że zwolnienie Magiery było jedną z najbardziej przykrych decyzji w jego życiu, ale miał wizję wielkiej Legii z trenerem z kraju, który znaczy dziś w klubowym futbolu więcej niż Polska. Chciał dobrze, ale – jako nie pierwszy i nie ostatni właściciel klubu – dał wiarę biznesowym doradcom i wątpliwości dotyczące braku doświadczenia nowego trenera w prowadzeniu drużyny seniorów zostały zagłuszone. Dopóki jakoś to szło, krytyki pod adresem trenera i członków sztabu – jego rodaków – były rzadkie. Kiedy zaczął się kryzys, przyszły czarne dni.

Nie sztuką jest prowadzić drużynę, w której wszystko gra. Ale żeby wyprowadzić ją z kryzysu, trzeba mieć doświadczenie, którego trenerowi Jozakowi brakuje.

Nie chodzi wyłącznie o to, co widzimy na boisku. Także o transfery i atmosferę w szatni, przenoszącą się na trybuny. Legia nie stanowi jedności, za dużo w niej złych języków i prywatnych interesów zawodników. To przenosi się na boisko i prowadzi do konfliktów.

Romeo Jozak (w przeciwieństwie do niewiele rozumiejącego Besnika Hasiego) na konferencjach nie zaognia atmosfery, sensownie te problemy tłumaczy. Tyle że nie daje sobie z nimi rady.

Jagiellonia, która w porównaniu z Legią jest manufakturą, w meczu na Łazienkowskiej zdominowała ją w sposób rzadko w ekstraklasie spotykany. Michał Probierz wykorzystał w pełni możliwości zespołu, a Ireneusz Mamrot idzie jego śladem. Cezary Kulesza to jeden z dwóch prezesów klubów ekstraklasy, którzy byli w przeszłości piłkarzami ligowymi (drugi to Krzysztof Zając w Koronie). On się na tym zna. Wie, jakiego trenera sprowadzić i jak kupić tanio zawodnika pasującego do drużyny. Dzięki temu Jagiellonia, mająca budżet sześć razy mniejszy niż Legia, walczy o mistrzostwo.

Żal mi polskich zdolnych trenerów, takich jak Radosław Mroczkowski, a teraz Kazimierz Moskal w Sandecji czy Piotr Stokowiec w Lechii, którzy muszą pracować w klubach zarządzanych przez dyletantów. Ojciec prezesa Lechii Adama Mandziary, Aleksander, był dobrym piłkarzem Szombierek i trenerem GKS Tychy. Przemiły, kulturalny człowiek. Syn zajął się handlem piłkarzami, aż został prezesem zasłużonego klubu, który jednak nie takiego szefa potrzebuje. W ostatnich dniach prezes zwolnił cały dział prasowy Lechii. Wcześniej otrąbił sukces z powodu podpisania kontraktu z 17-letnim Indonezyjczykiem, którego nazwisko wyleciało mi z głowy i wątpliwe, aby kiedykolwiek wróciło.

Komisja Licencyjna PZPN powinna zajmować się nie tylko możliwościami finansowymi klubów, ale także kompetencjami ich prezesów. ©℗

"Rzeczpospolita"